Irena Skowera

Bieżeństwo: historia w trzech wymiarach

AUTOR

Irena Skowera

Ukrainoznawczyni, animatorka kultury, tłumaczka. Interesuje się wszystkim, co dzieje się na pograniczu kultur. Trochę z świętokrzyskiej wsi, trochę z małego miasta, trochę z Krakowa. Aktualnie mieszka w Warszawie. Zgodnie z tradycją kilku pokoleń w swojej rodzinie docelowo planuje wrócić na wieś. Fanka Ukrainy, Lublina i swoich przyjaciół.

I wojna światowa. 2 maja 1915 r. rozpoczyna się wielka ofensywa państw centralnych. Władze rosyjskie zarządzają tzw. Wielki Odwrót. Z terenów guberni grodzieńskiej, łomżyńskiej, warszawskiej, suwalskiej i wschodniej Chełmszczyzny uciekają ponad dwa miliony ludzi. Część wyjeżdża sama, ulegając rosyjskiej propagandzie, straszącej okrucieństwami, jakich wojska nieprzyjaciela mają dopuszczać się na ludności cywilnej. Wojsko rosyjskie – zostawiając wrogowi „spaloną ziemię” – zmusza do wyjazdu coraz więcej ludzi. Uciekają prawie wszyscy. Tylko niektórym udaje się skrócić nieobecność do minimum. Większość wyrusza w wieloletnią uchodźczą tułaczkę.

Bieżeństwo to historia stopniowej utraty. Zaczyna się zaraz po wybuchu wojny – utratą męża, którego zabrali na front. Potem armia rekwiruje zwierzęta. W końcu nadchodzi wyjazd. Traci się dom, ziemię, cały świat. Korzenie i tożsamość. (…) Czy to już koniec? Czy tym ludziom pozostało jeszcze coś do utraty? Fragment ten oddaje istotę historii opowiadanej przez Anetę Prymakę-Oniszk w książce Bieżeństwo 1915. Zapomniani uchodźcy, wydanej we wrześniu 2016 r. nakładem wydawnictwa Czarne. Historii sprzed ponad stu lat, odtwarzanej, wygrzebywanej z mroków zapomnienia dzięki niezwykłej wytrwałości autorki. Bo jak pracować nad tym, co wydarzyło się wiek temu, a nie zostało prawie w ogóle zapisane ani nawet opowiedziane?

Poszukiwania Prymaka-Oniszk rozpoczęła od losów swej babci, która udała się w Bieżeństwo z północnego Podlasia. Próbując zrozumieć historię własnej rodziny, autorka powoli zaczęła zdawać sobie sprawę ze skali zjawiska, które przez wiele lat jawiło się jej jako coś bardzo lokalnego, osobistego. Dlaczego całe wioski uciekały? Jako że we własnym domu i w domach znajomych Prymaka-Oniszk nie znalazła odpowiedzi, postanowiła zapytać profesjonalnych historyków. Ci, z którymi się konsultowała, byli sceptyczni co do możliwości znalezienia odpowiednich źródeł. Archiwa dotyczące uciekinierów, bardzo rozproszone, znajdują się głównie w Rosji. Co jednak ważniejsze, Anetę Prymakę-Oniszk interesowali chłopi, którzy rzadko pisywali listy bądź pamiętniki, których perspektywa dla oficjalnej historiografii jest zazwyczaj nieistotna. Od 2012 r. autorka gromadziła wszelkie materiały, które mogły pomóc w ułożeniu wielkiej układanki historii Bieżeństwa; tropiła każdy ślad, mogący uzupełnić zapomniany i fragmentaryczny obraz. W 2014 r. z jej inicjatywy ruszył portal biezenstwo.pl, co uruchomiło lawinę listów i wspomnień. W setną rocznicę Bieżeństwa na Podlasiu odbyło się kilkadziesiąt wydarzeń upamiętniających tę tragedię. O Bieżeństwie zaczęło się mówić nie tylko wśród podlaskich Białorusinów i Ukraińców.

Tym, co w książce Bieżeństwo 1915 fascynuje i zachwyca nawet bardziej niż ogrom detektywistycznej roboty, jest wielowymiarowość odtworzonej historii. Zebrane mikrohistorie uchodźcze tworzą opowieść nie tylko o trudach wygnania. Niespodziewanie dla czytelnika dają one wgląd w mechanizmy konstruowania wspólnoty narodowej dla odrodzonej Polski.

Wymiar I. Bieżeństwo: historia wygnańcza

W 1915 r. z terenów dzisiejszej Polski, głównie z ziem wschodnich, mogły wyjechać prawie dwa miliony ludzi. Ci, którym udało się przeżyć podróż, osiadali na wschodnich i południowych obrzeżach Imperium Rosyjskiego. Autorka odtworzyła drogę kilkuletniej tułaczki swoich przodków i ich sąsiadów; tułaczki, w której często tracili cały majątek, godność, rodzinę, zdrowie. Historię wymuszonego wyjazdu, walki o przetrwanie, a potem o powrót na rodzinu, o odzyskanie choćby resztek ziemi, na której po przejściu frontu – a czasem i kilku frontów – nie zostało prawie zupełnie nic.

Bieżeństwo to historia wygnania. Temat książki budzi nieuchronne skojarzenia z aktualnym kryzysem uchodźczym. Słowo „uchodźca” dziś powtarzane bywa bezrefleksyjnie, nie brakuje specjalistów od tej kwestii. Tymczasem Prymaka-Oniszk przypomina, że przywodzi ono na myśl przede wszystkim aspekt ucieczki, zaciemniając jednocześnie jej przymusowy charakter. Dlatego bardziej adekwatnie byłoby, jej zdaniem, mówić o wygnaniu. Czy tragedia bieżeńców sprzed stu lat tak bardzo różni się od tragedii, którą oglądamy dzisiaj? Czy ktokolwiek z nas jest w stanie zrozumieć, co czuje i myśli osoba, która traci wszystko? Dzięki autorce możemy przynajmniej spróbować wyobrazić sobie, o jakiego rodzaju doświadczenie chodzi.

Wymiar II. Bieżeństwo: historia chłopska

W Bieżeństwo udają się głównie chłopi. Oni to najłatwiej ulegają rosyjskiej propagandzie, która straszy historiami o okrutnych Madziarach i Niemcach. A gdy słychać już odgłosy zbliżającego się frontu, wątpiących w konieczność wyjazdu jest coraz mniej: wojsko przynosi z sobą zniszczenia, rekwizycje i epidemie. Uchodźcami są w większości osoby niepiśmienne – nie mamy więc współcześnie dostępu do bogactwa pamiętników, wspomnień i rozważań na temat wieloletniej tułaczki. Zresztą ratując życie i resztki dobytku trudno skupić się na spisywaniu faktów. Obraz ucieczki przedstawicieli szlachty i ziemiaństwa, rekonstruowany w oparciu o pamiętniki Władysława Glinki, ma się właściwie nijak do tego, co przeżywają bieżeńcy-chłopi. Tułający się chłopi w większości po raz pierwszy w życiu oddalają się od swojej wsi na więcej niż dzień drogi. Dla nich wszystko jest nieznane. Nie mogą stworzyć choćby iluzji kontroli nad własnym życiem.

Powrót. Tak oczekiwany, a tak trudny, nie tylko z powodu odległości. Wielu bieżeńców nie wraca w 1918 r., a znacznie później. Nim skończy się zawierucha Wielkiej Wojny, wybuchnie rewolucja, która znów wywróci życie bieżeńców do góry nogami. Ich wyjazd opóźni także wojna polsko-bolszewicka – większość uchodźców powróci dopiero w 1921 lub 1922 r.! Ale właściwie dokąd? Wracali do siebie, ale wracali też przecież do Polski, której kompletnie nie znali. Nie było jej przed ich wyjazdem, nie istniała w pamięci poprzedzających ich chłopskich pokoleń inaczej niż jako mglisty obraz (niekoniecznie wywołujący pozytywne skojarzenia). Nikt nic nie tłumaczy, nie wyjaśnia. Gdzieś tam, na górze, nowo obrani polscy urzędnicy – nie wywodzący się przecież z chłopstwa – decydują, kto, jak i na podstawie czego otrzyma prawo powrotu. Autorka przywołuje historię Józefa Nowickiego ze wsi Zubek. Józef pamięta, że ojciec-bieżeniec jeździł do polskiego konsulatu do Omska, by udowodnić swoje pochodzenie. Musiał nazwać najbliższy majątek, opisać jego wygląd, powiedzieć, kto był jego panem.

Wymiar III. Bieżeństwo: historia ruska

Historia rodziny autorki i innych rodzin pochodzących z Białostocczyzny kwestionuje mit tolerancyjnej II Rzeczpospolitej. W książce wielokrotnie powraca motyw dzielenia mieszkańców jednej wsi i jednego regionu na Polaków i nie-Polaków wyłącznie na podstawie przynależności religijnej. Ci należący do kościoła prawosławnego nie byli uznawani za pełnoprawnych Polaków, mimo że od stuleci żyli na tym samym terenie, co ich katoliccy sąsiedzi i wszyscy mówili w tej samej białoruskiej gwarze. Okres Bieżeństwa, które stało się udziałem zarówno jednych, jak i drugich, pogłębił podział, nie stwarzając szansy na rozbudzenie poczucia przynależności do narodu polskiego wśród prawosławnych mieszkańców tych ziem.
Oczywiście, wierni prawosławni znacznie silniej ulegali propagandzie Imperium Rosyjskiego niż ich katoliccy sąsiedzi. Cerkiew była mocno związana z władzą rosyjską, a wszelkie ślady bardziej niezależnych od carskiej władzy wspólnot religijnych, np. w postaci kościoła unickiego, ostatecznie zniszczono po klęsce powstania styczniowego. Nie oznacza to jednak, że przy odrobinie chęci elita polska nie mogła podjąć próby rozbudzenia polskiej tożsamości także wśród prawosławnych chłopów.

Autorka pokazuje, jak w momencie pojawienia się szans na odzyskanie niepodległości polskie organizacje położyły ogromny nacisk na wsparcie materialne i edukację, także narodową, dla katolickich bieżeńców. Rozgoryczenie prawosławnych chłopów narastało od początków wędrówki. Nie rozumieli, dlaczego to Polakom, katolikom, ktoś pomaga, a o nich, prawosławnych braci, nikt się w Imperium Rosyjskim nie troszczy. Brakowało elit, które mogłyby zadbać o los białoruskich czy ukraińskich chłopów, zwłaszcza że w Imperium te społeczności nie były uznawane za narody, w przeciwieństwie do Polaków. Powracający prawosławni mieli problem z odzyskaniem dawnych cerkwi czy znalezieniem pracy, gdyż kończyli edukację w języku rosyjskim. Kapitał wykształcenia zdobyty przez dzieci na wygnaniu stał się dla nich po powrocie w rodzime strony przekleństwem. Bo cóż z tego, że wykształceni, piśmienni, skoro po rosyjsku? W odradzającej się Polsce było to nie do przyjęcia. Nowo powstałe państwo nie witało ich otwartymi ramionami. Prawosławni i katoliccy sąsiedzi z jednej wsi zostali rozdzieleni. Pamięć tych wydarzeń do dziś kładzie się cieniem na, i tak już złożone, relacje na pograniczu. I chociaż obecnie potomkowie bieżeńców uważają się zapewne w większości za Polaków, to autorka nie miałaby świadomości i dostępu do tej historii, gdyby sama nie wywodziła się z prawosławnego chłopstwa i nie zaczęła w pewnym momencie zadawać pytań o rodzinne tradycje.

****

Wartość książki Anety Prymaki-Oniszk polega w dużej mierze na tym, że każdy czytelnik może sam w niej odnaleźć treści, które uzupełnią białe plamy w historii Polski. Historia chłopstwa, historia pogranicza, historia niekatolickich mieszkańców naszego kraju, historia uchodźców okresu I wojny światowej czy historia odradzania się państwa polskiego – to tylko niektóre z wymiarów książki Bieżeństwo 1915. Zapomniani uchodźcy.

Aneta Prymaka-Oniszk, „Bieżeństwo 1915. Zapomniani uchodźcy”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2016.

Zdjęcie: biezenstwo.pl

Numer 2 (13)

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *