Franciszek Sobieraj

O reptilianach polskich i reptilianach w ogóle

AUTOR

Franciszek Sobieraj

(ur. 1983 r.) – nieudacznik, pała nienawiścią do ludzi, którzy osiągnęli w życiu sukces.

Podczas krakowskiej dyskusji na temat transformacji ustrojowej, inicjującej odnowę Nowych Peryferii, nie mogło się obyć bez wspomnienia o teoriach spiskowych narosłych wokół tego przejściowego okresu. Zazwyczaj spotyka się dwie postawy intelektualne wobec powiązań wskazywanych przez owe teorie: albo uznaje się wagę tych związków i przyjmuje spiskową teorię ich powstania, albo odrzuca się zarówno spiskową teorię, jak i istnienie oraz znaczenie opisywanych przez nią więzi. Rzadka jest trzecia postawa, przejawiająca się odrzuceniem poglądu o istnieniu spisku i jednoczesnym uznaniem społecznej doniosłości nieformalnych relacji.

Jestem przekonany, że spiskowe teorie, pojawiające się także jako jedna z interpretacji polskiej transformacji ustrojowej, są nieporadną próbą ujęcia rzeczywistego problemu, którego źródłem są jednak przede wszystkim fakty społeczne, a nie sprawczość tych czy innych jednostek lub grup. Innymi słowy, wydarzenia takie jak „chlanie wódy” Michnika z Kiszczakiem i Urbanem (ustawionych przez zwolenników spiskowej wizji transformacji w roli reptilian [1] – tak będę nazywał uczestników domniemanych tajnych sprzysiężeń), są tylko faktami jednostkowymi wynikającymi z przyczyny strukturalnej – różne postaci są łączone w te a nie inne zestawienia przez takie a nie inne procesy systemowe.

W tym kontekście warto przywołać znany cytat z „Ziemi Obiecanej” Reymonta: Ja nie mam nic, ty nie masz nic, on nie ma nic (…) To razem właśnie mamy tyle, w sam raz tyle, żeby założyć wielką fabrykę… Czy da się wytłumaczyć ten paradoks? Jako w niebie poruszenia widzialnej materii – skupianie się jej w galaktyki, grupy i gromady galaktyk – następują zgodnie z ciążeniem tego, co niewidzialne, ciemnej materii i energii, tak i na ziemi anomalie w procesie akumulacji i koncentracji widzialnego kapitału ekonomicznego wskazują na istnienie potężnych niewidocznych sił, które nim rządzą. Zresztą związki reptilian z siłami kosmicznymi nie powinny nikogo dziwić.

Przedsiębiorcza trójka, Karol, Maks i Moryc, może wybudować fabrykę, gdyż nie jest prawdą, że nie mają nic. Ciemna materia i energia, które znajdują się w ich posiadaniu, to kapitał kulturowy i kapitał społeczny w rozumieniu Pierre’a Bourdieu. Na kapitał kulturowy składa się wykształcenie, ogłada – przykładowo, dzięki określonemu zachowaniu przy stole domniemani jaszczuroludzie są w stanie się rozpoznać – i wszystkie inne wyuczone dyspozycje. Z kolei kapitał społeczny to, upraszczając, kapitał koneksji (czyli, jak to się potocznie mówi, plecy). Będę tutaj pisał wyłącznie o tym drugim kapitale, a dokładniej o tym, że podobnie jak kapitał ekonomiczny ulega on procesom akumulacji i koncentracji.

Każde rozwinięte społeczeństwo wytwarza na własne potrzeby zróżnicowane role społeczne. Przykładowo, do budowy kanałów będzie potrzebny ktoś, kto kopie, ktoś, kto wywozi ziemię oraz ktoś, kto koordynuje pracę innych. Wobec każdej z tych czynności narastają różne oczekiwania, a zbiór tych oczekiwań nazywa się w socjologii rolą społeczną. Nietrudno zauważyć, że niektóre role, takie jak koordynator z niniejszego przykładu, wyróżniają się nie tylko znaczeniem funkcjonalnym – tym, że są specyficznym trybikiem w społecznej machinie – ale także władzą nad innymi rolami oraz wiążącym się z tym uprzywilejowaniem. Wszystko to jest oczywiste. Równie oczywisty jest wszakże fakt, że jednostki decyzyjne mają interes w utrzymywaniu kontaktów z innymi jednostkami decyzyjnymi – w ten sposób mogą wzajemnie obdzielać się decyzjami i dzięki temu ze spokojem spoglądać w przyszłość. Dlatego wzrasta prawdopodobieństwo kontaktów, w ramach których w odpowiedzi na, dajmy na to, „Panie Prezesie”, słyszy się „Panie Sędzio”, „Panie Profesorze” lub „Panie Komendancie”.

Im dłużej trwają owe nieformalne więzi, tym większym przeobrażeniom ulegają mózgi podtrzymujących je osób. Można podejrzewać, że ciało półleżące – ośrodek centralnego układu nerwowego należący do tzw. mózgu gadziego (reptilian complex) i biorący udział w kojarzeniu bodźców z reakcją pragnienia lub zadowolenia – przekształca korę mózgu osób uprzywilejowanych w tym większym stopniu, im dłużej są one wystawione na uprzejme skinienia oraz serdeczne uściski dłoni innych jednostek pełniących dominujące role w społeczeństwie. Nie znam wprawdzie żadnych badań, które potwierdzałyby cokolwiek z tego, co napisałem, ale osobiste obserwacje i wrodzona intuicja mówią mi, że reptilianie nie rodzą się z jaj, tylko zwykli ludzie w wyniku działania wspomnianych bodźców powoli się w nich przekształcają. Z powodu braku stosownych badań kwestię tego, czy ów potworny proces jest odwracalny, należy pozostawić otwartą.

Niezależnie od wszelkich wątpliwości, widać wyraźnie, że nie może być mowy o żadnym spisku, mamy do czynienia ze zwyczajnym procesem systemowym. Owszem, bywało czasem w historii, że jednostki uprzywilejowane spotykały się na tajnych zgromadzeniach, przywdziewając śmieszne sukienki, ale nie miało to raczej zasadniczego znaczenia systemowego. Tego rodzaju spotkania prawdopodobnie nie były bowiem przyczyną powstania grupy, co najwyżej pełniły funkcję pomocniczą w jej konsolidacji – i z pewnością świadczyły o zdziecinnieniu jej członków.

Dla procesu koncentracji kapitału społecznego nie jest istotne, czy jednostki pełnią uprzywilejowaną rolę w społeczeństwie dzięki mianowaniu przez monarchę, sile fizycznej czy majątkowi, wystarczy samo istnienie takich ról i ich względne zróżnicowanie. Warto tutaj jednak wtrącić, że mechanizm obieralności przez tych, którymi się zarządza, może w znacznym stopniu ograniczyć ową koncentrację – choćby dlatego, że odpowiedź na pytanie, komu jaka rola zostanie przydzielona, staje się bardzo niepewna, co utrudnia powstawanie sitwiarsko-feudalnych zależności.

Ogniska koncentracji kapitału społecznego są oczywiście zależne od narosłych w toku historii podziałów my/oni. Jaszczuroludzie bywają podzieleni ze względu na naród, religię czy cokolwiek innego. To samo można powiedzieć o koncentracji kapitału ekonomicznego. Nieraz w historii światowego kapitalizmu następowały powroty do protekcjonizmu, jednak w dłuższej perspektywie rynek ma tendencje do przekraczania narodowych granic: cofając się o krok, robi następnie trzy kroki naprzód. Identyczny trend, choć niewątpliwie słabszy, można chyba zaobserwować w procesie koncentracji kapitału społecznego, wszak zjawisko „obrotowych drzwi” coraz częściej ma charakter ponadnarodowy. Świadczyć może o tym choćby przypadek Tony’ego Blaira, który został doradcą prezydenta Kazachstanu, lub syna Joe Bidena, który dostał stanowisko w zarządzie Burisma Holdings – największej prywatnej spółki energetycznej na Ukrainie.

Na akumulację kapitału społecznego mają oczywiście wpływ także lokalne tradycje lub warunki, które mogą ten proces katalizować lub powstrzymywać. Większość czytelników z pewnością już słyszała, dlaczego w ramach przyjęcia do prestiżowego klubu David Cameron musiał podobno wziąć do ust penisa świni (czy też na odwrót, już nie pamiętam); uważa się, że takie rytuały to jeden z wynalazków jaszczuroludzi, służący wzmacnianiu już zakumulowanego kapitału społecznego. Znając takie świńskie sekreciki, reptyle są powiązani intymnymi więziami i dzięki temu rośnie między nimi wzajemne zaufanie.

Kraje postkomunistyczne też mają swoją specyfikę. Ponieważ o uwłaszczeniu nomenklatury niemal wyczerpująco pisał Karol Marks w rozdziale „Tak zwana akumulacja pierwotna” pierwszego tomu „Kapitału”, omówię tutaj inny czynnik. Jeśli gromadzona przez torysowskich reptilian wiedza o świństewkach pomaga w akumulacji kapitału społecznego, to jeszcze skuteczniejszym czynnikiem spajającym więzi społeczne są teczki SB. Kompromitujące materiały, zapakowane i łatwe do przekazywania z rąk do rąk, są walutą równie pewną jak złoto. Swatają ze sobą byłą nomenklaturę, część elit opozycyjnych, organy bezpieczeństwa i świat przestępczy (bo cinkciarze TW często zostawali potem gangsterami), unieważniając bariery światopoglądowe. Znowu nie mamy tu do czynienia z żadnym spiskiem. Nowożytne reżimy, nawet demokratyczne, nie mogą funkcjonować bez tajnej policji; jest to zjawisko czysto systemowe i czysto systemową okolicznością jest również to, że po upadku każdego ustroju archiwa służb stają się twardą walutą, a jej obrotowi towarzyszy powstawanie silnych więzi społecznych.

Na koniec warto zadać jedno pytanie: dlaczego PiS-owskie narracje o lustracji i Układzie zwykle nie miały charakteru systemowego? Przyczyn może być wiele. Posługiwanie się odmiennym od tu prezentowanego repertuarem pojęć socjologicznych/politologicznych, przekonanie o tym, że popkulturowy przekaz o „nomenklaturowych Moriartych” łatwiej rozpali wyobraźnię obywateli – to przesłanki, które mogą grać tutaj pewną rolę. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na przyczynę, która przynajmniej dzisiaj wydaje się najistotniejsza – narracja eksponująca czynniki strukturalne nie byłaby po prostu zgodna z partyjnym interesem. Wiele wskazuje na to, że PiS chce „zły” układ zastąpić „dobrym” (oczywiście o całkowitej wymianie elit nie może być mowy). Do realizacji takich celów najbardziej nadają się narracje esencjonalistyczne – doszukujące się przyczyny patologii w cechach jednostek należących do danej grupy, lub po prostu fabularne – przedstawiające trzymającą w napięciu historię o przyjaźni, zdradzie, bohaterstwie i nikczemności.

Przypisy:

[1] Nawiązanie do popularnej, często wyśmiewanej teorii spiskowej mówiącej o przejęciu władzy na świecie przez humanoidalne gady, głoszonej m.in. przez byłego brytyjskiego dziennikarza sportowego Davida Icke. Autor niniejszego tekstu utrzymuje, że reptilianie istnieją, ale nie są odmiennym od ludzkiego gatunkiem, lecz wytworem pewnych procesów społecznych.

Obrazek: Franciszek Sobieraj

drukuj

KOMENTARZE

  1. być może sprawa jest bardziej skomplikowana. Powyższa interpretacja fenomenu spisku w uproszczeniu zakłada, że „lud” po prostu „kupuje” barwne narracje, podczas gdy oświecony socjolog bada system (prawdę o systemie znają również członkowie elit – teoria spiskowa potwierdza się). Wysyp teorii spiskowych można odczytać odwrotnie, nie jako upośledzoną reakcję na rzeczywistości społeczną ale jako zwrócenie uwagi na strukturalny wymiar nierówności. Teoria spiskowa daje odpowiedź, która nie wskazuje na jednostki, ale na coś zewnętrznego wobec systemu (reptilianie, obcy itd.), tym samym wskazuje na system – skoro wskazujemy, kto jest odpowiedzialny za strukturę to wiemy, że struktura istnieje, i że to ona jest stawką całej gry. Może gdyby socjologia traktowała wypowiedzi ludzi serio, okazałoby się, że dostrzeżenie systemowego charakteru rzeczywistości jest dostępne w doświadczeniu codziennym i nie wymaga ciągłego odkrywania na nowo. Fakt, że umysł spiskowy wskazuje na wąską grupę osób i nieformalne spotkania oznacza tyle, że zdaje sobie sprawę ze strukturalnego znaczenia dystrybucji miejsc – rozpoznaje miejsca nagromadzenia kapitałów, które reprezentują pewne postaci, aby następnie wskazać, że interakcje w tych miejscach są odpowiedzialne za kształt pozostałych części systemu. W takim ujęciu to, czy nazywamy określoną klasę społeczną elitą czy reptilianami może okazać się kwestią różnicy pomiędzy żargonem. Spisek nie może istnieć bez systemu – polega on w końcu na zajęciu najistotniejszych miejsc w systemie. Z perspektywy ludzi zdających sobie sprawę, z tego, że są jedynie zasobem to jak nazywane są miejsca podejmowania decyzji może być obojętne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *