DOM KULTURY

Ja, Olga Hepnarova, czyli opowieść o niezwykłej dziewczynie

AUTOR

Krzysztof Mroczko

Wrocławianin. Zafascynowany historią i literaturą PRL. Miłośnik literatury popularnej, zwłaszcza powieści milicyjnej i szeroko rozumianej fantastyki. Współpracuje z portalem Poltergeist. Patrzy na świat przez różowe okulary.

Nagradzany i reklamowany film Ja, Olga Hepnarova Petra Kazdy i Tomáša Weinreba niedawno wszedł na polskie ekrany. Uhonorowany na festiwalu w Berlinie film jedni polecają, inni zaś uznają za nieudany. Jak to zwykle bywa, prawda zdaje się wygodnie leżeć w należnym sobie miejscu, dokładnie pośrodku całego sporu. Czy zatem warto poświęcić czas na poznanie historii czechosłowackiej dziewczyny, która przeszła do historii jako ostatnia kobieta w Czechosłowacji skazana i powieszona za zabójstwo?

Historia Olgi Hepnarovej to opowieść zdecydowanie filmowa. Filmowa w tym sensie, że bardzo dobrze nadaje się, by wzbudzić zainteresowanie widzów, a tym samym osiągnąć sukces mierzony ilością zarobionych pieniędzy. Czyn tytułowej bohaterki, która celowo wjechała ciężarówką w przystanek pełen ludzi, z których 20 osób odniosło obrażenia a osiem zmarło, budzi fascynację swoją grozą. Jeśli słyszysz coś takiego, w głowie uruchamia się lawina domysłów, a każdy reżyser wie, że taka historia to świetny materiał na doskonały film. Zmierzenie się z tematem może być jednocześnie drogą do zdobycia artystycznej sławy i osiągnięcia kasowego sukcesu. Jak wiadomo, te dwie sprawy bardzo niechętnie chodzą ze sobą w parze. Podczas seansu miałem wrażenie, że właśnie tutaj leży jeden z kluczy pozwalających na zrozumienie intencji reżyserów.

Historia dziewczyny z Pragi jest dość prosta, niemalże banalna, jeśli oczywiście pominąć jej zakończenie. Poznajemy Hepnarovą jako kilkunastoletnią dziewczynę, która próbuje popełnić samobójstwo. W rezultacie trafia do szpitala psychiatrycznego, gdzie jest bita przez pacjentki. W chwili ukończenia szkoły podejmuje dwie ważne życiowe decyzje: postanawia zostać zawodowym kierowcą i wyprowadza się z rodzinnego domu do letniskowego domku na peryferiach Pragi. Dojmującą samotność stara się zwalczyć lekturami, próbuje również swoich sił w związkach – zawsze nieudanych – z kobietami i mężczyznami. Niemożliwość określenia własnej orientacji seksualnej jedynie wzmaga uczucie wyobcowania i odrzucenia. W końcu, kiedy bohaterka właściwie wydaje się godzić z własnym losem, podejmuje decyzję o odejściu z tego świata na własnych warunkach.

Miałem i nadal mam wrażenie, że film Ja, Olga Hepnarova próbuje połączyć w jedną spójną całość dwie tradycje kina. Jest to produkcja w wielu momentach bardzo amerykańska. Stara się racjonalnie wyjaśnić motywy bohaterki podejmującej decyzję o popełnieniu czynu, który psychiatrzy określają mianem „samobójstwa rozszerzonego”. Próba to może i szlachetna, niemniej jednak wydaje się nie całkiem udana, zwłaszcza w zakończeniu, mocno, moim zdaniem, trywializującym wymowę filmu.

Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że twórcy zaprzeczyli samym sobie. Stworzony przez nich obraz na wiele sposobów zrywa z tradycją amerykańską, w której szokuje się widza, a w przerwach daje mu wytchnienie, serwując teorie psychologiczne uproszczone na użytek absolwenta szkoły średniej z niewielkiego miasteczka w Kansas. Tymczasem w tym filmie mamy do czynienia z na wskroś europejską poetyką, co widać przede wszystkim w sposobie prowadzenia kamery i budowania scen. Porwany montaż przedstawia różne fragmenty życia Hepnarovej, pozostawiając wiele luk, niedopowiedzeń i zwyczajnych dziur. Piękne, poetyckie wręcz ujęcia tego czarno-białego filmu mocno podnoszą utwór pod względem artystycznym, budzą też nieodparte skojarzenia z słynną rodzimą Idą.

Doskonałe zdjęcia to nie jedyna mocna strona filmu. Na pewno warto obejrzeć Ja, Olga Hepnarova choćby dla znakomitej odtwórczyni głównej roli, Michaliny Olszańskiej. Dzięki niej postać Olgi nabiera autentyzmu, budzi zainteresowanie i empatię widzów. Gra aktorska może wydawać się oszczędna, podobnie jak cały film, jest to jednak tylko złudzenie. Nie mam wątpliwości, że tego rodzaju efekt musiał zostać okupiony bardzo ciężką pracą. Uwagę przykuwa przede wszystkim sposób poruszania się aktorki – Hepnarova chodzi jak manekin, nie ma w niej śladu kobiecości, co podkreśla również męski ubiór, zazwyczaj wciąż ten sam.

O prawdziwej sile tego obrazu stanowi jednak wspomniany na początku dualizm treści i formy. Jeśli przymknąć oko na to, że niekonsekwencja, rwanie wątków fabularnych, podnoszenie pewnych kwestii i pozostawianie ich bez wyjaśnienia to wynik nieudolności pracy całej ekipy filmowej, można zrozumieć dość nieoczekiwanie tkwiący pod powierzchnią potencjał, zamierzony bądź uzyskany mimowolnie. Drażniąca momentami maniera opowiadania historii dziewczyny będącej, jakby nie było, masową morderczynią, musi być właśnie taka. Zaskoczyła mnie skrupulatność reżysera, aktorów i całej reszty ekipy filmowej w oddaniu charakteru konstrukcji psychicznej bohaterki filmu. Porwane sceny o niewielkiej ilości wypowiadanych słów, zmiany tematów, przeskoki czasowe irytują w trakcie seansu jedynie do chwili, kiedy widz zdoła sobie uświadomić, że nie istnieje lepszy sposób na ukazanie choroby psychicznej trapiącej bohaterkę ekranowej opowieści.

Film Ja, Olga Hepnarova w zasadzie nie daje gotowych odpowiedzi, mnoży pytania i wątpliwości. Niezdecydowanie i częste zmiany sposobu widzenia spraw – wielkich bądź małych – to jedna z cech dystynktywnych osób cierpiących na zaburzenia psychiczne. Nie powinny one zatem dziwić również u tej młodej kobiety, która w swoim życiu wielokrotnie zmieniała zapatrywania. Twórcy filmu zrozumieli to chyba i próbowali, na miarę swoich możliwości, przybliżyć to wszystko, co dało się wyciągnąć z biografii dziewczyny z wieloletnią historią zaburzeń funkcjonowania w społeczeństwie.

Bohaterka wciąż waha się między pogardą a nienawiścią, chce odejść z tego świata bez gniewu, a jednocześnie z rozmysłem planuje przeprowadzenie morderczego zamiaru. Mówi o swoim czynie, przed nim i po nim, właściwie bez emocji, a jednocześnie pisze emocjonalny manifest. Jego tekst pełen jest oskarżeń pod adresem społeczeństwa o to, że nie została zrozumiana. Uzasadnieniem dla zabójstwa jest zaś to, że została niejako do niego zmuszona – przez lata pozostawiona sama sobie, bita i poniżana jedynie z powodu swojej odmienności. Nieścisłości, brak zdecydowania drażnią widza, wprowadzając go w wir sprzecznych uczuć. Kiedy tylko pojawia się nić sympatii dla tytułowej bohaterki, kolejna scena burzy całkowicie ten obraz. I ta cecha filmu – choć nierównego – jest najlepszym dowodem na to, że widz obcuje z prawdziwą sztuką. Tę poznaje się bowiem po tym, że nie podsuwa gotowych odpowiedzi, a mnoży pytania zasadnicze. Jeśli ktoś zapomniał o tej prawdzie, powinien koniecznie film o Hepnarovej zobaczyć.

Numer 2 (13)

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *