AUTOR

Franciszek Sobieraj

(ur. 1983 r.) – nieudacznik, pała nienawiścią do ludzi, którzy osiągnęli w życiu sukces.

Jednego z najbardziej zmutowanych reptilian wybrano na stanowisko prezydenta USA. Niniejszy przegląd komentarzy prasy zagranicznej powstawał w pośpiechu, uzasadnionym powagą chwili.

Również sam wybór artykułów może budzić zastrzeżenia, stanowi jednak przybliżoną rekonstrukcję spektrum postaw lewicowego świata wobec wczorajszego wydarzenia. Postawy te znacznie się między sobą różnią, niektóre z nich mogą być nawet źródłem rozrywki, dającej chwilowe ukojenie w mrocznych czasach supremacji jaszczuroludzi.

Artykuł, który chciałbym omówić jako pierwszy, pochodzi z magazynu „In These Times” i jest przesiąknięty duchem insurekcyjnym. Kate Aronoff w tekście After Trump’s Win, Our Job Is More Clear Than Ever: Organize twierdzi, że Ameryka nie ma doświadczeń, które pozwoliłyby zrozumieć, czym jest wybór takiej postaci jak Donald Trump, i odpowiednio zareagować. Według autorki konieczne jest sięgnięcie do zmagań innych państw, np. Włoch, które borykały się z rządami Berlusconiego, a nawet do doświadczeń krajów bałkańskich, gdzie ksenofobiczne kampanie doprowadzały do czystek etnicznych. Autorka pyta, czy można kogoś mającego tak autorytarne poglądy w ogóle uznać za prezydenta; skłania się do odpowiedzi, że Donalda Trumpa uznać należy za tyrana. Tyrana, którego powinno się obalić, organizując masowy ruch obywatelski. Osobiście widziałbym na jego czele Lecha Wałęsę i Bronisława Komorowskiego.
Istotnego dla krajów Europy Środkowo-Wschodniej wątku dotyka z kolei słowo od redakcji „Monthly Review”. Tekst został napisany jeszcze przed wyborami, ale wart jest przywołania. Redaktorzy stawiają tezę, że charakter kampanii przed wyborami prezydenckimi był symptomatyczny: stanowił histeryczną reakcję systemu, który traci pozycję imperium. Zarówno Trump, jak i Clinton jawili się w kampanii jako jastrzębie. Trump chciał wysyłać wojska do Iraku, by stamtąd zwalczały ISIS, zaś Clinton pragnęła m.in. posłać je na Ukrainę. Różnili się, według MR, tylko w jednym punkcie – stosunkiem do Rosji. Trump nie chce konfrontacji z tym krajem. Redakcyjny wstęp nie zawiera wprawdzie bezpośredniej sugestii, że należy głosować na kandydata republikanów. Trudno jednak o inną interpretację, skoro połowę artykułu poświęcono temu, jak USA budowały „imperium chaosu”, rozdrabniając państwa poprzez promowanie sił fundamentalistycznych. W Syrii plany te pokrzyżował Vlad Putin. W ogóle, zdaniem redaktorów „Monthly Review”, sprawy mają się tak, że Stany po upadku ZSRR otaczają Rosję i przejmują dawną strefę wpływów sowieckich, np. w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, a dzisiaj oczywiście kontynuują ten imperialistyczny kierunek na Ukrainie. Nie jest oczywiście istotna wola obywateli tych państw, ich strach przed Rosją Putina. Autorzy tekstu nie zniżają się do tak prymitywnego humanizmu.

Artykuł Sary van Gelder w „YES! Magazine”, zatytułowany After Trump’s Victory, Stand With Your Community, jest z kolei wypełniony duchem pozytywnej mobilizacji. Autorka namawia, by mimo wszystko nie uciekać do Kanady, tylko starać się nieść pomoc wszystkim, którzy mogą być szykanowani przez nową władzę. Chciałbym, żeby podobne wezwania trafiły na podatny grunt. Jednakże apel do ludzkich serc nic nie pomoże, smutno mi, Boże.

Megan Erickson, Katherine Hill, Matt Karp, Connor Kilpatrick i Bhaskar Sunkara (Politics Is the Solution w „Jacobinie”) oraz William K. Black (The Liberals Didn’t Listen w „Dollars & Sense”) zdają się natomiast zgodni, że przyczyną zwycięstwa Trumpa jest neoliberalny skręt demokratów i utrata zaufania klasy pracującej, a także w kwestii tego, iż jedyną nadzieją na poprawę zaistniałej sytuacji jest przejęcie Partii Demokratycznej przez ludzi podobnych do Berniego Sandersa. Według Blacka czarę goryczy przelało użycie przez Hillary Clinton określenia deplorables (żałośni, godni pożałowania) w stosunku do części białej klasy pracujących, co całkowicie zerwało nadwątlone zaufanie tej części elektoratu do demokratów. Redaktorzy i redaktorki „Jacobina” przestrzegają przed obwinianiem za zwycięstwo Trumpa amerykańskiego społeczeństwa i uważają, że winnych należy, oczywiście, szukać wśród elit. Nie jest możliwe, by elektorat Trumpa składał się w całości z rasistów, mizoginów and all sorts and conditions of deplorables. Trzeba więc zdawać sobie sprawę z tego, że Hillary Clinton straciła część poparcia elektoratu Obamy. Klęska Clinton nie jest zresztą pierwszą klęską demokratów w wyborach po zwycięstwie Obamy, nie można więc mówić, że sytuacja ta była nie do przewidzenia.

Na koniec warto choć skrótowo omówić przewidywania redaktorów „Guardiana” co do kształtu prezydentury Trumpa. Prognozy te są dość drastyczne, ale jednocześnie brzmią bardzo prawdopodobnie. Jest oczywiste, że nowy prezydent nie zamknie Guantanamo, ale mrożą krew w żyłach zapowiedzi, że mogą tam trafić również amerykańscy obywatele i że pensjonariusze podobnych zakładów będą torturowani jeszcze okrutniej niż obecnie. Warto zaznaczyć, że Trump deklarował, iż podejrzanych o terroryzm nie będzie obowiązywało normalne prawo karne. Może to oznaczać, że muzułmanie żyjący w USA i podejrzewani przez władzę o terroryzm będą zamykani i torturowani wedle jakiegoś odmiennego, polowego systemu norm. Z wypowiedzi Trumpa wynika także, że wyznawcy islamu będą profilowani, że będą gromadzone informacje na ich temat tylko ze względu na to, że są muzułmanami.

Dla Europy Środkowo-Wschodniej smutną wiadomością będą przewidywania dotyczące polityki zagranicznej Trumpa. Prezydent elekt deklarował w trakcie kampanii, że zamierza rozmawiać z każdym, nawet z Kim Dzong Unem, jeśli ten zdecyduje się przyjechać do Białego Domu. Jeśli ktoś jest w stanie rozmawiać z Kimem, to z pewnością rozmowy z Władimirem nie będą dla niego najmniejszym problemem. Trump odmówił krytyki ekspansji Rosji na Ukrainie i w Syrii, bombardowanie przez Asada i Putina syryjskiej opozycji nazwał walką z islamskim ekstremizmem. Redaktorzy „Guardiana” przewidują spotkania Trumpa z Putinem, na których może dojść do podziału stref wpływu. Największą obawą wszystkich obywateli państw Europy Środkowo-Wschodniej rozumiejących, czym jest Rosja Putina, był chyba brak zainteresowania bezpieczeństwem naszego regionu ze strony USA, nie mówiąc już o znalezieniu się w rosyjskiej strefie wpływów w wyniku uzgadniania bieżących interesów między dwoma mocarstwami. Okazuje się, że najgorsze scenariusze musimy teraz rozważać jako najbardziej prawdopodobne.

Zdjęcie: Tony Webster

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *