AUTOR

Krzysiek Posłajko

Urodzony w 1981. Doktor filozofii i niedoszły socjolog ze stajni UJ. W idealnym świecie nauki interesuje się analityczną filozofią języka i ontologią. Używa słowa „socjolog” w liczbie pojedynczej na oznaczenie Pierre’a Bourdieu. Pracował jako tłumacz i leksykograf. W wolnych chwilach publicysta-amator. Nieuleczalny socjaldemokrata. Z lewackiego tłumu wyróżnia go negatywny stosunek do jazdy na rowerze, mieszkań w zapuszczonych kamienicach i psychoanalizy.

„Srebrne Orły” Parnickiego (wydane w po raz pierwszy w Jerozolimie w 1944, a w Polsce w 1949 roku), których kolejne wydanie niedługo się ukaże, to w porównaniu z innymi utworami tego autora powieść wyjątkowo przystępna. Znajdujemy tu takie mainstreamowe wynalazki, jak linearna i możliwa do zrekonstruowania przez czytelnika fabuła, stały narrator czy wreszcie bohaterowie o jasno określonej tożsamości.

Wartość tej wiekowej już książki nie leży jednak przede wszystkim w polu czysto literackim, ale w pewnej wizji historycznej, którą można z niej wyczytać. Wizja ta wydaje się szczególnie aktualna w kontekście toczących się debat na temat znaczenia chrztu Polski. Debat, podkreślmy, toczonych dość leniwie, których uczestnicy bardzo szybko raczyli zejść na z góry upatrzone pozycje.

Dzisiejsza narracja, nazwijmy ją umownie prawicową, z łatwością ześlizguje się w dość zabawny ahistoryzm i anachronizm, chcąc widzieć w chrzcie Polski początek monoetnicznego i monoreligijnego państwa, które wyznacza nam regresywny ideał społeczny. Oczywiście nie ma to nic wspólnego z realną historią – mieszkańcy ziem władanych przez Mieszka na pewno bardzo by się zdziwili na wieść o tym, że są Polakami, większość z nich bynajmniej nie odeszła od pogańskich wierzeń, a na temat motywacji samego „pierwszego historycznego władcy Polski” możemy jedynie spekulować, bo przecież nawet nie wiemy, jak ten człowiek naprawdę się nazywał.

Rzecz jasna rozbieżność między słabo znanymi faktami a popularną opowieścią ich dotyczącą nie ma najmniejszego znaczenia – prawda historyczna nigdy nikomu nie przeszkadzała w konstrukcji historycznych mitów i nie jest powiedziane, że ten sposób patrzenia na chrzest się nie przyjmie. Zwłaszcza że lewicowa kontrnarracja (której nadir możemy obserwować na przykładzie tekstów Maxa Cegielskiego na stronie Krytyki Politycznej) nie stanowi żadnej istotnej konkurencji w kształtowaniu zbiorowej tożsamości. Dekonstrukcja narodowych mitów, która jeszcze w połowie lat 90. mogła się wydawać czymś intelektualnie ożywczym, dzisiaj stała się najzwyczajniej w świecie nudna. Ponadto dekonstrukcyjny wąż zaczął zjadać własny ogon: nawet dekonstrukcyjne teksty są czytane na sposób dekonstrukcyjny, jako przykłady zinternalizowanego kompleksu kolonialnego. W ten sposób, odsłaniając słabości własnego podejścia „krytycznego” (?), oddaliśmy pole kształtowania masowej wyobraźni drugiej stronie. Potrzebujemy czegoś więcej, potrzebujemy innej opowieści o chrzcie.

Teza, że jego przyjęcie umożliwiło protopaństwu polskiemu wejście w obręb kultury zachodnioeuropejskiej, jest powtarzana tak często, że w zasadzie straciła już jakiekolwiek znaczenie. Właśnie dlatego lektura Parnickiego może wydawać się tak ożywcza. Akcja książki, będącej nominalnie opowieścią o Polsce roku 1002, rozgrywa się w większości w Rzymie, a jej bohaterami są w przeważającej liczbie nie-Polacy. Dopiero w ostatniej scenie powieści autor oddaje głos Chrobremu (używając terminologii postkolonialnej – podporządkowany Inny zaczyna mówić, lecz dopiero na końcu opowieści).

Zabieg ten jest o tyle istotny, że pozwala dostrzec włączenie się Polski do krwiobiegu zachodniej cywilizacji – zarówno w aspekcie politycznym, jak i kulturowym. Polska staje się wtedy częścią procesu protoglobalizacyjnego – budowania uniwersalistycznej kultury łacińskiej Europy. Kultura ta była dziełem pewnej elity, głównie duchownej, mówiącej po łacinie i rozpoczynającej trud przeniesienia dziedzictwa starożytności na grunt średniowieczny. Właśnie chrzest jest początkiem importu tej elity – biskupów i opatów, tworzących zrąb Kościoła na ziemiach polskich czasów wczesnych Piastów. Ówczesny Kościół (trudno tu pisać „katolicki”, skoro chrzest miał miejsce przed schizmą wschodnią) w niewielkim stopniu przypominał dzisiejszą, uformowaną przez kontrreformację i monarchię habsburską organizację, zajmującą się przede wszystkim kontrolą nad obyczajowością plebsu oraz uporczywą propagandą społecznej bierności. W X wieku celibat był uważany za nowinkarską ideę, a ludzie Kościoła byli uwikłani w politykę w dużo większym stopniu niż w „obyczajówkę”.

Również konstelacja polityczna ówczesnej „Europy” z trudem daje się wcisnąć w ramy rywalizacji państw narodowych. Nie było wtedy żadnych wojen polsko-niemieckich, a jedynie walki istotnego lennika cesarstwa, jakim był polski władca, o umocnienie własnej pozycji w ramach tego organizmu. Feudalny system krzyżujących się zależności słabo nadaje się jako wzorzec do budowania historii o wzbijaniu się na niepodległość.

Wszystkie te fakty historyczne są niby dobrze znane, ale nie wyciąga się z nich, moim zdaniem, właściwej lekcji. A jest ona taka, że nie ma czegoś takiego jak polska tożsamość narodowa, która miałaby jakieś źródła niezależne od rozwoju kultury europejskiej „jako takiej”. Istniejemy o tyle, o ile jesteśmy częścią szerszej cywilizacji; tylko konkretny kontekst kultury europejskiej umieszcza nasz naród w procesie historycznym „jako takim”.

Nie znaczy to jednak, że ten proces istnienia jako części paneuropejskiej kultury jest bezproblemowy. Wręcz przeciwnie, od samego początku pojawiają się tu dwa główne źródła napięcia. Pierwsze z nich ma charakter zewnętrzny i związane jest z samą naturą kultury zachodnioeuropejskiej. Od samego zarania – a Parnicki dość przekonująco pokazuje, że to właśnie uniwersalistyczne cesarstwo Ottonów może być traktowane jako jeden z głównych punktów startu w samej kulturze europejskiej – istnieje napięcie pomiędzy autentycznym zrywem uniwersalistycznym, chęcią tworzenia prawdziwie wspólnej, wykraczającej poza lokalne partykularyzmy kultury, a uniwersalizmem pozornym, który buduje iluzję istnienia wspólnej kultury, by pod jej płaszczykiem wspierać hegemonię najsilniejszego (którym notabene co jakiś czas okazują się być Niemcy). Dla Parnickiego oczywistym jest, że w polskim interesie narodowym leży wspieranie autentycznego uniwersalizmu w kontrze do uniwersalizmu pozornego. Nie jest bowiem możliwa „ucieczka do wewnątrz”: nie jesteśmy w stanie – zarówno ze względów politycznych, jak i kulturowych – wybrać opcji splendid isolation.

Po drugie, włączanie się w obieg uniwersalistycznej kultury jest zawsze – co stanowi przekleństwo polskiej polityki – procesem odgórnym i angażującym tak naprawdę tylko mniej lub bardziej wąską warstwę elit. Reszta społeczeństwa jest w istocie tylko dodatkiem do tego procesu, co sprawia, że egzystuje niejako poza historią. Co gorsza to właśnie ta milcząca większość ponosi ciężar utrzymania elit wchodzących w proces historii powszechnej. Oczywiście taka sytuacja nieuchronnie prowadzić będzie do resentymentu oraz do nostalgii za polityczno-kulturową autarkią.

Gdy spojrzymy z tej perspektywy na dzisiejszą Polskę, okazuje się, że od czasów chrztu nie posunęliśmy się w historii zbyt daleko. Podstawową formą naszego istnienia politycznego i kulturalnego nadal jest włączanie się w procesy paneuropejskie. A europejski uniwersalizm jest ponownie zagrożony przez rosnące egoizmy narodowe nadużywające idei paneuropejskich. Z kolei antyelitarystyczny resentyment znowu prowadzi do buntu przeciw samej idei europejskości. W latach 30. XI stulecia ta sytuacja doprowadziła do ludowej rewolty i praktycznej implozji państwa.

Miejmy nadzieję, że – jak niemal zawsze – analogie historyczne i tym razem zawiodą.

Tymczasem warto, aby lewica potrafiła przekroczyć swoje antyklerykalne i antynarodowe uprzedzenia i umiała opowiedzieć historię o początkach polskiej państwowości w sposób zarówno rzetelny, jak i pozytywny.

Więcej na temat autora książki:
Teodor Parnicki – życie i twórczość
Teodor Parnicki – wymagający nauczyciel historii

Zdjęcie: Wikipedia

drukuj

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *