AUTOR

Ewa Kamińska-Bużałek

członkini grupy Kobiety znad Łódki oraz Kolektywu Szechiny. Studiowała gender studies w Łodzi i w Granadzie. W łódzkiej Krytyce Politycznej prowadziła m.in. cykl „Główne nurty feminizmu”. Mieszka w Łodzi i wolałaby z niej nie wyjeżdżać, więc angażuje się w różne działania na jej rzecz.

Kim są Kobiety znad Łódki i w jakim celu się skrzyknęły?

Ewa Kamińska-Bużałek: To inicjatywa, która łączy kilka środowisk działających na rzecz Łodzi i/lub kobiet. Inicjatorką jej powstania była Izabela Desperak, socjolożka z Uniwersytetu Łódzkiego, zajmująca się naukowo m.in. nieobecnością kobiet w mediach czy kwestią niepłacenia alimentów. Do grupy szybko dołączyłam ja, etnolożka Inga Kuźma, przewodniczka Anna Musiałowicz z Przewodników Łódzkich TOTUTOTAM, potem kolejne przewodniczki, Iza Olejnik badająca twórczość poetek z kręgu języka jidysz. Jest z nami również Waldemar Marzec z Muzeum Miasta Łodzi, przewinęły się przez grupę m.in. Marta Zdanowska z łódzkiej Krytyki Politycznej czy polonistka Marta Wysocka.

Zainspirowane tym, co działo się m.in. w Warszawie, gdzie Sylwia Chutnik pisała o udziale kobiet w Powstaniu czy wydała przewodnik „Warszawa kobiet”, postanowiłyśmy zrobić coś podobnego we własnym mieście. Na początku nie miałyśmy jasnej wizji tego, czym chcemy się zająć, ale tematyka obecności, a właściwie nieobecności kobiet w przestrzeni miejskiej wydała nam się na tyle atrakcyjna, że zaczęłyśmy współpracować i zastanawiać się, od czego zacząć. Tak doszło do wytyczenia szlaku po Łodzi śladami interesujących kobiet, z bardzo różnych „bajek”.

W mieście, którego historia w dużej mierze opiera się na pracy kobiet, tego rodzaju działania mogą chyba liczyć na szczególnie życzliwe przyjęcie?

Nasza aktywność spotyka się z bardzo pozytywnym odbiorem, co zapewne wynika również ze wspomnianego kontekstu historycznego. Ale też po prostu wielu osobom nikt wcześniej nie pokazał ich miasta z perspektywy kobiet i nasz szlak jest dla nich interesującym odkryciem. Tym bardziej, że wiele interesujących kobiet, które współtworzyły Łódź, nie jest powszechnie znanych.

Im głębiej wchodzimy w temat, tym więcej pojawia się postaci, o których nawet my wiemy mało lub nie wiemy nic, a które zasługują na pamięć. Dopiero w 2015 r. Centrum Dialogu im. Marka Edelmana zaczęło tłumaczyć poświęcone Łodzi trzytomowe „Drzewo życia”, powieść Chawy Rosenfarb, urodzonej w naszym mieście wybitnej pisarki i poetki tworzącej w jidysz. A jest to książka, którą w Kanadzie wydano po raz pierwszy na początku lat 70. XX w. i którą wielokrotnie nagradzano. Wybitne Żydówki są często znane właściwie jedynie w środowiskach, które od lat zajmują się tematyką żydowską.

O tym, jak wiele jest nadal do zrobienia w kwestii uświadamiania mieszkańcom i mieszkankom wkładu kobiet w życie społeczne, świadczy choćby fakt, że w szeroko rozumianym śródmieściu Łodzi jeszcze do niedawna była tylko jedna, niewielka uliczka posiadająca kobiecą patronkę. Ulica nazwana imieniem działaczki oświatowej Stefanii Sempołowskiej wygląda zresztą jak dojazd do posesji i na wielu planach nie jest nawet zaznaczana. Teraz do Sempołowskiej dołączyła Barbara Sass-Zdort, jako patronka jednej z ulic w tzw. Nowym Centrum Łodzi. Niestety, przy okazji wybuchła awantura, ponieważ radni nie zgodzili się upamiętnić Wandy Jakubowskiej, której postać sprowadzili do „ideowej komunistki”, zapominając o jej dorobku. Jednocześnie innym reżyserom łatwo wybaczono dzieła propagandowe oraz mniej lub bardziej zażyłą współpracę z PRL-owską władzą. To pokazuje, że wciąż obowiązują podwójne standardy w traktowaniu kobiet i mężczyzn.

Zapomnienie dotknęło nie tylko Żydówki, ale także robotnice.

Starsze pokolenia wiedzą, że w tutejszych fabrykach pracowały kobiety, ale młodsze już niekoniecznie, bo podręczniki nie poświęcają takim kwestiom zbyt wiele miejsca. Pewnie ich autorom nawet nie przychodzi do głowy, że można patrzeć na historię także z perspektywy płci.
Jedna z najważniejszych łódzkich arterii nazywa się aleja Włókniarzy. Kto nią przejeżdża, automatycznie wyobraża sobie robotników, a nie robotnice. Oczywiście oni również tworzyli przemysłową Łódź i zasługują na upamiętnienie. Problem w tym, że pracownice tutejszych zakładów nie doczekały się analogicznego uhonorowania w przestrzeni miejskiej.

Jedną z Waszych odpowiedzi na powyższe problemy było skierowanie reflektorów na łódzkie „kobiety pracujące” i ich codzienne doświadczenia. Oddanie głosu osobom, które nie myślały, że to, co mają do opowiedzenia, może być dla kogoś interesujące.

Mówisz o projekcie „Łodzianki, które żadnej pracy się nie bały”. Do udziału w nim zaprosiliśmy pensjonariuszki domów dziennego pobytu, które przez większość bądź całe życie mieszkały i pracowały w Łodzi. Dziś są seniorkami, czyli reprezentantkami bardzo licznej grupy, którą w dyskursie medialnym przedstawia się jako „demograficzny problem”: obciążenie dla miasta, barierę w rozwoju. My spojrzałyśmy na nie inaczej – jako na osoby, które latami to miasto tworzyły i które mają bezcenną wiedzę o jego historii społecznej. Zbierałyśmy ich relacje związane z organizowaniem życia rodziny, z warunkami mieszkaniowymi, z pracą zawodową. Większość z nich była związana z włókiennictwem, ale znalazły się w tym gronie także nauczycielka czy bibliotekarka. Chodziło nam przede wszystkim o wzmocnienie tych pań, oddanie im głosu i przekonanie o wartości ich doświadczeń, nie tylko o zebranie materiału badawczego. Na podstawie przeprowadzonych rozmów stworzyłyśmy trasę spaceru po Starym Polesiu. To dobre miejsce, by opowiadać o losach kobiet, dlatego że jest tam wiele różnego rodzaju fabryk, ale także zróżnicowane warunki mieszkaniowe: od starych kamienic po nowe osiedla deweloperskie. One również wyznaczają sytuację kobiet, które najczęściej są obarczone większością obowiązków domowych. Choćby takie kwestie jak dostęp do kanalizacji czy centralnego ogrzewania mocno wpływały, i niestety nadal wpływają, na ich życie. Jedna z uczestniczek projektu wspominała np., jak udało jej się zdobyć pralkę Frania, ale wodę do niej musiała nosić ze studni znajdującej się na sąsiedniej ulicy.

Jakie były reakcje uczestniczek projektu, jak również uczestników i uczestniczek podsumowującego go spaceru? Czy trafiłyście w jakieś istotne potrzeby społeczne?

Kiedy przedstawiałam nasz pomysł personelowi domów pobytu, dominował sceptycyzm. Przekonywano mnie, że nikt nie będzie chciał z nami rozmawiać, że trzeba będzie pensjonariuszki długo przekonywać. Tymczasem okazało się, że bez większego wysiłku zebrałyśmy grupę zainteresowanych pań, które bardzo chętnie dzieliły się swoimi historiami. Trzeba było jedynie uważać, żeby nie zaczynały za dużo opowiadać o swoich dzieciach, bo większość rozmów ciążyła w tym kierunku [śmiech]. Również spacer spotkał się z bardzo pozytywnym przyjęciem.

Wróćmy do Łódzkiego Szlaku Kobiet. Biografie jakich kobiet były podstawą do jego wytyczenia i dlaczego właśnie tych?

Duże znaczenie miały względy pragmatyczne: nasze przewodniczki planowały poszczególne spacery tak, aby mogły się one odbyć w określonym czasie, żeby po drodze można było usiąść, żeby był zapewniony cień itd. Ciekawych kobiet związanych z Łodzią jest tak dużo, że zawsze miałyśmy z czego wybierać. Nie stosowałyśmy przy tym żadnej cenzury. Już podczas wyznaczania pierwszej trasy okazało się, że nasz szlak połączy postaci z całkowicie odmiennych światów. Przykładowo, spotkamy na nim Stanisławę Leszczyńską obok Michaliny Wisłockiej, a działaczkom patriotycznym, jak gen. Elżbieta Zawacka, Halina Kłąb-Szwarc czy Maria Piotrowiczowa, towarzyszą artystki – Katarzyna Kobro i Alina Szapocznikow.

W oparciu o wymyślone przez Was trasy zorganizowałyście kilka spacerów z przewodniczkami. Czy udało się uniknąć częstej bolączki inicjatyw społecznych, w tym prokobiecych, czyli przyciągania na swoje wydarzenia edukacyjne przede wszystkim tych, którzy „już to wszystko wiedzą”?

Nie jest tak, że na tych spacerach widzimy się głównie z naszymi znajomymi z wszelkiego rodzaju stowarzyszeń i inicjatyw oddolnych. Przeciwnie, raczej nie przychodzą na nie [śmiech]. Przychodzą natomiast osoby zupełnie spoza tego środowiska. Jest to możliwe dlatego, że zamiast wymachiwać sztandarem z wypisaną równością kobiet i mężczyzn staramy się przyciągać odbiorców i odbiorczynie ciekawymi opowieściami. Oczywiście wątki dotyczące dyskryminacji czy refleksja nad wykluczeniem pojawiają się w tych opowieściach, same z siebie. I praktycznie nie zdarzają się nieprzyjemne kontrowersje, nikt nie stara się udowodnić nam, że to, co robimy, jest naciągane czy niepotrzebne.

Macie poczucie, że Wasze działania przynoszą jakieś trwałe efekty? Że kobiety, o których opowiadacie, zaczęły być powszechniej kojarzone?

Bez wątpienia tak właśnie jest! Dobrymi przykładami są tutaj Irena Tuwim czy Michalina Wisłocka. Zanim zaczęłyśmy podkreślać, że druga z nich była łodzianką, ten wątek właściwie nie był w naszym mieście podnoszony. Tymczasem w grze dla szkół, którą przygotował wydział Urzędu Miasta zajmujący się rewitalizacją, obie panie już występują. Samo to, że w skali lokalnej wyraźnie wzrosła świadomość, że mówiąc o historii należy uwzględniać kobiety, jest bardzo cenne. Mam poczucie, że nasze działania miały w tym pewien udział.

Podjęłyście także temat „feminizacji” łódzkich ulic.

Nie wychodziłyśmy z inicjatywami na rzecz przemianowania którejkolwiek z ulic, które zrosły się z tożsamością Łodzi, wszyscy je znają pod obecnymi nazwami, a ludzie i firmy mają tam swoje adresy. Przy okazji szeroko zakrojonego programu rewitalizacji Śródmieścia pojawiły się jednak plany stworzenia zupełnie nowych ulic.

W centrum Łodzi dominują duże kwartały, co jest mało wygodne zwłaszcza dla pieszych, którym zajmuje dużo czasu, żeby je obejść. Stad pomysł na przebicia wewnątrzkwartałowe. Nie wiadomo jeszcze, czy będą mogły poruszać się po nich samochody, czy też będą zarezerwowane dla ruchu pieszego, zapewne będzie różnie. Wiadomo natomiast, że będzie ich dużo i że będą potrzebowały własnych nazw. Pomyślałyśmy, że to dobra okazja, żeby wprowadzić do łódzkiej przestrzeni publicznej kobiety.

Gdy rozmawiałyśmy o tym, kto mógłby to być, pojawiały się głosy, by postawić na kogoś mało kontrowersyjnego, np. działaczkę patriotyczną – bo żaden radny nie odważy się zagłosować np. przeciwko Halinie Kłąb-Szwarc. Doszłyśmy jednak do wniosku, że żyjemy w okresie takiego wzmożenia patriotycznego, że niekoniecznie chcemy się wpisywać w cały ten nurt „odzyskiwania pamięci” o patriotach, żołnierzach wyklętych itd. Akurat Kłąb-Szwarc nie ma nic wspólnego z bohaterami prawicowej polityki historycznej, ale i tak uznałyśmy, że warto iść na przekór i zaproponować postać symbolizującą sprawy, o których mniej chętnie się dziś przypomina. Mowa o żydowskiej tożsamości Łodzi, którą uosabia dla nas Chawa Rosenfarb.

Jest ona doskonałym przykładem tego, jak nadal zapomniana jest Łódź żydowska.

Są organizowane spacery po getcie i obchody rocznicy jego likwidacji, ale to cały czas jest wyłącznie opowieść o Zagładzie. Nie opowiadamy sobie o tym, co działo się wcześniej, o tym, jak Żydzi współtworzyli nasze miasto. Plany wydania „Drzewa życia” po polsku były dodatkowym argumentem, by zaproponować jako patronkę dla nowego pasażu właśnie Chawę. Pomyślałyśmy, że połączenie wysiłków pomoże ją wypromować, na co zasługuje.

Z czasem stwierdziłyśmy, że jak „wyskoczymy” z Chawą, ktoś może się nami zainspirować i dla kolejnych pasaży przeforsować patronów, z którymi niekoniecznie chcemy się utożsamiać. Podjęłyśmy decyzję, że zaproponujemy tyle kandydatek, ile przebić wewnątrzkwartałowych jest planowanych na pierwszym etapie rewitalizacji. Nie było to problemem, co więcej została jeszcze długa lista kobiet, które się nie załapały. Wybitnych postaci związanych z literaturą, sztuką, sportem…

Tak narodziła się kampania „Pasaże dla kobiet”.

Planowałyśmy pójść drogą lokalnej inicjatywy uchwałodawczej, gdyż uznałyśmy, że pielgrzymowanie po politykach może okazać się nieskuteczne. Poza tym chciałyśmy pokazać, że mamy poparcie społeczne. Prawnicy z Urzędu Miasta stwierdzili jednak, iż nazwę może otrzymać wyłącznie droga już wybudowana, a nie tylko planowana, nawet jeśli jej przebieg jest dokładnie znany – choć w innych miastach interpretacja tych samych przepisów bywa odmienna. To znacznie komplikuje sprawę. Na razie wstrzymałyśmy się zatem ze zbiórką podpisów, ale z pomysłu nie rezygnujemy.

Poza tym działamy na innych frontach. W ubiegłym tygodniu Rada Miejska zgodziła się na upamiętnienie Michaliny Wisłockiej nazwą skweru. Była to nasza inicjatywa, stwierdziłyśmy, że moment jest idealny – Wisłocka ma swoje „pięć minut” po premierze filmu Marii Sadowskiej. Projekt uchwały złożyli zaprzyjaźnieni radni. W trakcie obrad było trochę nerwów, ktoś zaproponował, by Wisłocka przysłużyła się dekomunizacji i zastąpiła jako patronka Tatarkównę-Majkowską, ale na szczęście ten wniosek przepadł w głosowaniu i potem już wszystko potoczyło się po naszej myśli.

W podobnym duchu, jak Wasze działania, jest akcja na rzecz powstania placu Włókniarek Łódzkich.

To inicjatywa Marii Nowakowskiej, dla której to, co robiłyśmy, było chyba jedną z inspiracji. Maria chciała, żeby plac znajdował się w ścisłym sąsiedztwie obecnego centrum handlowego Manufaktura, czyli dawnej fabryki Izraela Poznańskiego, a następnie zakładów Poltex. Chodziła po różnych instytucjach, jednak nie udało się jej tego załatwić, dlatego ostatecznie zgłosiła propozycję, by na plac Włókniarek przemianować rynek Manufaktury, będący terenem prywatnym. Pomysł spotkał się z życzliwym przyjęciem zarządzających centrum, jednak potrzebna jest zgoda właściciela, którym jest jakiś fundusz inwestycyjny, zarządzający niezliczonymi nieruchomościami w różnych miejscach na świecie. Dotarcie do osób, które w tego typu podmiocie są upoważnione do podjęcia stosownej decyzji, nie jest proste – tak działa współczesny kapitalizm…

Wasza aktywność na rzecz zwiększania obecności kobiet w przestrzeni społecznej Łodzi nie ogranicza się do kwestii „turystyczno-nazewniczych”.

Jednym z pierwszych przedsięwzięć naszego kolektywu było zorganizowanie Kobiecych Zaduszek. 1 listopada poszłyśmy na groby wybitnych łodzianek i zaprosiłyśmy mieszkanki oraz mieszkańców, żeby do nas dołączyli, wspólnie z nami zapalili lampki. O ile np. grób Katarzyny Kobro jest miejscem dosyć rozpoznawalnym i w Dzień Zmarłych zawsze palą się tam jakieś znicze, inne groby są już mniej pamiętane. Przykładem może być mogiła prof. Zofii Jerzmanowskiej, która wychowała wiele pokoleń łódzkich farmaceutek i farmaceutów.

Inny nasz projekt to promocja literatury kobiet przez performatywne czytanie, co w pewnym momencie zaczęło żyć własnym życiem i obecnie odbywa się pod szyldem Kolektywu Szechiny. Wybieramy fragmenty prozy polskich pisarek, które tworzą jakby nowy scenariusz, a następnie czytamy je na głosy. Staramy się na takie spotkania zapraszać autorki książek, jak dotąd gościłyśmy m.in. Joannę Bator, Małgorzatę Czyńską, Angelikę Kuźniak i Olgę Tokarczuk. Z okazji Czarnego Protestu zaprosiłyśmy Małgorzatę Rejmer na performatywne czytanie jej reportażu dotyczącego przerywania ciąży w Rumunii w czasach Ceaușescu. Jest na tyle mocny, że nawet w naszym amatorskim wykonaniu wyszło to dobrze. To czytanie powtórzyłyśmy 8 marca.

Jakie kolejne działania planujecie podjąć? I czy myślicie o aktywności na skalę szerszą niż lokalna, np. we współpracy z siostrzanymi inicjatywami z innych miast?

Działamy jako grupa nieformalna i pomysłów mamy więcej niż czasu na ich realizację. Myślimy m.in. o zebraniu materiałów i wydaniu książki, o działaniach poświęconych kwestii migracji i uchodźczyń – w odniesieniu do historii łodzianek, ale i współczesności, o kolejnych trasach spacerów. Współpracujemy z podobnymi inicjatywami w ramach Sieci Herstorycznej, zapoczątkowanej przez krakowską Fundację Przestrzeń Kobiet, co jest bardzo cenne – spotykamy się, uczymy i inspirujemy. Może uda się zorganizować coś fajnego w przyszłym roku, z okazji 100-lecia zdobycia przez Polki praw wyborczych? O fundusze na działania herstoryczne jest teraz niełatwo, ale bardzo byśmy chciały przypomnieć, że historia naszego kraju to nie tylko dzieje oręża i dyplomacji, ale także losy kobiet i ich praw.

Rozmawiał MS, współpraca: Filip Leśniewicz, Antoni Grześczyk

Łódź, 20 marca 2017 r.

Ilustracja z FB Łódzkiego Szlaku Kobiet

Numer 3 (14)/2017

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *