DOM KULTURY

Brukselskie warsztaty polskiej niepodległości

AUTOR

Michał Wójtowski

Michał Wójtowski – absolwent MISH UW i specjalizacji zawodowej animacja kultury, nieudany doktorant; współorganizował projekty animacyjne, uczył przedmiotów humanistycznych w liceum; na emigracji we Francji nauczyciel gimnazjalny i licealny języka polskiego w dwujęzycznej Sekcji Polskiej w międzynarodowej szkole Cité Scolaire Internationale oraz Szkoły Polskiej w Lyonie; publikował m. in. w „Midraszu”, „Kulturze”, „Res Publice”, „Przeglądzie Humanistycznym”, „op.cit.”, „Przeglądzie Nadwiślańskim”, na portalu obywatel.pl; tłumaczył teksty naukowe i publicystyczne z angielskiego i francuskiego. Współautor podręcznika i poradnika metodycznego do wiedzy o kulturze, współredaktor kilku książek, m. in. „Animacja kultury. Doświadczenie i przyszłość”. Mieszka na nowych peryferiach Gdańska. Prywatnie szczęśliwy mąż, tata i grzybiarz. Czasem poprawia przecinki trójmiejskim koleżankom i kolegom z Partii Razem. W Nowych Peryferiach współredaktor działu Dom Kultury.

U tropicieli spisków słowo „Bruksela” powinno wywoływać przyspieszenie tętna. I nie chodzi wcale o europejskie komisje i parlamenty. Wybierający się do stolicy Belgii turysta wśród atrakcji znajdzie nie tylko czekoladę, mule i frytki, ale też – sugerowaną przez internetowe przewodniki – przechadzkę śladami brukselskiej masonerii. Na tym szlaku nieuchronnie natrafi także na, szczególnie nas tu interesujący, ślad polski. Wiąże się on z postacią Joachima Lelewela – XIX-wiecznego historyka, profesora Uniwersytetów Wileńskiego oraz Warszawskiego, nauczyciela Adama Mickiewicza, społecznie radykalnego działacza niepodległościowego, członka rządu w okresie powstania listopadowego i domniemanego autora hasła „Za wolność naszą i waszą”, ważnej figury Wielkiej Emigracji, wreszcie – wolnomularza.

 

Kilka lat temu, z okazji 150. rocznicy śmierci Lelewela, okolicznościowy felieton poświęcił mu Grzegorz Braun. Felieton ten, niezwykle ciekawy w warstwie historycznej, opisuje walkę, jaką przy łożu śmierci o duszę Lelewela stoczyły siły wiary katolickiej z braćmi węglarzami. Zawiera także demaskacje najzupełniej współczesne. Wskazuje więc autor, jak „postępowa inteligencja polska” skrzętnie ukrywa swą wolnomularską tradycję. W takich sprawach, jak wiadomo, nie ma mowy o przypadkach. Dlatego właśnie należy z okazji niedawnego Święta Niepodległości przypomnieć o stowarzyszeniu, którego członkowie odegrali istotną rolę u zarania II Rzeczpospolitej, a i później nie pozostawali bezczynni.

Bruksela w okresie bezpośrednio poprzedzającym wybuch I wojny światowej należała do największych polskich ośrodków akademickich. Wynikało to z podjętej na fali wydarzeń rewolucji 1905 r., a potem kontynuowanej, akcji bojkotu wyższego szkolnictwa rosyjskiego. Nauka za granicą wynikała często z zapisów w policyjnych kartotekach, względnie – w przypadku kobiet – z braku lub znacznego ograniczenia dostępu do wyższego wykształcenia na uczelniach poszczególnych zaborów. Literacki obraz brukselskiego środowiska polskiej młodzieży akademickiej znaleźć można na kartach „Nocy i dni” Marii Dąbrowskiej. W wielu innym miejscach pisarka wspomina, już bez powieściowego nawiasu, o silnym wpływie, jaki na środowisko to wywarł Edward Abramowski.

Związki Dąbrowskiej (wówczas jeszcze pod panieńskim nazwiskiem Szumska) z osobą i twórczością Abramowskiego obszernie omawiał w „Rzeczy russowskiej” Tadeusz Drewnowski. Tam także znaleźć można rozważania poświęcone Stowarzyszeniu im. Joachima Lelewela. Powstało ono jesienią 1909 r. w ramach wspieranego przez PPS–Frakcję Rewolucyjną ruchu filareckiego. Miał on dwojakie oblicze. Po pierwsze, stanowił środowisko rekrutacji przyszłych legionistów. Po drugie, stawiał sobie za cel działalność samokształceniową, mającą – w stosownym, a nieznanym wówczas momencie – dostarczać kadry niepodległemu państwu.

Stowarzyszenie Lelewela było organizacją niewielką i dbającą o swą elitarność. Wynikało to najprawdopodobniej z ogromnego wpływu, jaki na to niewielkie kółko wywierał Edward Abramowski. Jego ówczesna działalność społeczna, oprócz krzewienia teorii i praktyki ruchu spółdzielczego, ciążyła ku tworzeniu takich właśnie niewielkich „związków przyjaźni” i „kół etyków”. Ideały wspólnotowe dość ściśle splatały się tu z dążeniami niepodległościowymi. Wyczekiwana Niepodległa miała być „Rzeczpospolitą przyjaciół”. Jednocześnie – sugeruje to Drewnowski w oparciu o studia historyków polskiego wolnomularstwa – Abramowski najpewniej nawiązuje wówczas bliskie związki z masonerią zachodnioeuropejską, które już niebawem zaowocują odrodzeniem się wolnomularstwa krajowego. Nic dziwnego zatem, że temu niewielkiemu kółku studenckiemu przypisał badacz twórczości Dąbrowskiej charakter co najmniej paramasoński.

Założycielami stowarzyszenia byli Marian Dąbrowski (w przyszłości mąż Marii) oraz Medard Downarowicz. Najściślejsze grono to – obok Dąbrowskich – ich grono przyjacielskie: Juliusz i Zofia Poniatowscy, Erazm i Aniela Samotyhowie, Juliusz Kaden-Bandrowski, a ze znanych postaci polskiej lewicy wejdzie w krąg Lelewela chociażby – zapewne za pośrednictwem Abramowskiego – Maria Orsetti, działaczka spółdzielcza. Elitaryzm i skupienie się na pracy „duchowej” ściągało na stowarzyszenie liczne głosy krytyki, wytykające nie dość czynną postawę i niedostateczne angażowanie się w ściśle polityczny wymiar ruchu filareckiego. Gdy jednak 7 listopada 1918 r. powołany został w Lublinie gabinet Ignacego Daszyńskiego, niewielkie kółko samokształceniowe wprowadziło do pierwszego rządu Niepodległej aż dwóch ministrów – Poniatowskiego jako ministra rolnictwa i Downarowicza jako ministra kooperatyw. Zaiste, potężnie musiał zza grobu wspierać swych nie tylko wolnomularskich i postępowych, ale też zgoła lewicowych inteligenckich dziedziców Joachim Lelewel, o czym niniejszym uprzejmie donoszę.

Warto odnotować, że pośmiertna działalność Lelewela bywała już literackim tworzywem. To właśnie z jego duchem spotykają się na kartach opowiadania „Gwiazda wytrwałości” Ksawerego Pruszyńskiego żołnierze dywizji gen. Stanisława Maczka. Spotkanie tułaczy i ich rozmowa mają miejsce w rocznicę Nocy Listopadowej. Wizja ta zdaje się potwierdzać relację Ignacego Chrzanowskiego, jaką Grzegorz Braun przedstawia nam w swym felietonie. Bracia masoni najwyraźniej nie dopuścili do Lelewela księdza, nawet w ostatniej godzinie.

Opowiadanie Pruszyńskiego kończy się żołnierskim salutem, jaki przed tablicą upamiętniającą wielkiego rodaka oddaje polski oficer. Maria Dąbrowska, przeczytawszy wydany w 1946 r. utwór, rozpoznała w nim – po ponad trzech dekadach – tablicę wmurowaną na fasadzie brukselskiej kamienicy przy rue des Éperonniers przez członków swego brukselskiego stowarzyszenia. O listopadowych duchach, w szczególności duchu Lelewela, a także o poświęconych mu tablicach pisał pięknie i ciekawie przed rokiem Paweł Mielczarek.

Ostatniego lata spędziłem w Brukseli jeden deszczowy dzień. Kamienica, w której mieszkał niegdyś Lelewel, wygląda na opuszczoną i podupadłą, zaś pamiątkowy napis na niej jest trudny do odczytania. Z pewnością jednak pochodzi on z roku 1948, jest więc późniejszy od tego, który opracowali członkowie stowarzyszenia i widział na szlaku bojowym Pruszyński. Nie ma już także w stolicy Belgii miejsca, gdzie według wspomnień Marii Dąbrowskiej mieli często spotykać się stowarzyszeni, czyli Maison du Peuple. Brukselski Dom Ludowy wybudowany został w latach 1896-8 ze składek belgijskich spółdzielców i członków partii robotniczej. Secesyjny budynek projektu Victora Horty został, mimo swej architektonicznej wartości i międzynarodowych protestów, zburzony w roku 1965 i rok później zastąpiony pozbawionym charakteru 26-kondygnacyjnym wieżowcem. W tych właśnie latach, równocześnie z zatarciem materialnego śladu ich młodości, odchodzą Maria Dąbrowska i Nela Samotyhowa. Juliusz Poniatowski, ostatni spośród żyjących członków gabinetu Ignacego Daszyńskiego, umiera w roku 1975.

Jeszcze w roku 1961 wznawia konspiracyjną działalność warszawska loża wolnomularska „Kopernik”. Wśród jej członków znajdują się lelewelista Erazm Samotyha, a także Jan Wolski, słuchacz wykładów Edwarda Abramowskiego i kontynuator jego myśli spółdzielczej. Do loży „Kopernik” wstąpi również Jan Józef Lipski, późniejszy członek Komitetu Obrony Robotników, NSZZ „Solidarność” i senator III RP. Tak oto tradycja postępowo-lewicowej inteligencji przeprowadzona została krętymi, wolnomularskimi ścieżkami aż do bliskich nam czasów.

To, że rocznica Niepodległości przypada w Polsce na listopad, wielokrotnie już komentowano jako swoisty dysonans – nie tylko zresztą ponurej pory i radosnej rocznicy, ale też oczekiwań wobec odrodzonego państwa i ich realizacji. Może warto zatem przytoczyć tu słowa Marii Dąbrowskiej z roku 1914, w których i jej życie, i Rzeczpospolita uchwycone są jeszcze jako nadzieja, „między ustami a brzegiem pucharu”: Polska przestała być nastrojem, przestała być przedmiotem obrażonej dumy. Stała się zadaniem. Tego nauczyła nas Belgia. Zbudować wielkość Narodu, który znajduje się jeszcze na samym dnie poniżenia, odkryć, jakim sposobem i gdzie zataiły się w Polsce te źródła, które stanowią o wartości Narodu, a które w Belgii taką kaskadą biją. (…) A oto dzisiaj otwierają się straszliwe bramy naszego więzienia. Bo jakikolwiek obrót przyjmą sprawy, ono się skończy.

Zdjęcie: Wikipedia

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *