Krzysztof Posłajko

Idee zaklęte w betonie. Na marginesie „Miast wyśnionych”

AUTOR

Krzysiek Posłajko

Urodzony w 1981. Doktor filozofii i niedoszły socjolog ze stajni UJ. W idealnym świecie nauki interesuje się analityczną filozofią języka i ontologią. Używa słowa „socjolog” w liczbie pojedynczej na oznaczenie Pierre’a Bourdieu. Pracował jako tłumacz i leksykograf. W wolnych chwilach publicysta-amator. Nieuleczalny socjaldemokrata. Z lewackiego tłumu wyróżnia go negatywny stosunek do jazdy na rowerze, mieszkań w zapuszczonych kamienicach i psychoanalizy.

Miasta wyśnione Wade’a Grahama są arcyciekawą lekturą dla kogoś, kto jak piszący te słowa nie ma gruntownego wykształcenia w zakresie historii architektury i urbanistyki. Zaletą książki jest to, że nie stanowi zwykłego wprowadzenia historycznego. Autor stawia sobie za cel pokazanie, jak rozmaite ideologie dobrego życia przekładają się na konkretne realizacje architektoniczno-urbanistyczne.

Rzecz jasna, trudno mi jako laikowi ocenić merytorycznej wartości tej książki. Mimo to, a także mimo widocznego amerykocentryzmu, sądzę, że powinna się ona stać lekturą obowiązkową dla wszystkich ludzi zainteresowanych problematyką miejską w Polsce, ze szczególnym uwzględnieniem miejskich „kliktywistów”. Jej główna zaleta to rozbijanie skostniałych myślowych dogmatów. Autor zwraca uwagę między innymi na dramatyczny kontrast zachodzący między ideologiami modernizmu, z lecorbusieryzmem na czele, a ideami tzw. nowego urbanizmu (opinia Jane Jacobs o Le Corbusierze uważam za jeden z najzabawniejszych momentów tej książki). Tymczasem w Polsce panuje dość dziwaczna maniera popierania postulatów nowego urbanizmu przy jednoczesnym zachwycie realizacjami powojennego modernizmu. Graham wskazuje nie tylko na sprzeczność pomiędzy tymi podejściami, ale też na ich ograniczenia: modernizm cierpi na chorobę odgórnego narzucania wizji, ignoruje preferencje podmiotów poddawanych modernistycznej terapii urbanistycznej, pomija rozproszoną wiedzę uczestników miejskiego życia. Nowy urbanizm z kolei jest krytykowany za to, że przejawiają się w nim sentymentalizm i estetyczne upodobania klasy średniej. W efekcie propagowane przez zwolenników tego nurtu ideały, mimo deklarowanego inkluzywizmu, trafiają do niewielkiej grupy odbiorców.

Książką Grahama każe też zrewidować stosunek do galerii handlowych, potępianych w czambuł przez rodzimych aktywistów. Jak sugeruje Graham, w założeniu miały one pełnić funkcję społecznie integrującą (i często rolę tę faktycznie pełnią).

Podczas lektury Miast wyśnionych narzuca się pytanie: w jakim stopniu opisane tam idee odbijają się w polskiej rzeczywistości? Rzecz jasna, w dużym stopniu o kształcie naszych miast zdecydował modernizm, jednak można znaleźć wyizolowane obszary, w których realizują się inne ideologie. Jeśli chodzi o nowy urbanizm, to chyba najbliższe jego założeniom są na polskim gruncie dość zgodnie, choć niesłusznie wyśmiewane „nowe starówki” w rodzaju tej stworzonej w Kołobrzegu. Wydaje się, że w ogólności Polska zurbanizowana (celowo nie używam tu słowa „miejska”) daleko odbiega od ideologicznych wizji opisywanych przez Grahama. Nie oznacza to jednak, że nasza przestrzeń – zwłaszcza ta poddana procesowi zabudowy po 1989 – jest ideologii pozbawiona. Wręcz przeciwnie – można powiedzieć, że proces tworzenia obszarów quasi-miejskich w naszym kraju to wielki eksperyment ideologiczny. Wykorzystując żywą tkankę przestrzenną, postanowiliśmy w Polsce odpowiedzieć na nurtujące wielu pytanie: jak to będzie w społeczeństwie anarcho-kapitalistycznym?

Polski proces tworzenia przestrzeni niby-miejskich jest bowiem oparty o podstawowy aksjomat, a mianowicie o przekonanie o absolutnym charakterze uprawnień związanych z własnością danego kawałka gruntu. Realne zniesienie planowania przestrzennego, jakiego dokonał rząd Leszka Millera w 2004 roku, spowodowało u nas upadek myślenia w kategoriach procesu miastotwórczego. Jest zresztą dość symptomatyczne, że przez ostatnie 26 lat nie powstało w Polsce żadne nowe miasto. Ideologiczna niechęć do tworzenia jakichkolwiek realnych ograniczeń w gospodarowaniu „świętą własnością” prowadzi do tego, że nasze tereny zabudowane nie tworzą żadnej spójnej całości. Mamy do czynienia z pozbawionym planu tworzeniem budynków w oderwaniu od siebie, a często nawet w swoisty sposób wzajemnie sobie wrogich. Proces ten jest widoczny zarówno w nowo budowanych skupiskach deweloperskich bloków, jak i w pasach dzikich suburbiów, rozrastających się metodami gospodarczymi na obrzeżach większych i mniejszych miast. Mimo że jest to proces pozbawiony planu, wspierają go władze publiczne, głównie w formie inwestycji infrastrukturalnych, takich jak gargantuiczne „trasy”, które umożliwiają przepływ samochodów między bezładnymi terenami zabudowanymi.

Konsekwencje takiej ideologicznej przemiany przestrzeni są prawie wyłącznie negatywne. Myślę, że nie da się zrozumieć katastrofy ekologicznej, jaką są aktualne poziomy smogu w Polsce, bez uwzględnienia dzikiej suburbizacji i jej efektów w postaci przyrostu liczby palenisk węglowych (i śmieciowych) oraz dominacji indywidualnego transportu samochodowego. Efekt na poziomie estetycznym jest wstrząsający, co najlepiej ilustrują ohydne krajobrazy, jakie można obserwować przy trasach wlotowych do niemal każdego większego miasta.

Moralna i estetyczna katastrofa, do jakiej przy tworzeniu polskich terenów quasi-miejskich doprowadziło panowanie indywidualistycznej ideologii, może mieć jednak pewien pozytywny skutek. Być może w którymś momencie do mieszkańców Polski dotrze, że dobrego życia nie osiąga się prostym sumowaniem jednostkowych satysfakcji, osiąganych metodą ignorowania rzeczywistości spoza wyznaczonej w księdze wieczystej „własnej” działki. Do tego czasu jednak pozostaje nam jedynie oglądanie miast na ilustracjach w dobrze napisanych książkach, ładnie wydawanych przez niszowe wydawnictwa. I refleksja nad ukrytą siłą ideologii, realizującej się również w krajobrazach – choćby w podkrakowskim Libertowie.

Wade Graham, Miasta wyśnione. Siedem wizji urbanistycznych, które kształtują nasz świat, przeł. Anna Sak, Karakter, Kraków 2016, s. 328

Zdjęcie: Ewa Korzeniowska
Numer 2 (13)

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *