AUTOR

Łukasz Maślanka

urodzony w 1986 roku, romanista i niepraktykujący prawnik. Jego działalność publicystyczna polega na nieustannym odbijaniu się już to od prawicowej, już to od lewicowej ściany. Postrzeganie polskiej rzeczywistości przez pryzmat postkolonialny, związana z tym konieczność redystrybucji oligarchicznych fortun oraz relatywny obyczajowy permisywizm zbliżają go do lewicy, podczas gdy pragnienie silnego państwa, docenienie kulturotwórczej roli religii oraz znudzenie ideologią antydemokratycznych postępowców – do prawicy.

Polityka zagraniczna ministra Witolda Waszczykowskiego domaga się obszernego tekstu krytycznego. Tekstu, którego autor unikałby kapitulanckich pokrzykiwań opozycji o „skłóceniu Polski z partnerami europejskimi”, ale nie unikał niepokojących pytań – chociażby o to, czy interesy (medialne, polityczne, energetyczne, biznesowe) zbyt wielu sił nie zostały jednocześnie naruszone w stopniu stwarzającym dla Polski bezpośrednie zagrożenie.

Powinien także rozważyć, na ile partia rządząca zdolna jest uchodzić w Europie za odpowiedzialną siłę, wyposażoną we własny projekt reformy źle funkcjonujących instytucji wspólnotowych, oryginalną koncepcję polityki wschodniej, a w jakim zakresie zmuszona będzie spłacać trybut wyborczy sfanatyzowanej religijnie lub ideologicznie części własnego elektoratu (polityka ukraińska, kwestionowanie części zasad demokracji liberalnej). Wreszcie, nie powinien autor takiego tekstu uciekać przed pytaniem, czy osobiste cechy charakterologiczne ministra nie są już zbyt wielkim obciążeniem dla polityki zagranicznej RP. Zanim taki artykuł powstanie, trzeba jednak szybko zareagować w sprawie bieżącej: na mocy decyzji MSZ finansowanie Telewizji Biełsat ma zostać zredukowane do poziomu praktycznie uniemożliwiającego jej dalsze istnienie.

Moralność nie jest dla mnie jedynym wyznacznikiem postępowania w polityce zagranicznej, która oczywiście jest grą interesów. „Makiaweliści integralni” mylą się jednak, gdy zdaje im się, że nie odgrywa ona żadnej roli. W tej grze interesów moralność jest bowiem jedną ze zmiennych, którą można posługiwać się raz jak tarczą, innym razem jak cepem. Polityk, a zwłaszcza reprezentant państwa istniejącego w takich uwarunkowaniach geopolitycznych jak Polska, musi brać pod uwagę to, że ład międzynarodowy oparty o pozory moralności jest lepszy niż otwarta „wojna wszystkich ze wszystkimi”. W związku z tym decyzja o redukcji finansowania Biełsatu wymaga oceny w świetle następujących faktów:

1. Polska graniczy z Niemcami, które w ostatnim półwieczu do perfekcji opanowały stosowanie soft power w oparciu o zasady humanitaryzmu. RFN jest na tyle istotnym graczem geopolitycznym i dysponuje tak poważnymi środkami finansowymi, by móc dokonywać swoistej uniwersalizacji partykularnych celów w polityce zagranicznej. Służy temu działalność rozmaitych fundacji, niemieckich koncernów, think tanków. Można przypuszczać, że próżnia, jaka zostanie wytworzona przez nieobecność Biełsatu w białoruskiej przestrzeni publicznej, zostanie prędzej czy później wypełniona opozycyjnymi treściami finansowanymi prze Berlin. Nie będzie się to w żaden sposób kłóciło z interesami, jakie Berlin prowadzi z reżimem Łukaszenki, tak jak wsparcie dla rosyjskich mediów opozycyjnych nie koliduje z realizowaniem wielkich interesów z Gazpromem. Likwidując Biełsat, Polska pozbawia się, co prawda rachitycznego, narzędzia dialogu z narodem białoruskim bez pośrednictwa wielkich graczy geopolitycznych.

2. Reżim Łukaszenki nie jest w stanie zaoferować Polsce niczego atrakcyjnego w zamian za tak daleko idące ustępstwo. Obietnica umieszczenia sygnału TVP Polonia na multipleksie białoruskim może być rozważana w kontekście interesu partyjnego Prawa i Sprawiedliwości, której to partii polska telewizja państwowa stała się wiernym sługą, nie zaś z punktu widzenia dobra państwa. Jednocześnie Waszczykowski daje sygnał Białorusinom, że Polska zainteresowana jest tym krajem wyłącznie jako przestrzenią, na której żyje zwarta grupa ludności polskiej. W udzielonym dziś portalowi wpolityce.pl wywiadzie Waszczykowski sugeruje, że przekaz TVP Polonia i nowej redakcji rosyjskiej zastąpi białoruskojęzyczny program Biełsatu. To niesłychanie bezczelne i cyniczne w stosunku do świadomych narodowo Białorusinów, ale znowu nie chodzi tu o emocje i oceny moralne. Polska zraża w ten sposób do siebie elity narodu, z którym do tej pory nie pozostawaliśmy w żadnym konflikcie. Może to w krótkim czasie odbić się na statusie Polaków na Białorusi i doprowadzić do „lituanizacji” (polska polityka w stosunku do Litwy też zafiksowana jest na tamtejszej mniejszości polskiej) ich sytuacji. Stanie się to po upadku reżimu Łukaszenki lub z jego inicjatywy, gdy tylko „Baćka” uzna, że bieżąca sytuacja polityczna wymaga rozbudzenia konfliktu narodowościowego. Udzielenie Łukaszence kilku miliardów złotych kredytu (np. na rozwój białoruskiego przetwórstwa rolnego) byłoby czymś znacznie rozsądniejszym.

3. W nielicznych tekstach w prasie zachodniej, w których w ostatnich miesiącach wzięto pod obronę rząd polski, pojawiał się zarówno wątek ukraińskiej imigracji w Polsce, jak i wspomagania przez władze RP społeczeństwa obywatelskiego na Białorusi. Nienawiść do Ukraińców w nielicznych, choć wpływowych segmentach elektoratu partii rządzącej w Polsce przekracza wszelkie granice rozsądku i zaczyna już przypominać stosunek brytyjskiej skrajnej prawicy do Polaków. Co gorsza, w Polsce jest to całkowicie nieuzasadnione ekonomicznie. Władza na szczęście nie ulega do końca tym nastrojom, choć nie jest wystarczająco podmiotowa, by się od nich odciąć. Likwidacja Biełsatu zostanie z całą pewnością wykorzystana przez środowiska nieprzychylne ekipie PiS-u w kraju i za granicą do wykazywania, że nasz kraju odchodzi od zachodnich standardów. Nie ma żadnego znaczenia fakt, że dopieszczanie Łukaszenki stało się obecnie modne na salonach europejskich. Traktowanie moralności jako zmiennej w grze interesów dopuszcza nieuczciwe posługiwanie się nią przez stronę wyposażoną w środki nacisku medialnego. Cały Zachód może szczęśliwie handlować z Łukaszenką, ale nie wybaczy Polsce likwidacji niszowej telewizji opozycyjnej. Wymogiem realizmu jest nie tylko utrzymanie Biełsatu, lecz także zwiększenie jego budżetu, chociażby po to, by móc się tym chwalić za zachodnią granicą.

4. Jeżeli polski minister otwarcie ogłasza, że środki, przeznaczane dotychczas na telewizję w języku białoruskim, mają zostać przyznane medium nadającemu po rosyjsku, to dla społeczeństwa białoruskiego może to oznaczać, że minister ten traktuje Białoruś jako pole walki z Rosją lub jako polsko-rosyjskie kondominium. Wniosek rosyjskich graczy może być tylko jeden: Polska zgadza się z Rosją co do tego, że Białorusini są częścią narodu rosyjskiego; resztę możemy negocjować, o ile oczywiście sytuacja geopolityczna Rosji nie polepszy się w wyniku ostatnich wydarzeń do tego stopnia, że z żadną Polską negocjować już nie będzie trzeba.

Telewizja Biełsat nie miała być może wielkiego znaczenia politycznego i propagandowego. Jej likwidacja natomiast może odbić się bardzo głośnym echem, gdyż zbyt wielu graczy zainteresowanych jest tym, by przedstawić Polskę jako byt oddalający się od Zachodu. Skoro tak, to nawet rudymentarna kalkulacja polityczna wymaga, by nie otwierać kolejnych frontów i nie dawać następnych powodów do egzotyzacji naszego kraju, zwłaszcza w kontekście negatywnej ewolucji architektury bezpieczeństwa wokół nas. Cechy ideologiczne Prawa i Sprawiedliwości, osobiste obsesje ministra Waszczykowskiego, naiwny bieda-realizm tej ekipy (bo trudno traktować poważnie równoważenie złych stosunków z Europą i Rosją przyjaźnią z Łukaszenką) coraz częściej wywołują pytania o jej przydatność, także w tych środowiskach, które zauważały niedowład podmiotowości Polski w poprzednich latach.

Zdjęcie z serwisu Pixabay

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *