AUTOR

Rafał Bakalarczyk

(ur. 1986) doktorant w Instytucie Polityki Społecznej, członek zespołu eksperckiego Fundacji Norden Centrum, publicysta i współpracownik wielu środowisk prospołecznych, doradca niektórych ruch ruchów społecznych; sympatyk rozwiązań w duchu socjaldemokratycznym. Zajmuje się przemianami systemu dobrobytu, polityką rodzinną, edukacyjną i senioralną. Sympatyk prozy Stefana Żeromskiego.

Starzenie się populacji właściwe jest wszystkim społeczeństwom rozwiniętym. W Polsce towarzyszą mu migracje ludności w wieku produkcyjnym oraz – zwłaszcza na prowincji – oparty na rodzinie model opieki nad osobami starszymi. Czynniki te sprawiają, że rodzina często nie jest w stanie pełnić roli opiekuńczej wobec tracących samodzielność osób sędziwych. Wiele z nich zagrożonych będzie zatem brakiem długoterminowej opieki i pomocy w czynnościach życia codziennego. Przyjrzyjmy się wspomnianym wyżej zjawiskom i zachodzącym między nimi relacjom.

 

Polska podwójnie starzejąca się

Według prognoz Głównego Urzędu Statystycznego za 10 lat ponad 10 mln Polaków będzie miało ponad 60 lat i będą oni stanowić 28% populacji. Dziesięć lat później będzie to już jedna trzecia, a w połowie wieku nawet 40% ludności. Z punktu widzenia wyzwań opiekuńczych ważniejszy jest jednak nie tyle wzrost udziału osób w wieku senioralnym, ile rosnąca liczba i udział w społeczeństwie osób najstarszych, w wieku 75+ i 80+. To w tym wieku potrzeby w zakresie pomocy w codziennym życiu i opieki zaczynają gwałtownie rosnąć, stając się w przypadku osób długowiecznych w zasadzie powszechne.

W ciągu najbliższej dekady nastąpi nieznaczny spadek udziału osób po 80. roku życia. W raporcie GUS czytamy: W latach 2025-2040 odsetek osób w wieku 80 lat i więcej w zbiorowości osób starszych (60 lat i więcej) wzrośnie z 16,1% do 27,5%. (…) Liczba ludności w wieku 80 lat i więcej, wykazywana w bieżących bilansach w wielkości około 1,5 mln, wzrośnie w 2050 r. ponad dwukrotnie – do ponad 3,5 mln osób. Podwójne starzenie się społeczeństwa (double ageing) polega na tym, że wzrostowi udziału osób starszych w populacji towarzyszy jeszcze szybsze tempo przyrostu udziału osób sędziwych. Warto mieć to na uwadze, gdyż struktura ryzyka socjalnego i potrzeb osób na początku jesieni życia i tych w jej dojrzałej czy schyłkowej fazie jest statystycznie dalece odmienna. Początki starości to głównie problem przywyknięcia do roli emeryta, ze wszystkimi jej psychospołecznymi i ekonomicznymi konsekwencjami, a także dające o sobie znać dolegliwości zdrowotne. Z kolei zaawansowana starość to zwykle wysoka zależność od opieki zdrowotnej i długoterminowej. To oczywiście uproszczony podział, od którego może odbiegać wiele indywidualnych historii, a do uwarunkowań związanych z wiekiem dochodzą różnice w sytuacji rodzinnej i materialnej. Chociaż jesień życia jest wielobarwna, to jednak badania pokazują, że w przypadku osób bardzo starych zależność od innych w codziennym funkcjonowaniu staje się dość powszechnym doświadczeniem, a różnice wynikają ze sposobów i warunków, w jakich potrzeba opieki jest zaspokajana.

Gdy myślimy o starzeniu się narodu w ciągu najbliższych lat i dekad, naszą wyobraźnię powinny orientować nie liczby bezwzględne, lecz raczej stosunek liczby osób (naj)starszych do młodych. Wraz z jego zmianą wzrośnie współczynnik obciążenia demograficznego. Mniejsza liczba osób będzie pracować na to, by finansować emerytury, służbę zdrowia czy publiczną opiekę, od których będzie zależne coraz więcej współobywateli. Zmniejszy się także potencjał opieki nad starszymi sprawowanej osobiście przez młodsze pokolenia. Trudniej będzie więc wszystkim, jeśli nie uznamy poruszonej kwestii za wyzwanie wspólnotowe i nie podejmiemy kroków, by się z nim zmierzyć.

Przez lata opieka senioralna była traktowana jako zadanie dla rodzin. Instytucje pomocowe zazwyczaj wkraczały jedynie wówczas, gdy rodzina nie mogła wypełniać podstawowych zadań opiekuńczych. W efekcie – jak pokazuje raport PolSenior, największe przekrojowe badania seniorów w tej części Europy – aż 93% osób starszych zależnych od pomocy innych otrzymuje ją od rodziny. Bardzo często wyłącznie od niej. Instytucje publiczne, zwłaszcza na prowincji, w społecznościach wiejskich, są obecne w ograniczonym zakresie. Ten stan rzeczy wymaga refleksji. Z jednej strony mamy ograniczony, zróżnicowany przestrzennie i ekonomicznie dostęp do instytucji opieki. Z drugiej strony oczekiwania, by to rodzina odgrywała pierwsze skrzypce, gdy staniemy się niesamodzielni, bywają w pewnych kręgach i społecznościach znaczne, zwłaszcza na tle innych krajów europejskich. W przeprowadzonych dekadę temu badaniach sondażowych Eurobarometr najczęstszą odpowiedzią Polaków na pytanie o preferowany scenariusz opieki było zamieszkanie z którymś z dzieci i świadczenie jej przez nie. Na silne oczekiwania wobec rodziny wskazują także badania Instytutu Spraw Publicznych, przygotowane przez Elżbietę Bojanowską.

Niedomagający seniorzy, niedomagająca rodzina

Ze współczesnych badań wyłaniają się zapowiedzi korekty tak silnej orientacji na rodzinę jako instytucję opieki. Raport MEDI-system wskazuje, że większość Polaków w odniesieniu do swoich bliskich najchętniej skorzystałaby z opiekunki, zaś rezygnacja z pracy, by oddać się opiece nad nimi, to najmniej preferowany scenariusz. Jednak w rzeczywistości właśnie on jest realizowany, gdy członek rodziny traci samodzielność. Liczba świadczeń wypłacanych z tytułu całkowitej rezygnacji z pracy osobom opiekującym się niepełnosprawnymi dorosłymi sięgała w 2015 r. kilkudziesięciu tysięcy miesięcznie, co daje wyobrażenie, jak często następuje pełne oddanie się bliskim kosztem życia zawodowego. Zwłaszcza na obszarach peryferyjnych występują uwarunkowania sprzyjające pełnemu wejściu w rolę opiekuna. Mam tu na myśli zwłaszcza trudny dostęp do opieki formalnej oraz silne przeświadczenie o rodzinnych powinnościach wobec seniorów, szczególnie popularne w środowiskach wiejskich.

Można zapytać – w czym problem? Po co rozstawać się z wiejską idyllą, w której starsze osoby dożywają ostatnich dni otoczone troskliwą opieką ze strony najbliższych? Otóż gdy zajrzymy pod podszewkę tego typu zjawisk, sprawy zaczynają się komplikować.

Po pierwsze, decyzja o opiece i rezygnacji w związku z nią z pracy nie zawsze jest w pełni dobrowolna, często bywa wymuszona okolicznościami. Zwłaszcza w społecznościach o bardzo tradycyjnym nastawieniu do tych spraw może się pojawić presja środowiskowa. Może również zaistnieć obawa przed reakcją otoczenia na decyzję o skierowaniu bliskiej osoby do domu opieki, nawet gdy ona sama będzie ją uznawała za pożądaną. Może się tak zdarzyć także wówczas, gdy będą istniały przesłanki, że w takim ośrodku warunki i zakres fachowej opieki lepiej odpowiadałyby potrzebom niesamodzielnej osoby. Wspomniane badanie MEDI-system pokazało, że możliwa reakcja otoczenia nie stanowi głównego źródła obaw przed opieką instytucjonalną (częściej występuje niepokój o dobrostan podopiecznego w nowym otoczeniu i jego bezpieczeństwo). Co więcej, sami respondenci w przeważającej części nie deklarowali piętnującej oceny tych, którzy zdecydowaliby się na taki krok. Jednak tu i ówdzie ten rodzaj obaw może się pojawić. Zresztą przymus nie musi wynikać tylko czy głównie z presji otoczenia, ale często z tego, że ludzie nie widzą innej możliwości niż osobiste poświęcenie się intensywnej opiece. Warto jednak pamiętać, że ośrodek nie musi stanowić jedynej alternatywy dla opieki w pełni rodzinnej. Dobrym – i w świetle przytoczonego badania MEDI-system pożądanym przez wiele osób – rozwiązaniem może być łączenie opieki rodzinnej z zewnętrzną (np. w formie usług przychodzącej do domu opiekunki bądź pielęgniarki lub przebywania przez osobę niesamodzielną w centrum dziennym, oferującym opiekę, integrację społeczną i fachową rehabilitację, nie zawsze dostępną w warunkach domowych).

Po drugie, nawet jeśli ktoś z przekonaniem zdecyduje się pełnić rolę opiekuna, towarzyszy jej wiele negatywnych skutków, wobec których nierzadko pozostaje sam. Sprawowanie stałej opieki nad osobą bliską oznacza długotrwałe wyłączenie z życia zawodowego i powiązane z tym ryzyko niedostatku – zarówno w okresie świadczenia opieki, jak i na starość (bo trudno będzie uzbierać na godziwą emeryturę). Powoduje także izolację społeczną oraz ryzyko przeciążenia i wypalenia. Coraz lepiej rozpoznany jest tzw. syndrom stresu opiekuna, schorzenie wynikające z trudów opieki. Prawdopodobieństwo zapadnięcia na nie rośnie zwłaszcza wtedy, gdy opieka przybiera charakter całodobowy, nie jest wspierana z zewnątrz, a potrzeby podopiecznego są znaczne i złożone (np. przy opiece nad osobą z otępieniem, której nie można zostawić samej nawet na chwilę).

Na wzrost tego ryzyka wpływa także długość fazy niesamodzielności czy zmieniająca się struktura rodzin. Dawniej faza niedołęstwa starczego wiązała się ze schyłkowym etapem sędziwego życia, do którego wielu w ogóle nie dożywało. Dziś choroby typowe dla wieku starczego dotykają coraz więcej osób, często przez dłuższy okres. Przykładowo, wyjątkowo obciążająca opieka nad babcią czy ojcem z postępującą chorobą Alzheimera może trwać kilkanaście lat, podczas których opiekun, szczególnie gdy nie uzyskuje wsparcia ze strony bliskich czy instytucji zewnętrznych, bywa całkowicie wyłączony z życia społecznego i zawodowego, do którego zresztą może już później nie powrócić.

Na to nakłada się jeszcze jedna cecha przemian cywilizacyjnych. Niegdyś opieka nad relatywnie niewielką liczbą osób sędziwych częściej bywała rozłożona na wiele osób w gospodarstwie domowym. Zwłaszcza tam, gdzie cała rodzina – i ta dalsza, i ta bliższa – mieszkała blisko siebie i wykazywała znaczny stopień integracji. Większa liczba członków rodziny zaangażowanych w opiekę zmniejszała obciążenie i osamotnienie poszczególnych osób. Tymczasem dziś często zdarza się, że na barkach jednej osoby spoczywa zajmowanie się jednym lub większą liczbą podopiecznych. Tak dzieje się, gdy dorosłe i często już niemłode dziecko zajmuje się dwojgiem niedomagających rodziców w podeszłym wieku. Także z uwagi na dobrostan psychiczny i zdrowotny opiekunów warto rozwijać szeroko dostępne usługi domowe i centra dzienne, by odciążać ich w trudach długoterminowej opieki.

Po trzecie, oparcie opieki nad starszymi na tradycyjnych więziach rodzinnych jest niemożliwe, gdy bliskich w pobliżu po prostu nie ma. Wielu seniorów niesamodzielność zastaje w samotności. Wbrew pozorom nie jest to tylko problem dużych, zatomizowanych miast, ale także mniejszych ośrodków oraz wsi. Janina Petelczyc kilka lat temu pisała: Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że co piąta kobieta na wsi jest osobą w wieku poprodukcyjnym, a wiele z nich stanowią osoby samotne. Łamie to powszechnie przyjęty, nowy stereotyp „singla” jako osoby młodej, samodzielnej, najczęściej mieszkającej w mieście. Równie często samotnie mieszkają osoby starsze, zmuszone do tego przez okoliczności, jakimi są śmierć współmałżonka, wyjazd dzieci z rodzinnej miejscowości czy brak bliższej rodziny, na przykład rodzeństwa. Już w realizowanym 10 lat temu, w 2001 r. Ogólnopolskim badaniu sytuacji życiowej ludzi starych wykazano, że 30% osób starszych mieszkało w jednoosobowych gospodarstwach domowych. Samotne mieszkanie na wsi wiąże się z dodatkowymi komplikacjami. Może to być np. standard techniczny domostw. Oddajmy jeszcze raz głos badaczce: Mieszkania wyposażone w ustęp i łazienkę stanowią w mieście 95%, na wsi już tylko 75%. W porównaniu do miasta słabo też wygląda wyposażenie w centralne ogrzewanie (odpowiednio: miasto 84,9% mieszkań, wieś – 64,8%) i gaz z sieci – ma do niego dostęp 74% mieszkań miejskich i 20,3% wiejskich. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja w mieszkaniach seniorów. Odsetek mieszkań bez wodociągu zajmowanych przez osoby starsze jest na wsi ponad dwukrotnie wyższy niż przeciętnie w Polsce. (…) Te braki poważnie utrudniają codzienne, samodzielne funkcjonowanie osób starszych, które zamieszkują samodzielnie. Z wiekiem czynności takie jak przynoszenie wody ze studni czy palenie w piecu wymagają coraz większego wysiłku.

Wspomniane niedogodności nie są jedynym problemem osób starszych żyjących samotnie. Często nie mniej dotkliwy jest brak kontaktów z innymi i deficyt emocjonalnego bezpieczeństwa i ciepła na co dzień. Oczywiście opieka instytucjonalna czy realizowana w ramach formalnych usług domowych nie gwarantuje zaspokojenia tego rodzaju potrzeb osób osamotnionych. Bywa wręcz odwrotnie, gdy pojawiają się ryzyko infantylizacji osoby starszej (por. np. tutaj), zaniedbanie, a w skrajnych sytuacjach – przemoc. Tego typu zagrożenia w różnym natężeniu mogą się pojawić także w otoczeniu domowym. Sprzyjają temu zwłaszcza, prowadzące do przeciążenia i zestresowania, intensywność opieki, brak informacji i szkoleń dla opiekunów oraz brak kontaktu podopiecznego z osobami i instytucjami spoza rodzinnego otoczenia.

W przypadku osób o znacznym stopniu zależności, które są samotne lub których rodzina nie jest gotowa świadczyć opieki, jej stacjonarne formy pozostają pewnym rozwiązaniem. Niewątpliwie zamiast kwestionować jej potrzebę, należy zabiegać o wysoką jakość takiej opieki i poszanowanie godności osób z niej korzystających, a także o możliwość utrzymywania bezpośrednich, osobowych relacji dla osób mieszkających w placówkach stacjonarnych czy korzystających z usług w warunkach domowych. Instytucją, która w założeniach wychodzi naprzeciw tym potrzebom, są rodzinne domy pomocy, gdzie przebywa niewielka liczba seniorów. Rozwiązanie to, mimo że od lat funkcjonuje w polskim prawie, jest dotąd słabo upowszechnione.

Młodzi migrują, starsi zostają

Samotności seniorów sprzyjają także pewne szersze – z pozoru dalekie od kwestii opiekuńczej – procesy zachodzące w potransformacyjnej Polsce. Rozwój społeczno-ekonomiczny i infrastrukturalny nie przebiega w sposób zrównoważony w skali kraju. Bezrobocie i brak perspektyw na wielu obszarach Polski powiatowej sprawiają, że młodzi i zdolni do pracy wyjeżdżają za chlebem do większych ośrodków lub za granicę. Zwłaszcza w tym ostatnim przypadku, gdy ktoś pracuje setki kilometrów od swej rodzinnej wsi czy miasteczka i tam zakłada rodzinę, prawdopodobnie nie będzie w stanie wrócić, gdy bliska osoba zacznie wymagać pomocy. Te ograniczenia występują także w przypadku wewnątrzkrajowych migracji zarobkowych. Wzmacnia je dewastacja sieci transportowej na poziomie lokalnym i między peryferiami a centrami rozwoju. Skalę zapaści pokazał swego czasu Karol Trammer w tekście opublikowanym w piśmie „Nowy Obywatel”.

Wieloletnie zaniedbania komunikacyjne znacznie ograniczają możliwość bezpośredniego rodzinnego wsparcia osób zależnych w małych ośrodkach i na wsiach. Gdzie zaś zanika opieka rodzinna, niekoniecznie wkracza odpowiednio przygotowana instytucja zewnętrzna. Osoby starsze mogą wpaść w instytucjonalną lukę, w której ich najbardziej elementarne potrzeby bytowe, nieraz wręcz fizjologiczne, nie będą zaspokajane. Trudno powiedzieć, ile takich „czarnych dziur” istnieje w całym kraju – nie zawsze o nich wiemy. Nie zawsze wie o nich również lokalna społeczność. Starzy ludzie unieruchomieni, niedojadający, niezaopiekowani, marznący w nieogrzanych szopach to nie tylko zaczerpnięty z „Przedwiośnia” literacki obraz Chłodka, ale całkiem realny element rodzimej rzeczywistości na początku XXI w.

Opieka do poprawy

Myślenie o opiece wymaga rewizji. Współczesne przemiany społeczno-ekonomiczne, kulturowe i demograficzne sprawiają, że zapewnienie godziwej opieki na stare lata ze strony najbliższych staje się w wielu wypadkach trudne. Zachodzące zmiany nie omijają polskich wsi i tego, co dzieje się z dala od systemowych decyzji na temat infrastruktury opiekuńczej. Można nawet powiedzieć, że pewne procesy i zagrożenia na prowincji występują w jeszcze ostrzejszej postaci. Nawet jeśli możliwości otrzymania opieki ze strony najbliższego otoczenia na wsi bywają większe niż w warunkach wielkomiejskich, to jednak nieotrzymującym takiej pomocy trudniej o rekompensatę w postaci instytucji opieki i wsparcia, słabiej rozwiniętych na prowincji. Problem leży nie tylko w zaniechaniach polityki na rzecz opieki. Państwo wycofało się również z organizacji szeregu innych usług. Dla wielu oznacza to konieczność opuszczenia rodzinnych stron i to z ograniczonymi możliwościami bezpośredniego kontaktu i wsparcia starzejących się bliskich zostających na miejscu. Wydaje się, że zarysowane w artykule, sprzęgnięte ze sobą problemy powinny stanowić asumpt do refleksji nad tym, czy na pewno nasz rozwój społeczny idzie w dobrą stronę.

Mierzenie się ze wskazanymi problemami powinno odbywać się na wielu poziomach. Nie wszystkie działania muszą wiązać się bezpośrednio ze sferą opieki. Wiele dałoby już samo doinwestowanie peryferii, stworzenie tam bardziej godziwych warunków do życia i pracy dla pokoleń w wieku produkcyjnym. Pomógłby również rozwój infrastruktury transportowej. Wówczas opieka i wsparcie dla osób sędziwych ze strony ich rodzin – czy choćby koordynacja opieki zewnętrznej przez najbliższych – byłyby łatwiejsze.

Gdyby nawet tak się stało, nie zwolni to władz publicznych różnych szczebli z konieczności rozwijania lokalnych systemów opieki i instytucji wsparcia dla seniorów i ich rodzin. Nie ma tu jednego uniwersalnego modelu, szczegółowa mapa instytucji powinna bowiem uwzględniać uwarunkowania i zasoby lokalne. Niewątpliwie jednak przydałoby się rozwijanie usług społecznych i opiekuńczych dla osób starszych – zarówno tych osamotnionych, jak i na co dzień pozostających pod opieką najbliższych (więcej o środowiskowym systemie wsparcia dla seniorów można przeczytać w ciekawym raporcie RPO). Usługi pielęgniarek i opiekunów świadczących opiekę w domu oraz centra wsparcia i opieki dziennej są szczególnie pożądane.

Są one zasadniczo tańsze niż opieka instytucjonalna, co może być ważnym argumentem dla biedniejszych gmin na prowincji. Ponadto rozwiązania te dostarczają wsparcia (i to zarówno dla osoby wymagającej opieki, jak i jej bliskich) bez konieczności trwałego opuszczenia dotychczasowego miejsca zamieszkania, co bywa postrzegane jako ostateczność. Nie oznacza to, że na peryferiach dostęp do placówek opiekuńczych stałego pobytu nie jest potrzebny. Ze względu na rosnącą liczbę osamotnionych seniorów i niemożność zaspokojenia potrzeb tej grupy w dotychczasowych warunkach domowych te całodobowe placówki muszą pozostać ważnym, uzupełniającym elementem systemu pomocy. Warto natomiast troszczyć się o godziwość panujących tam warunków, jakość usług i swoistą kameralność, które upodabniałyby ich funkcjonowanie do realiów domowych. Zadbać należy również o to, by życie w nich nie było odizolowane od życia lokalnych społeczności.

Zdjęcie: Pixabay

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *