AUTOR

Filip Lech

Krytyk muzyczny i DJ. Przez dłuższy czas związany z redakcją „Glissanda”, teraz redaktor muzyczny Culture.pl, oprócz tego publikował w „Dwutygodniku”, „Trans/wizjach” i kilku innych miejscach. Prowadzi wytwórnię DUNNO Recordings, opiekuje się trzema kotami. Wielbiciel wysokich dźwięków, Jarosława Marka Rymkiewicza i Bertolta Brechta.

Odszedł Eugeniusz Rudnik, największy pornograf polskiej muzyki współczesnej. Ten fetyszysta taśmy magnetofonowej potrafił, jak nikt inny, przedstawić polski krajobraz: dźwiękowy, kulturowy i historyczny.

O śmierci Rudnika dowiedziałem się kilka minut przed wejściem do samochodu, który wiózł mnie z jednego końca kraju na drugi. W mojej głowie rozbrzmiał wtedy ton głosu jednego z ostatnich współtwórców Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia i jego nie do końca wyparzony język, którym uwielbiał roztaczać kwieciste historie. Właściwie zapętliłem się na jednym Rudnikowym słowie, na „taśmociągu” – tak zwykł określać swój zawód.

Potem przypomniałem sobie, jak podczas jednego ze spotkań ze słuchaczami zaczął przedrzeźniać sposób mówienia swojego starszego kolegi ze Studia, Bogusława Schaeffera. Schaeffer ma wrodzoną wadę szczęki, przez co zdarza mu się mówić niewyraźnie… Bardzo okrutne, ale i zabawne. Rudnikowi chyba bardzo zależało, żeby historie z przeszłości ożywić, żeby historia, w której brał udział, nie była traktowana zbyt poważnie, a towarzyszące mu postaci nie obrastały zbytnio w patynę.

Wspominki zostały przerwane przez mojego kierowcę, który okazał się być aktorem. Opowiadał, że zaczął właśnie zdjęcia do nowego serialu, będzie fantastyczny – gra między innymi Olbrychski, mają bardzo duży budżet, to będzie serial kostiumowy o belle époque. Kręcą w jakimś starym dworku pod Krakowem, w strojach trochę zimno, ale to niezapomniane przeżycie. Rudnik pewnie by się uśmiał; artysta urodził się w Nadkolu, we wsi nad Liwcem, jednym z dopływów Bugu, przy każdej możliwej okazji podkreślał swoją chłopskość.

*

Wokół nas zdarza się mnóstwo zjawisk dźwiękowych, których charakterystyczną cechą jest – użyję tego słowa – idiotyczny rytm. No bo czymże jest silnik pracujący na wolnych obrotach – dwutakt – przecież to jest najgłupsze z możliwych bum bum bum bum, prawda? Bo wspomniana wyżej nasza szkapa na ulicy była inna: każdy krok to była inna kostka, zatem był inny dźwięk, za chwilę szkapa się potknęła, za chwilę dostała batem, pobiegła szybciej – niech pan mnie nie posądza o infantylizm, ale to była muzyka w porównaniu z motocyklem „grającym” nam pod oknem [1].

*

Myśli o gwiazdach komercyjnej telewizji poprzebieranych w historyczne stroje trochę mnie zemdliły, dobrym lekarstwem była ucieczka myślami w świat muzyki Eugeniusza Rudnika. Podstawowym budulcem jego kompozycji były strzępki taśmy, odzyskiwane dla świata odpadki losowych materiałów radiowych, które kleił w nową całość, wpasowując do swoich dzieł.

Jednym z najważniejszych elementów muzyki Rudnika jest ludzki głos. Jak mówi: To najważniejszy sygnał akustyczny dla nas ludzi, bo jest pierwszym naszym dźwiękiem: to jest płacz, jak nam jest zimno, kiedy wychodzimy z łona matki, i ostatnim: ostatnie tchnienie, jak oddajemy Bogu ducha, idąc za rzekę w cień drzew. Poddawał go niezliczonym modulacjom: Dźwięk głosu zdeformowany z natury rzeczy oznacza dramat – mówił w wywiadach. Ale nasz kompozytor inżynier nie ograniczał się do dramatów, wolał nawet tworzyć rzeczywistość „erotofoniczną” (czyli, jak mówił Rudnik, sugerującą akt erotycznego zbliżenia).

Niektóre utwory Rudnika przypominają zabawy dużych chłopców z aparaturą Studia Eksperymentalnego: wesołe igraszki z taśmą, badania możliwości fal dźwiękowych, odwracania dźwięków, rozciągania, rytmizowania. Jednym z takich utworów jest Kolaż (1965), w którym nieprzystające do siebie sample zostały zestawione ze sobą jakby od niechcenia, pokryte szumem radiowego sprzętu. Współczesny słuchacz pewnie nie będzie miał po tym utworze wypieków na policzkach, ale w latach 60. było to posunięcie naprawdę odważne i pionierskie.

Kolaż jest jedną z ulubionych technik kompozytorskich Rudnika, w późniejszej twórczości staje się często przyczynkiem do tworzenia narracji naśladujących przeróżne gatunki literackie, od dadaistycznego poematu do słuchowiska radiowego. Niekiedy, jak w Homo Ludens (1984), jest to po prostu zabawny montaż atrakcji, otwarcie puszki Pandory archiwów Polskiego Radia: głosy Hermaszewskiego, Holoubka i Zapasiewicza, szczątki piosenek, strojące się instrumenty, wycie śpiewaczki operowej, fragmenty relacji olimpijskich i niezliczona ilość bliżej nieokreślonych źródeł.

Ptacy i ludzie (1992) – etiuda koncertowa na czworo artystów, troje skrzypiec, dwa słowiki, nożyczki i garncarkę ludową – to utwór, w którym Rudnik doprowadził do perfekcji specyficzną dla siebie formę kolażu-słuchowiska przepełnionego wątkami i odniesieniami. Prawdopodobnie opowiedzianych jest tutaj kilkanaście historii, ale główną oś stanowią dwa wydarzenia: praca w radiowym studiu (w bardzo zacnym gronie: Rudnik, Penderecki, Świątek, Ładysz) i powracające natrętnie pytanie: A masz partyturę? oraz wywiad z anonimową garncarką, może Rudnikowym alter ego, która mówi: A ja się nauczyła sama z siebie. Ja z tych dziesięć palcy ja żyła.

Twórca z Nadkola zarysowuje historie, ale najciekawszy jest opisywany przez niego krajobraz. Rudnik nie ogranicza się do ścinków taśmy wykradzionych radiowym śmietnikom, niektóre nagrania wykonuje samodzielnie, na przykład na wsi. Jego utwory przepełnione są śpiewem ptaków, odgłosami wody i przeróżnymi dźwiękami natury. Abstrakcyjne eksperymenty muzyczne potrafią u niego współistnieć z ilustracyjnymi, arcydosłownymi opisami dźwiękowymi krajobrazu.

Nie tylko krajobrazu przyrodniczego, bo taśmociąg Polskiego Radia SA (dawniej SB, jak mówił) stara się oddać również ojczysty krajobraz kulturowy. Jego utwory przepełnione są fragmentami pieśni patriotycznych, Mazurka Dąbrowskiego, zmasakrowanymi wycinkami z Chopina, kawałkami przemów nawiązujących do polskiej historii, hymnów religijnych. Kopalnią takich fragmentów jest Annus Mirabilis (1990), ale to motywy przewijające się przez całą twórczość Rudnika. Brzmi jak postmodernistyczna zabawa z tradycją, intelektualna żonglerka, ale w tej muzyce zyskuje to zupełnie inny wydźwięk. To po prostu opowieść, przedstawienie pewnej rzeczywistości.

*

Wiele kompozycji Rudnika to utwory, które mierzą się ze śmiercią: ukłony dla zmarłych przyjaciół kompozytorów, epitafium pamięci księdza Jerzego Popiełuszki. Nawet w najtrudniejszych tematach unikał żałoby i patosu.

Kiedy popełniono tę zbrodnię, nastała moda, by po kościołach śpiewać „Boże, coś Polskę”. Ja nie czuję tych pasyjnych klimatów. Poszedłem w pole, przyczepiłem mikrofony kontaktowe do kamieni – bo też kamienie przywiązano Popiełuszce do nóg. Uderzałem w nie innymi kamieniami, drewnem, żelastwem.

Wbrew pozorom Kamienne epitafium – Pamięci Ks. Jerzego Popiełuszki (1984) nie jest utworem brutalnym brzmieniowo. Dźwięki kamieni są dość ciepłe, nie ma tutaj gwałtowności. Przypomina to raczej powolne dźwięki opadania w odmęty wody. Podzwonne – Pamięci Andrzeja Markowskiego (1986) rozpoczyna się od dźwięku dzwonów przefiltrowanego przez elektroniczną aparaturę; później błogie dźwięki przypominające odgłosy ksylofonu kontrastowane są z wiwisekcją kościelnych dzwonów, czasami przeradzającą się w hałas. Utwór Dzięcielina pałała (2010) Rudnik zaczął komponować 9 kwietnia, w przededniu katastrofy Tu-154. Swoją żałobę wyraził wiejskimi piosenkami, elektronicznymi huko-łoskotami, strofami z Mickiewicza i śpiewem ptaków.

*

Eugeniusz Rudnik urodził się 28 marca 1932 r. w Nadkolu, zmarł 24 października 2016 r. w Warszawie. Był chłopem, ministrantem, wojskowym, szybownikiem i więźniem. Od 1955 r. pracował w Polskim Radiu, najpierw jako technik, później asystent, w końcu awansował na pełnoprawnego kompozytora.

[1] „Światło i dźwięk”, z Eugeniuszem Rudnikiem rozmawia Tadeusz Zimecki, 28 lutego 1970 r.; w: Studio Eksperyment. Zbiór tekstów, red. Magda Roszkowska, Bogna Świątkowska, Warszawa 2012.

Zdjęcie: materiały promocyjne filmu „15 stron świata”

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *