AUTOR

Alicja Palęcka

badaczka społeczna

Mam czasami wrażenie, że kolejne rządy liczą na to, że my nie pójdziemy pod sejm, nie będziemy strajkowały, leżały na podłodze w sejmie. Myślą: „Czekajcie dalej. Póki nie siedzicie nam na głowie i nie ciosacie kołków, to czekajcie”. Nie może tak być, że rząd do tej pory, nieważne z jakiej partii, preferuje jedną grupę opiekunów osób niepełnosprawnych. Nie jest to sprawiedliwe. A że nie mamy fizycznej siły zawalczyć o swoje, to nas cały czas spychają na boczne tory – Alicja Palęcka rozmawia z Jolantą Sadowską, matką niepełnosprawnego Janka.

Alicja Palęcka: W mediach mówi się, choć niewiele, o opiekunach i opiekunkach osób niepełnosprawnych, na ogół rodzicach, którzy zajmują się swoimi dziećmi. Pojawiają się różne określenia: RON, wykluczeni opiekunowie, matki EwK. Co te określenia oznaczają, czym te grupy opiekunów różnią się od siebie?

Jolanta Sadowska: Pierwsza grupa to tak zwani rodzice osób niepełnosprawnych (RON). Są to opiekunowie wychowujący niepełnosprawne od urodzenia dzieci – niepełnoletnie, i te, które skończyły już osiemnaście lat. Osoby z tej grupy pobierają świadczenia pielęgnacyjne.

Druga grupa, tak zwani opiekunowie wykluczeni, to ci, których podopieczni stali się niepełnosprawni w dorosłym wieku. Mają prawo do zasiłku dla opiekuna lub specjalnego zasiłku opiekuńczego, które wynoszą tylko 520 zł. Chodzi też o osoby, które opiekują się na przykład siostrzeńcem, bratanicą. Nie mają w stosunku do nich obowiązku alimentacyjnego, ale również z powodu opieki nad taką osobą muszą zrezygnować z pracy. Ogromna większość z nich nie otrzymuje żadnych świadczeń z tego tytułu, w ten sposób są wykluczeni. Pozostaje grupa osób takich jak ja.

Jaka to grupa? Czy ona także jest wewnętrznie zróżnicowana?

Ja miałam szczęście, że urodziłam Jasia, kiedy miałam 38 lat. Przepracowałam już 20 lat, mogłam iść na emeryturę o symbolu EwK [zob. słowniczek pod wywiadem] wcześniejszą emeryturę z tytułu opieki nad niepełnosprawnym dzieckiem. Ale są matki w moim wieku albo pięć, dziesięć lat starsze, które mają dzieci czterdziestoletnie, urodzone, gdy miały na przykład lat dwadzieścia lub dwadzieścia pięć. Do pewnego czasu ci rodzice nie mieli kompletnie nic. Matka z niepełnosprawnym dzieckiem, która chciała iść do pracy, musiała liczyć na pomoc krewnych: babć, ciotek. Jeżeli nie miała takiej możliwości, to w dzień opiekowała się dzieckiem, a w nocy pracowała. W 1989 roku pojawiły się wcześniejsze emerytury. Aby na taką emeryturę przejść, trzeba było mieć przepracowanych dwadzieścia lat.

Jedne matki po osiągnięciu wieku emerytalnego przechodziły z emerytury EwK na zwyczajną emeryturę. Inne, pracujące dorywczo, po nocach, często autentycznie podupadały na zdrowiu. Jedynym wyjściem dla nich było przejście na rentę. One także po osiągnięciu stosownego wieku przechodziły na emeryturę. Ale była ona bardzo niska.

Pojawiają się różne pomysły ze strony rządowej. Niestety, dzielą one środowisko. Niedawno mówiło się, że rząd zrobi coś dla matek EwK, planowano „dosypki”, uzupełnienia ich emerytur. To jest wykluczanie i dzielenie środowiska, bo nie tylko matki EwK są w tej grupie. Są przecież również matki, które po osiągnięciu wieku emerytalnego przeszły na zwykłą emeryturę z EwK albo z renty i w dalszym ciągu opiekują się osobą niepełnosprawną. Każdy rząd pomija te osoby. To jest oczywiście niesprawiedliwe, bo one cały czas wykonują taką samą robotę.

Te „dosypki”, o których pani mówi, czyli uzupełnienia emerytur o symbolu EwK do wysokości świadczenia pielęgnacyjnego, to jest pomysł sprzed kilku, kilkunastu tygodni?

Tak, ale ministerstwo wycofało się z tego pomysłu. Teraz wpadli na pomysł, że świadczenia poniżej 1000 zł brutto, bez względu na to, czy pobierająca je osoba opiekuje się dzieckiem niepełnosprawnym, czy nie, i bez względu na to, czy jest to emerytura zwykła, wcześniejsza, czy renta, będą wyrównywane do tej kwoty. Czyli na rękę będzie to niecałe 900 złotych. A równocześnie już od początku stycznia świadczenia pielęgnacyjne wzrosły z 1300 do 1406 złotych na rękę. Więc znowu tworzy się dysproporcja, 500 złotych różnicy między takimi matkami jak ja, czy tymi na rentach lub innych emeryturach a tymi, które otrzymują świadczenie pielęgnacyjne. Czym różni się moja opieka nad Jasiem od opieki matki, która ma lat 25 i kilkuletnie dziecko? Może moja praca jest w tej chwili cięższa, ze względu na wymiary syna i ze względu na mój wiek i zdrowie.

Czyli jest tak, że matki i ojcowie, którzy nie mają prawa do świadczenia pielęgnacyjnego albo zasiłków, to są osoby w określonym, podeszłym wieku?

Tak, są przeważnie po 60. roku życia, od wielu lat na rentach i emeryturach. Nie mają możliwości przejścia na świadczenie pielęgnacyjne, bo zablokowano możliwość wyboru korzystniejszego świadczenia. Osoby te mają dzieci trzydziesto-, czterdziestoletnie. Całe życie, mówiąc brzydko, próbowały coś wydrapać pazurami dla siebie i dla swoich dzieci i już nie mają siły. One nie pójdą pod sejm. One się nie położą, jak matki działające jako Rodzice Osób Niepełnosprawnych w 2014 roku na sejmowej podłodze, bo to jest po prostu dla nich niewykonalne. Ja z nich wszystkich chyba mam do sejmu najbliżej, ale z Jasiem nie dałabym rady pójść. Kiedy mówię, że moim dzieckiem opiekuję się dwadzieścia cztery godziny na dobę, to nie przesadzam. Nie mam z kim go zostawić choćby na pięć godzin, bo wszyscy się boją z nim zostać z powodu ataków padaczki.

Pomysł o wyrównaniu emerytur do wysokości świadczenia pielęgnacyjnego dla matek na wcześniejszych emeryturach z tytułu opieki nad niepełnosprawnym dzieckiem upadł. Czy możemy mówić o tym, że osoby na emeryturach i rentach to jest znowu jedna grupa opiekunów i opiekunek? Czy nadal dokonuje się jakieś dzielenie tej grupy?

Jeżeli mówimy o matkach na świadczeniach emerytalno-rentowych, to nie może tak być, że się wyróżni z tego środowiska tylko matki na emeryturze EwK albo tylko osoby o innym symbolu emerytury, bo my wszystkie jesteśmy z tej samej grupy – osób pobierających emerytury lub renty, bez uprawnień do świadczenia pielęgnacyjnego, zasiłku dla opiekuna i specjalnego zasiłku opiekuńczego.

Niestety, rok 2014 podzielił opiekunów na co najmniej trzy grupy, o których mówiłam na początku. Gdyby w czasie protestów Rodzice Osób Niepełnosprawnych zawalczyli o to, by każdy niepełnosprawny dostał choćby pięćdziesiąt złotych podwyżki, byłoby jasne, że walczą o wszystkich, i środowisko pozostałoby zjednoczone, przynajmniej na tamtym etapie [grupa zrzeszona pod nawą Rodzice Osób Niepełnosprawnych wywalczyła podniesienie świadczenia pielęgnacyjnego z 620 do 1000 złotych i możliwość podnoszenia tej kwoty w kolejnych latach – AP]. Rząd cały czas podtrzymuje ten podział. Od dawna opiekunowie z mojego środowiska miewają po 700 złotych mniej niż ci, którzy otrzymują świadczenie pielęgnacyjne.

Świadczenia pielęgnacyjnego nie wlicza się do dochodu osoby pobierającej. Matka, która ma to świadczenie, a niemająca innego dochodu, może otrzymać także 500+, jeśli dziecko nie skończyło 18 lat. Może korzystać z funduszu alimentacyjnego, pobierać tzw. dodatki rehabilitacyjne, świadczenia rodzinne i inne z pomocy społecznej. My nie mamy nic. Bo mamy dorosłe dzieci, które dostają już swoje renty. Nawet otrzymując 750 złotych emerytury i 640 złotych renty dziecka, przekraczamy kryteria dochodowe. Oczywiście 500+ nie wchodzi w grę. Aczkolwiek ulgę prorodzinną możemy rozliczyć bez względu na wiek. Więc takie osoby jak mój Jasiek raz są traktowane jak dzieci, drugi raz jak osoby dorosłe.

Jak wygląda codzienna opieka nad Jankiem i wasze codzienne życie?

Dostaję 1022 złote emerytury na rękę. Jasio dostaje 640 złotych renty socjalnej i 153 złote zasiłku pielęgnacyjnego. To jest w sumie około 1800 złotych. Nasze mieszkanie jest kwaterunkowe. Dostałam je 10 lat temu właśnie ze względu na niego. Mieszkałam z moją mamą na czwartym piętrze i cały czas siedzieliśmy w domu, Jaś nie mógł nawet nigdzie wyjść. To mieszkanie kosztuje prawie 1000 złotych miesięcznie. Z 1800 złotych zostaje mi 800. Trzysta złotych kosztują co miesiąc pieluchy, 200 złotych leki, jeżeli nic złego się nie dzieje. To są tylko leki zażywane przez Jasia na co dzień. Sama chyba pani sobie zdaje sprawę, że za 300 złotych nie kupimy dla siebie jedzenia. Jak wygląda moje życie? Wszystko, co Jasiek ma na sobie, jest od koleżanek. Przynoszą nam nawet jedzenie. Mam o tyle dobrą sytuację, że mam bogate koleżanki. Ale wiem, że są matki, które nie mogą liczyć na podobną pomoc. Wiem, że są takie, które naprawdę jedzą przez cały miesiąc makaron z serem. I to tak wygląda w XXI wieku w kraju w środku Europy.

Radzimy sobie, jak możemy. Raz do roku, choć nie zawsze nam się to udaje, staramy się pojechać na jakiś turnus rehabilitacyjny. Przeważnie najtańszy, dwutygodniowy kosztuje 4 do 5 tysięcy. Dostajemy dofinansowanie z PFRON-u w kwocie, na przykład, 1900 złotych. Resztę musimy zorganizować sobie sami. Jeśli dostaniemy na gwiazdkę jakieś pieniądze, czy Jasiek dostanie na imieniny czy urodziny od znajomych lub rodziny, to sobie uciułamy i wtedy jedziemy.

Jasiek jeszcze chodzi do placówki szkolno-wychowawczo-rewalidacyjnej, ale przestanie, kiedy skończy 25 lat. Tam ma również rehabilitację.

Czy rehabilitacja nie jest dostępna poza szkołą?

W Warszawie są trzy punkty zorganizowane przez Fundację Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”. Ale tam też musimy dojechać. A podróżowanie z Jaśkiem autobusem, tramwajem czy metrem bywa trudne. Do metra nie chce wejść.

Boi się?

Tak. Boi się także, kiedy pada śnieg, wieje wiatr, krzyczy, lamentuje, zasłania buzię rękoma. Wracamy do domu, bo nie mam serca patrzeć, jak on się męczy.

Zatem są organizacje, które oferują rehabilitację, ale jest problem z wykorzystaniem tej usługi?

Tak. Problemem jest dojazd, nawet tych parę przystanków. Dzisiaj pojadę, ale kolejne pięć razy nie pojadę. Już próbowałam, więc wiem.

Rehabilitacja musi być systematyczna. A dostęp do szkoły?

Tu nie mamy problemu, bo od szóstego roku życia, jak Jasio zaczął chodzić do przedszkola, przyjeżdża po niego bus gminny, zabiera go do szkoły i przywozi z powrotem. To jest jedyny plus naszej sytuacji, że się nie muszę o to martwić. Ale Jasiek niedługo skończy szkołę, a dla osób takich jak on nie ma placówek dziennego pobytu. Jest ich mało, nawet w Warszawie zaledwie kilka. Przyjmowane do nich są osoby, które same zjedzą, same się ubiorą, same pójdą do toalety i powiedzą, o co im chodzi. Bo tak jest po prostu łatwiej. A ponieważ placówek jest tak mało, chętnych dużo, trzeba średnio od 12 do 15 lat czekać na miejsce. I nie wiem, czy jak miejsce się zwolni, to moje dziecko zostanie przyjęte. Najprawdopodobniej nie.

Dlaczego?

Jaś ma niepełnosprawność sprzężoną, czyli upośledzenie umysłowe i upośledzenie narządu ruchu. Takie osoby jak on mają często także inne deficyty, na przykład muszą nosić pampersy, być cewnikowane, karmione sondą. Nie ma w Polsce placówek, które otoczą opieką osobę z takimi wymaganiami. Nikt nigdy o tym nie myślał. Organizują się sami rodzice, tworząc takie placówki lokalnie, jako organizacje pozarządowe. Stowarzyszenie lub fundacja musi mieć swój wkład finansowy, aby otrzymać dotację. Dotacje nie są ciągłe, powstają dwu-trzymiesięczne przerwy i wtedy placówka po prostu nie działa. Przerwy wynikają z terminów powołania komisji przyznającej dotację, a terminy te ustala, mówiąc w skrócie, państwo. Dotacje przyznawane są często na krótkie okresy.

A co z warsztatami terapii zajęciowej?

Aby dostać się na warsztaty terapii zajęciowej, trzeba mieć wskazanie, rodzaj skierowania wystawianego w orzeczeniu o niepełnosprawności. Jaś go nie otrzymał, gdyż jest „za słaby”. Nie będzie umiał samodzielnie niczego zrobić. Teraz jest nawet tak, że osoby niepełnosprawne trafiają na warsztaty maksymalnie na trzy lata. Jeżeli nie rokują, muszą zwolnić miejsce.

To są publiczne placówki.

Z prywatnych w okolicy jest jedna, o której wiem. Cieszy się niezłą renomą. Dzienny pobyt kosztuje 40 złotych. Kiedy Jasio skończy 25 lat i przestanie chodzić do szkoły, za dowóz będziemy musieli płacić. Jest w Warszawie firma przewożąca osoby niepełnosprawne. Przewóz w jedną stronę kosztuje 15 złotych. 40 złotych pobyt, 30 złotych przewóz, czyli 70 złotych dziennie kosztuje pobyt dziecka w takiej placówce. Mnie na pewno nie będzie na to stać.

Wróćmy do protestu z 2014 roku: jak on się potoczył? Jak to się stało, że rząd wziął pod uwagę interes tylko jednej grupy opiekunów? Matki musiały wtedy zrezygnować z wielu swoich postulatów po to, żeby przynajmniej jeden został zrealizowany.

Tak. One wyszły z czternastoma postulatami. Kiedy przyjechał do nich Donald Tusk, powiedział, żeby się zastanowiły, bo on jest w stanie zrealizować tylko jeden ich postulat. Były tam głównie matki pobierające świadczenia pielęgnacyjne. Wybrały to, co było dla nich korzystniejsze. Choć szły pod sejm z innymi hasłami.

Co to były za hasła?

Żądania dotyczyły podwyższenia renty socjalnej dla osób niepełnosprawnych, podwyższenia zasiłku pielęgnacyjnego, nie podwyższanego z tych 153 złotych od dziesięciu lat. Były postulaty, aby zabezpieczyć rodzica na wypadek śmierci niepełnosprawnego dziecka, żeby nie musieli wracać na rynek pracy zaraz po pogrzebie – to zrozumiałe. Był także postulat o podwyższeniu świadczenia pielęgnacyjnego. I ten wybrały.

Jaka była reakcja waszej grupy?

Początkowo nie było żadnej reakcji. Wiele z nas, łącznie ze mną, myślało, że skoro ta lawina się uruchomiła, to zacznie się realizacja kolejnych postulatów.

Uczestniczyła pani w tych protestach?

Tylko na początku, w 2012 roku, później nie. Widziałam, kto tam jest. To były osoby młode. Jeszcze przekonane, że jeśli będą rehabilitować swoje dzieci przez dwa, trzy lata, to one zaczną funkcjonować normalnie. Każdy rodzic żyje w takim przekonaniu, takiej iluzji, to jest taki schemat. Chcieli wywalczyć dla siebie dostęp do rehabilitacji, zadbać też o siebie. Wszystkie te postulaty wydały mi się krótkoterminowe i krótkowzroczne. A ja, mając już kilkunastoletniego syna, wiedziałam, że potrzeba nam czegoś innego. Przede wszystkim zabezpieczenia dziecka.

Czy zauważa pani różnice między polityką PO i PiS wobec osób niepełnosprawnych oraz ich opiekunów i opiekunek?

Powiem tak: PO z nami rozmawiało. Czy nas oszukiwali, czy mieli dobre chęci – nie wiem, ale rozmawiali. PiS wprowadziło za to program „Za życiem”. Wie pani co? Przeczytałam do 40 strony i odłożyłam, uznałam, że wolę się pobawić z Jasiem. To jest tragedia, że patrzy się na tych, którzy mają się ewentualnie urodzić, a nie na tych, którzy już są, żyją. To jest po prostu tragiczne.

Jeżeli matka nie ma pieniędzy i nie stać jej na to, żeby załatwić prywatną rehabilitację dla dziecka – logopedyczną, ruchową, integrację sensoryczną – to nie ma nic. A mówię o Warszawie. Tu można sobie poradzić, ale wiem, jakie katastrofalne problemy są już 10 kilometrów poza Warszawą. Jeżeli się te kobiety nie skrzykną przez Internet i nie będą bombardowały teraz pani Rafalskiej, wcześniej pani Kopacz czy Kosiniaka-Kamysza, to nic się nie zmieni. Mam czasami wrażenie, że kolejne rządy liczą na to, że my nie pójdziemy pod sejm, nie będziemy strajkowały, leżały na podłodze w sejmie. Myślą: „Czekajcie dalej. Póki nie siedzicie nam na głowie i nie ciosacie kołków, to czekajcie”. Nie może tak być, że rząd do tej pory, nieważne z jakiej partii, preferuje jedną grupę opiekunów osób niepełnosprawnych. Nie jest to sprawiedliwe. A że nie mamy fizycznej siły zawalczyć o swoje, to nas cały czas spychają na boczne tory.

Czy macie kontakty z posłami? Są jakieś osoby w sejmie, które są z wami?

Nie. Dwadzieścia dwa lata życia z moim dzieckiem nauczyło mnie, że posłowie mają nas w nosie. Czasami mam wrażenie, że z tego powodu, że nie mogą nic dla siebie na nas ugrać. Czasami mam wrażenie, że Arkadiusz Mularczyk [poseł Solidarnej Polski – AP] dwa lata temu wprowadził te panie do sejmu nie po to, żeby im w czymkolwiek pomóc, tylko żeby zrobić zawieruchę przeciwko PO. Ale poza tym, że któryś poseł im przyniósł kanapki, one z nikim tam nie rozmawiały, z nikim się nie konsultowały. Na co dzień to też tak wygląda. Posłowie się nami nie interesują. Mam wręcz wrażenie, że liczą na to, że niedługo poumieramy i będzie święty spokój.

W takiej sytuacji chce się zapytać: tak, rodzice są już starszymi osobami, ale co z dziećmi?

O to lepiej niech pani nie pyta. Na każdym naszym forum internetowym matki płaczą: co będzie z moim dzieckiem po mojej śmierci. Dziś takie osoby jak mój syn zostaną z kwotą 644 złote renty i 153 złote zasiłku pielęgnacyjnego i trafią do domu opieki społecznej. Od marca mają mieć jakieś 80 złotych więcej.

Mówi pani: jeśli się matki nie skrzykną, to nic się nie zmieni. Skrzykują się?

Kiedy na stronie pani Elżbiety Rafalskiej [ministry rodziny, pracy i polityki społecznej – AP] ukazuje się wiadomość o planach rządu, kilkadziesiąt osób pisze do niej. Nie wiem, czy ona to odczytuje, ale zawsze mamy nadzieję, że ktoś to czyta i że wezmą nasze zdanie pod uwagę. Tak samo piszemy do premier Szydło i różnych posłów. Zazwyczaj nikt nie dostaje żadnej odpowiedzi. Niedawno powstał pomysł, żeby się zjednoczyć i pójść na protest, ale nie wiem, czy cokolwiek z tego wyjdzie – ze względu na stan zdrowia zarówno dzieci, jak i matek.

Jak pani ocenia wielkość tej grupy, która jest w stanie się skrzyknąć?

Aktywnych jest około 40 osób. Opiekunów na świadczeniach emerytalno-rentowych jest w Polsce teraz około 40-45 tysięcy. W porównaniu z grupą osób na świadczeniach pielęgnacyjnych, których jest 110-120 tysięcy, to nie jest duża grupa. Dziwię się, że tak nas spychają na boczne tory, bo na wyrównanie świadczeń dla nas nie trzeba byłoby wielkich pieniędzy [partia Kukiz’15 oszacowała koszt wyrównania na 250 mln zł rocznie – AP]. Może jesteśmy zbyt małą grupą, żeby stanowić elektorat, dla którego warto się o coś postarać.

Kiedy piszecie do ministry rodziny, pracy i polityki społecznej lub do premier, to jakie rozwiązania proponujecie? Jak to powinno wyglądać?

Obecny system jest źle zorganizowany. Świadczenia przeznaczone są dla opiekunów, podczas gdy powinno być skupione na podopiecznym. Podam przykład takiego rozwiązania: osobie ze znacznym stopniem upośledzenia przysługuje 3000 zł, obojętnie jak to nazwiemy – zasiłku, renty, świadczenia opiekuńczego. Z tych 3000 zł osoba niepełnosprawna jest w stanie zapłacić opiekunowi. Bez względu na to, czy jestem jego matką, czy opiekuje się nim ktoś zupełnie obcy, opiekun dostaje pensję. Wtedy wszyscy opiekunowie mają po równo. Co więcej, świadczenie pielęgnacyjne dla opiekuna przyznawane jest na stałe. Zmieniając kierunek strumienia pomocy, możemy ją zróżnicować. Chyba każdy potrafi zrozumieć, że Jasiowi w jego codziennym życiu, ze względu choćby na pieluchy, są potrzebne większe pieniądze niż komuś, kto tych pieluch nie potrzebuje. Być może potrzebuje za to innych rzeczy, ale oceńmy to, ustalmy. Musielibyśmy więc zgodzić się na to, że skoro taki Jasio otrzymuje określoną, dość wysoką kwotę, to jej adekwatność będzie weryfikowana. Co jakiś czas przyjdzie do niego pracownik firmy ubezpieczeniowej albo opieki społecznej, żeby sprawdzić, jakie ten Jasio robi postępy. Może mu się stan pogorszył, a potrzeby zwiększyły – wtedy trzeba mu dać wyższe świadczenie, a jeśli polepszył, jego potrzeby są mniejsze – świadczenie można zmniejszyć.

Z systemu świadczeń skupionego na opiekunach, a nie na osobach niepełnosprawnych, wynika jeszcze jedna nierówność i wykluczenie. Opiekun zajmujący się więcej niż jedną osobą niepełnosprawną, otrzymujący świadczenie emerytalno-rentowe, pobiera tylko jedną emeryturę lub rentę – swoją. Natomiast w rodzinie z dwiema osobami niepełnosprawnymi każde z rodziców może otrzymać świadczenie pielęgnacyjne po 1406 złotych. Na jedno dziecko matka, na drugie dziecko ojciec. Zatem najlepszym rozwiązaniem jest, by pieniądze przyznawane były osobie niepełnosprawnej, nie opiekunowi. Najważniejsze jest, by zabezpieczyć dziecko, aby miało wystarczający dochód po śmierci opiekunki. A nuż, kiedy umrę, będą nieco lepsze domy opieki, ale trzeba będzie zapłacić większą kwotę. I niech on ma tę większą kwotę.

Zresztą podwyższenie samego świadczenia nie jest tak ważne jak zapewnienie opieki synowi po 25. roku życia i później. Kiedy ukończy szkołę, będziemy siedzieć w domu, nie będzie nas stać na żadną rehabilitację, czyli na to, co najważniejsze dla mojego dziecka. Wiele matek zrozumiało, jak ważne jest zabezpieczenie dziecka na starość, co będzie możliwe tylko wtedy, kiedy to ono będzie otrzymywać świadczenia. Dziś osoby niepełnosprawne żyją względnie normalnie tylko dopóty, dopóki żyją rodzice.

Dziękuję za rozmowę.

Warszawa, 2 stycznia 2017 r.

Słownik najważniejszy pojęć i świadczeń:

Świadczenie pielęgnacyjne – świadczenie (obecnie w wysokości 1406 zł) przysługujące osobie, która nie podejmuje lub rezygnuje z pracy na rzecz opieki nad niepełnosprawnym dzieckiem, którego niepełnosprawność powstała przed ukończeniem przez niego 18 roku życia (lub 25 roku życia w trakcie pobierania nauki). Świadczenie nie przysługuje, jeżeli opiekunka lub opiekun ma ustalone prawo do emerytury lub renty, świadczenia lub zasiłku przedemerytalnego, zasiłku stałego. Świadczenia pielęgnacyjnego nie dotyczy kryterium dochodowe, a w przypadku jednoczesnego uprawnienia do innych świadczeń opiekun lub opiekunka mogą wybrać najkorzystniejsze.

Specjalny zasiłek opiekuńczy – przysługuje w wysokości 520 zł osobie niepodejmującej lub rezygnującej z pracy na rzecz opieki nad osobą niepełnosprawną, niezależnie od wieku podopiecznego. W wypadku tego świadczenia obowiązuje kryterium dochodowe (764 zł netto na osobę w gospodarstwie domowym), a świadczenie nie obowiązuje jeśli opiekun lub opiekunka mają ustalone prawo do emerytury, renty, zasiłku lub świadczenia przedemerytalnego, zasiłku stałego, zasiłku dla opiekuna (opisanego niżej) lub świadczenia pielęgnacyjnego.

Zasiłek dla opiekuna – wynosi 520 zł i ma stanowić realizację wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 5 grudnia 2013 r., dotyczącego zmian w ustawie o świadczeniach rodzinnych wprowadzonych w 2012. W wyniku zaostrzenia kryteriów dotyczących czasu powstania niepełnosprawności część opiekunów i opiekunek straciła uprawnienia do świadczenia pielęgnacyjnego. Ta grupa jest obecnie uprawniona do zasiłku dla opiekuna niezależnie od wysokości pozostałego dochodu.

Zasiłek pielęgnacyjny – przyznawany osobie niepełnosprawnej w wysokości 153 zł na pokrycie wydatków związanych z opieką i pomocą innej osoby. Zasiłku pielęgnacyjnego nie dotyczy kryterium dochodowe.

Ilustracja: „Akt”, 1948, Katarzyna Kobro

drukuj

KOMENTARZE

  1. Rządowi brak pieniędzy na realizację podstawowego i logicznego postulatu – zrównania świadczeń dla opiekunów niepełnosprawnych dzieci bez względu na wiek dziecka.
    Dlatego p. Rafalska przewleka prace nad projektem rozwiązań dla ON pod pretekstem konsultacji ze środowiskiem i po mistrzowsku wykorzystuje różnice zdań osób obecnych na konsultacjach. Gdy nie ma jednomyślności to reprezentujący ją wiceminister wycofuje projekt i przez następne tygodnie płodzi nowy.
    Na poruszoną w artykule propozycję by pieniądze szły za osobą niepełnosprawną nigdy nie będzie jednomyślnej odpowiedzi na tak lub nie a uważam ten projekt za dobry choć najdroższy bo aby był skuteczny to świadczenie dla osoby niepełnosprawnej nie może być niższe niż przykładowe 3000 zł/mc i powinno podlegać corocznej waloryzacji.
    Dzieląc pieniądze pomiędzy opiekuna i ON można „zaoszczędzić”. W zaokrągleniu – 1400 świadczenie opiekuna + 840 renta socjalna + 300zł zasiłek ( podniesiony o 100% w stosunku do obecnego da razem 2540 zł a faktycznie mniej bo renta jest zmniejszana o podatek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *