DOM KULTURY, Joanna Kiedrzyńska

Czytanie w klasie – o badaniach czytelnictwa w raporcie BN

AUTOR

Joanna Kiedrzyńska

Doktora literaturoznawstwa, pracuje jako redaktorka i psychoterapeutka.

Autorzy raportu Biblioteki Narodowej badają nie czytelnictwo, a stopień, w jakim czytelnicy odchodzą od kultury czytania książek drukowanych stanowiącej wyróżnik inteligencji.

Raport Biblioteki Narodowej, chętnie przytaczany jako dowód na upadek czytelnictwa w Polsce, opiera się na kilku niejasnościach. Przede wszystkim myli i miesza praktyki związane z czytaniem w ogóle oraz z czytaniem konkretnie książek. Widać to najwyraźniej we fragmencie, w którym autorzy dzielą respondentów na kilka kategorii (strony 18-22): od osób nieczytających – które nie lubią czytać książek – poprzez czytelników tradycyjnych – lubiących książki drukowane, ale nieczytających dużo – aż po zaangażowanych „zagorzałych miłośników książek”. W kwestionariuszu służącym do tej segmentacji, jak pokazuje wykres poniżej, połączyli pytania dotyczące czytania książek i czytania w ogóle. Można by przypuszczać, że skoro wiele osób twierdzi, że książka szybko im się nudzi, ale równie wiele zaprzecza, aby czytanie było nudne, angażują się one w jakieś inne praktyki lekturowe. Autorzy jednak zdają się omijać tę kwestię, skupiając się na udowadnianiu, jak bardzo nieczytane są książki, i bagatelizując albo deprecjonując inne rodzaje czytania.

Izabela Koryś, Jarosław Kopeć, Zofia Zasacka, Roman Chymkowski, Stan czytelnictwa w Polsce w 2016 roku, Biblioteka Narodowa, Warszawa 2017.
Izabela Koryś, Jarosław Kopeć, Zofia Zasacka, Roman Chymkowski, Stan czytelnictwa w Polsce w 2016 roku, Biblioteka Narodowa, Warszawa 2017.

Do generalnie nieczytających autorzy zaliczyli aż 48% badanych, definiując ich jako „osoby, które nawet jeśli czasem coś czytają, to robią to sporadycznie, sięgając po prasę lokalną lub tabloidy” (s. 19). Najwidoczniej czytanie prasy lokalnej nie jest według autorów właściwym czytaniem. W innym miejscu przyznają, że ich sondaż praktyk lekturowych „nie wychwytuje pełnego spektrum aktywności związanych z praktykami kulturowymi”, i dlatego obserwują, że dana grupa przestaje czytać, nie mogąc jednocześnie wskazać, czym zajmują się w miejsce lektury książek” (s. 36). Ależ mogliby. Gdyby dopuszczali, że „praktyki lekturowe” to czytanie nie tylko książek, daliby sobie szansę sprawdzenia, czy pewne grupy czytelników nie czytają czegoś innego, np. treści cyfrowych. Sugeruje to zresztą sporządzona przez nich tabelka na stronie 15 albo przeprowadzona w odrębnym rozdziale analiza zwyczajów kadry kierowniczej, która czyta coraz więcej treści z internetu, a mniej książek.

Izabela Koryś, Jarosław Kopeć, Zofia Zasacka, Roman Chymkowski, Stan czytelnictwa w Polsce w 2016 roku, Biblioteka Narodowa, Warszawa 2017.
Izabela Koryś, Jarosław Kopeć, Zofia Zasacka, Roman Chymkowski, Stan czytelnictwa w Polsce w 2016 roku, Biblioteka Narodowa, Warszawa 2017.

Czytanie dobre i złe

Przyjrzymy się, jak wygląda pożądana przez autorów „praktyka lekturowa”. Definiują oni książkę dość obiecująco: „Książka to coś więcej niż tylko okładka, grzbiet i jednostronnie sklejone kartki papieru, zwłaszcza odkąd może być pozyskiwana, przechowywana i przekazywana w formie pliku cyfrowego. Książka to także coś więcej niż tekst lub zawarta w nim treść – jest obdarzanym subiektywną wartością obiektem działań oraz interakcji społecznych”. Taka definicja rzeczywiście czyni z książki obiekt symboliczny, przedmiot żywej wymiany społecznej i, wydawałoby się, otwiera pole do uważnej, nieoceniającej obserwacji nowych zwyczajów lekturowych. Autorzy jednak szybko dodają do tego rozumienia swoje wartościowanie. Po sprawdzeniu, jakich autorów badani wskazywali jako przeczytanych (choć bez dopytania, po co i w jakim kontekście podjęli lekturę), stwierdzają występowanie powszechników lekturowych. Nie analizują jednak, dlaczego dany autor lub tytuł jest łatwo dostępny w pamięci społecznej. Czy dlatego, że był wbijany w szkole do głowy jako literatura obowiązkowa? A może dlatego, że jego wydawca urządził szeroko zakrojoną kampanię reklamową we wszystkich mediach? Albo jest już od lat uznanym klasykiem swojego gatunku?

Izabela Koryś, Jarosław Kopeć, Zofia Zasacka, Roman Chymkowski, Stan czytelnictwa w Polsce w 2016 roku, Biblioteka Narodowa, Warszawa 2017.
Izabela Koryś, Jarosław Kopeć, Zofia Zasacka, Roman Chymkowski, Stan czytelnictwa w Polsce w 2016 roku, Biblioteka Narodowa, Warszawa 2017.

Wypowiadają za to ocenę, że „osoby nieposiadające tak wysokiego kapitału kulturowego najczęściej ograniczają się do najbardziej popularnych gatunków i najłatwiej przyswajalnych treści” (s. 73). Albo piszą, że „ktoś, kto raz na kilka lat sięga po książkę E. L. James lub Dana Browna, zaintrygowany towarzyszącym książce kontrowersjom lub jej ekranizacją, nie staje się automatycznie wyrobionym czytelnikiem książek” (s. 18). Czyli nie uwzględniają np. takiej sytuacji, że osoby dobrze wykształcone czytają Kinga dla przyjemności. Co więcej, tworzą podgrupy czytelników na bazie domysłu, że gatunek reprezentowany przez autora wskazanego w badaniu wprost przekłada się na czyjś gust literacki. Tą drogą powstaje arbitralna a zarazem rozmyta segregacja: publiczności szkolnej, publiczności popularnej literatury gatunkowej, czytelników powieści romansowo-obyczajowych, czytelników literatury sensacyjno-kryminalnej. Drugą z tych grup autorzy opisują jako „czytelników, których horyzont oczekiwań odbiorczych odpowiada danym gatunkom literackim”, komentując: „Nie oznacza to, że czytelnicy takiej literatury nie bywają zainteresowani także innymi publikacjami czy literaturą wysokoartystyczną” (s. 82). Właśnie! Nieco rzetelniejsze byłoby badanie, jakie dokładnie wybory (autorów i gatunków) składają się na gust literacki poszczególnych grup respondentów, bez założeń, które z tych wyborów świadczą o wyrobieniu. Jest też zdumiewające, że w badaniu BN wyodrębniono grupy gatunkowej literatury popularnej, romansów i kryminałów, skoro romanse i kryminały to właśnie gatunki należące do literatury popularnej, jej podkategorie.

Domniemanie, że wybór jakiegoś autora świadczy o upodobaniu czytelnika do całej kategorii literackiej, wchodzi też w kolizję z faktami na innym poziomie. Jeżeli po przejrzeniu nazwisk wybranych przez badanych autorzy generalizują: „Najwięcej czytelników ma literatura popularna – romansowo-obyczajowa i kryminalno-sensacyjna” (s. 68), oznacza to, że nie skonfrontowali swoich wyników z danymi z rynku wskazującymi na to, że w dużej liczbie egzemplarzy sprzedają się zarówno książki reprezentujące literaturę gatunkową, jak i literaturę artystyczną. Biorąc pierwszy z brzegu przykład, w liście bestsellerów za luty 2017 roku raport GFK Polonia obok Cobena, Grocholi, Jojo Moyes, Mroza oraz książek filmowych wymienia Małe życie Yanagihary i Króla Szczepana Twardocha.

Rozumienie a ocena praktyk

Autorzy chętnie nawiązują do Bourdieu, pisząc o „praktykach”, ich funkcjach w polu społecznym, „kapitale kulturowym”, budowaniu dystansu między klasami. Wydaje się jednak, że zadali respondentom za mało pytań (tak jak wyżej zabrakło pytania o powód, kontekst i funkcje sięgnięcia po konkretną książkę) albo zadali je za bardzo bezosobowo, żeby stosowanie tych kategorii było uprawnione. Bourdieu nie był socjologiem interpretującym wyłącznie liczbowo przerobione dane, lecz uprawiał jakościowe badania terenowe i analizę dyskursu, wskazując nie tylko na rozkład deklarowanych praktyk, ale też na ich kontekst i znaczenie przypisywane przez samych aktorów społecznych. Tymczasem bardzo ciekawy wykres wskazujący na to, że na czytanie książek ma wpływ otoczenie, które stosuje tę praktykę, zostało skwitowane interpretacją: „Wyjaśnień tej zależności można poszukiwać w teoriach konformizmu społecznego, wzoru osobowego, grup odniesienia czy dynamicznych układów społecznych” (s. 24). Zamiast zamykać rozważanie tego zjawiska generalizującym, niekonkretnym przypuszczeniem, można by np. spytać badanych, z kim najczęściej wymieniają się książkami i informacjami o książkach, zwłaszcza że raport wykazuje, że pożyczanie książek jest niemal równie popularnym sposobem ich pozyskiwania, jak zakup.

Izabela Koryś, Jarosław Kopeć, Zofia Zasacka, Roman Chymkowski, Stan czytelnictwa w Polsce w 2016 roku, Biblioteka Narodowa, Warszawa 2017.
Izabela Koryś, Jarosław Kopeć, Zofia Zasacka, Roman Chymkowski, Stan czytelnictwa w Polsce w 2016 roku, Biblioteka Narodowa, Warszawa 2017.

Zamiast tego jednak autorzy wprowadzają kategorię, którą nazwali „orientacją materialistyczną” i wykazują, że dla osób „oceniających innych przez pryzmat drogich domów, samochodów i ubrań” fakt czytania książek „ma znaczenie marginalne”. To miałoby wyjaśniać „słaby, lecz ujemny (-0,14) związek dzisiejszej postawy materialistycznej z intensywnością ukierunkowanej na książki socjalizacji w dzieciństwie”. Ciekawe, czy gdyby przeprowadzić wywiady z osobami o tej „orientacji” nie okazałoby się, że są to osoby niezamożne, które skupiają się na rzeczach materialnych, bo ich pozyskanie jest dla nich ogromnie trudne? Sama obecność tej kategorii wskazuje raczej na to, że autorzy demonstrują dystynkcję swojej klasy, w której praktyka czytania książek jest lepsza niż praktyka kupowania ubrań, podczas gdy być może dokładniejsze badanie jakościowe doprowadziłoby do wniosku, że ludzie biedni czytają i kupują mniej książek.

Spadki i wzrosty

Na stronie Biblioteki Narodowej wyświetlany jest teraz banner: „37% Polaków czyta książki”, w domyśle: strasznie mało!, co jest podchwytywane przez instytucje i osoby przywołujące ten raport w mediach, do tego stopnia, że liczby 37% i 63% stały się elementem żartów i memów. Autorzy badania piszą (s. 68): „Od dekady obserwujemy spadek intensywności czytania książek wśród polskich czytelników: czytają ich mniej – tylko 10% ogółu badanych zadeklarowało, że w ciągu 12 miesięcy poprzedzających badanie przeczytało co najmniej 7 książek”. Raport otwiera podrozdział zatytułowany „Stabilne nieczytanie” komentujący poniższą tabelkę.

Izabela Koryś, Jarosław Kopeć, Zofia Zasacka, Roman Chymkowski, Stan czytelnictwa w Polsce w 2016 roku, Biblioteka Narodowa, Warszawa 2017.
Izabela Koryś, Jarosław Kopeć, Zofia Zasacka, Roman Chymkowski, Stan czytelnictwa w Polsce w 2016 roku, Biblioteka Narodowa, Warszawa 2017.

Widzę w tej tabelce dwa inne ciekawe zjawiska: po pierwsze spadek czytelnictwa książek między rokiem 2006 a 2008, który chętnie bym zestawiła ze stopniem upowszechnienia rozmaitych lektur przez internet w tym okresie, oraz wzrost czytelników ponad 7 książek rocznie o 25% między rokiem 2015 a 2016, do którego zadałabym pytanie, czy fakt coraz częstszego czytania treści z internetu nie wzmacnia nawyku czytania jako codziennej czynności, w tym nie zwiększa wtórnie zainteresowania lekturą książek. Na stronie 22 autorzy piszą, że „generalnie nieczytający (48%) oraz nieczytający książek (5%) to łącznie ponad połowa Polaków w wieku 15 i więcej lat”, przy czym generalnie nieczytający, jak już wspomniałam, to czytelnicy prasy, a ci, którzy nie czytają książek, mogą czytać inne rzeczy. Odpowiedź, dlaczego autorzy eksponują nieczytanie zamiast czytania, bez zapytania ich o to, może oczywiście pozostać w sferze domysłów, ale pozwolę tu sobie na sformułowanie dwóch przypuszczeń.

1. Istnieją instytucje, które na misji „ratowania czytelnictwa” zbudowały swoją tożsamość i organizacyjne podstawy funkcjonowania (takie jak Polska Izba Książki), więc odwołanie się do tego rodzaju raportów, jako argumentu na rzecz konieczności zatrzymania zmiany definiowanej jako kryzys albo upadek zapewne pozwala im tę tożsamość utrzymywać.

2. To, o co grają autorzy w swoim „inteligenckim” polu społecznym, oraz ich aspiracje mogą skutkować w nich przekonaniem, że właściwe czytanie to czytanie drukowanych książek, najchętniej ambitnych powieści, i tę mniej lub bardziej świadomą klasową dystynkcję projektują na konstrukcję krajowego wszak badania. Można się zastanawiać, czy autorzy chcą ocalać nie czytelnictwo jako takie, a własne doświadczenie pokoleniowe i niełatwą dziś do utrzymania inteligencką tożsamość.

W ostatnich latach nauki społeczne wypracowały sporo gatunków pisania pozwalających włączyć wyposażenie kulturowe osób badających w opis zbierania danych i interpretację oraz przeanalizować wpływ tego kontekstu na wyniki, ciekawie zatem byłoby przeczytać raport, którego autorzy jasno definiują ramy stworzone przez wartości i pragnienia ich grupy społecznej. Jeśli zaś zgodzimy się z autorami, że należy podtrzymywać tradycyjne praktyki lekturowe, powinniśmy oczekiwać, że w przyszłości ich raport będzie dostarczać więcej informacji wydawcom i instytucjom upowszechniającym czytelnictwo, tak aby ich ulubiona artystyczna literatura nie lądowała na taniej książce. Na stronie 24 piszą oni, że „obiecujące kierunki przyszłych poszukiwań” to „wpływ aktywności lekturowej na aktywność kulturalną, poczucie sensu życia oraz większe pokłady wrażliwości i empatii społecznej”. Szczerze mówiąc, zupełnie nie mam ochoty czytać o tym, że czytanie książek zwiększa poczucie sensu życia i wrażliwość. Chętnie za to dowiedziałabym się, czy można wyodrębnić podgrupy czytelników ze względu na ich gusty lekturowe, jacy są czytelnicy prawidłowo podzielonych i jeszcze bardziej zniuansowanych kategorii, oraz kto i co dokładnie oraz kiedy i po co czyta w internecie. Wydaje się, że należałoby wyizolować czytanie szkolne, aby nie zakłócało wyników i aby nie trzeba było tworzyć kategorii „czytelników zdystansowanych”, którzy muszą, ale nie chcą zapoznawać się z anachronicznym kanonem. Warto za to byłoby zbadać krążenie praktyk lekturowych w rodzinie i w środowisku czytelnika i zobaczyć książkę nie jako narzędzie dystynkcji klasowej, lecz jako przedmiot dobrowolnej, żywej, codziennej wymiany.

Zdjęcie ze zbiorów Muzeum Narodowego w Poznaniu przedstawia Bibliotekę Hendlowską z Pałacu w Rogalinie.

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *