PRAWO DO WSI, Renata Płoskoń

MOJE GOSPODARZENIE (II): UPRAWA WSPÓŁRZĘDNA

AUTOR

Renata Płoskoń

Urodzona w Przeworsku nad rzeczką Mleczką na Pogórzu Rzeszowskim, obecnie mieszka w małej wsi u podnóża Płaskowyżu Tarnogrodzkiego. W 2000 r. przeprowadziła się wraz z rodziną z miasta (oboje z mężem prowadzili działalność gospodarczą i pracowali w zagranicznej korporacji) na wieś, gdzie wspólnie odkrywali tajniki ekologicznych upraw. Pasjonuje się zdrową uprawą wszystkiego, co jadalne, może godzinami czytać na ten temat. Stara się promować w swoim otoczeniu zdrowe produkty, wszystkich dookoła zaraża domową produkcją kiełków. Prowadzi warsztaty pieczenia chleba w Chutorze Gorajec, gospodarstwie agroturystycznym położonym opodal jej miejsca zamieszkania. W wolnym czasie lubi czytać, poznawać okoliczne zakątki z perspektywy przejażdżek rowerem, haftować. W głowie siedzą jej myśli o połączeniu permakultury z ekologią, o zdrowej żywności i ziołach, które wspomagają walkę z wieloma chorobami, a także o tym, jak to stosować na co dzień w gospodarstwie domowym.

Mądrzy ludzie napisali wiele długich opracowań, z których można się dokładnie dowiedzieć, co powinno znajdować się koło siebie, a co wręcz szkodzi sobie nawzajem, gdy rośnie w zbyt bliskim sąsiedztwie. Tylko że nam nie o to chodzi, aby godzinami studiować, co sadzić koło czego. Myślę, że wielu początkujących rolników szybko by się zniechęciło. Wystarczy znać kilka podstawowych zasad – też sobie poradzimy.

 

O SERII „MOJE GOSPODARZENIE”

Jak wygląda rolnictwo ekologiczne w naszym wydaniu? To nie tylko zbiór zasad, jak uprawiać rośliny w zgodzie z naturą, ale także powrót do korzeni, do upraw naszych Dziadków. Uwierzcie mi, że warto spędzić kilka godzin z motyką w pełnym słońcu, aby potem czuć, że pomidor smakuje pomidorem, a truskawka truskawką. Mamy w swoim gospodarstwie maliny, sad oraz łąki. Ponieważ nie posiadamy zwierząt, łąki wykasza sąsiad, który zabiera siano dla swoich owiec. Z owoców w sadzie korzystamy my i nasi znajomi. Posiadamy winorośl, która jest pasją moją i męża, a uciechą dla wnuków. Co roku jesteśmy prawie samowystarczalni pod względem zapotrzebowania na warzywa. Moje wnuczęta zajadają się uprawianą na miejscu zieleniną, jak koper, pietruszka, szczypior czy sałata (choć raz z rozpędu zabrały się także za nać marchewki, tłumacząc mi, że też jest zielona).

Zmianowanie i uprawa współrzędna

W uprawie roślin w sposób ekologiczny ważne jest zmianowanie i uprawa współrzędna. Dobrze jest poznać wzajemne oddziaływanie roślin na siebie oraz ich wymagania. Wbrew pozorom nie jest tak trudno się w tym połapać.

Zmianowanie polega na uprawianiu po sobie gatunków roślin o różnych wymaganiach pokarmowych. Jego celem jest uzyskanie optymalnych warunków do plonowania. Ważne, aby przestrzegać kilku reguł. Niektóre rośliny, np. burak cukrowy, pobierają dużo składników pokarmowych – po nich należy uprawiać gatunki o mniejszych wymaganiach, jak pszenica. Wieloletnie rośliny motylkowe, będące źródłem dość dużych ilości bogatych w składniki pokarmowe pozostałości pożniwnych, powinny być uprawiane przed tymi, które ich nie zostawiają (ziemniak, brukiew, marchew czy pietruszka). Po roślinach niszczących strukturę gleby, do których zaliczamy m.in. zboża, uprawiamy rośliny strukturotwórcze, np. strączkowe. Jest jeszcze jedna ważna reguła – rośliny płytko korzeniące się (zboża) uprawiamy na przemian z roślinami o głębokim systemie korzeniowym (strączkowe, koniczyna czy lucerna).

A uprawa współrzędna? Na jednej działce (polu) uprawiamy różne gatunki roślin. Staramy się je dobrać tak, aby wpływały na siebie stymulująco. Czyż sama natura nam tego nie podpowiada? Spójrzcie na łąki: ile ziół rośnie wśród traw, na poboczach dróg czy w lasach? Tylko tam, gdzie rośnie las posadzony ludzką ręką, jest jeden gatunek drzew. Natomiast tam, gdzie natura sama stworzyła lasy czy zagajniki, nie ma monokultury – jest olbrzymia różnorodność. Mądrzy ludzie napisali wiele długich opracowań, z których można się dokładnie dowiedzieć, co powinno znajdować się koło siebie, a co wręcz szkodzi sobie nawzajem, gdy rośnie w zbyt bliskim sąsiedztwie. Tylko że nam nie o to chodzi, aby godzinami studiować, co sadzić koło czego. Myślę, że wielu początkujących rolników szybko by się zniechęciło. Wystarczy znać kilka podstawowych zasad – też sobie poradzimy.

Aby marchwi nie atakowała połyśnica marchwianka i bielinek kapustnik, sadźmy obok rozmaryn i szałwię, pora i cebulę. Marchew w podziękowaniu ograniczy występowanie śmietki cebulanki. Przyjęte jest sianie na zmianę – jeden rządek marchwi i trzy-cztery rzędy cebuli – ale sprawdza się to tylko w okresie wzrostu liści cebuli. Gdy roślina zaczyna budować bulwę, jej właściwości stanowczo maleją. Marchew, której w tym czasie nie spożyjemy i zostawimy do późnego zbioru, możemy po prostu… przykryć białą agrowłókniną w okresie lotu połyśnicy.

zdjecie0725

Seler uchroni uprawy roślin kapustnych przed bielinkiem kapustnikiem, zaś gorczyca ogranicza występowanie szkodnika o dziwnie brzmiącej nazwie, pachówki strąkóweczki, w uprawach grochu. W czasie kwitnienia bobu przylecą do nas biedronki, które zajmą się mszycą w okolicy. Przechodząc obok aksamitek, ocieramy się o ich liście i wydobywamy z nich mocny zapach, bardzo nielubiany przez mszyce i inne szkodniki. Kwiaty te likwidują też nicienie i mączliki. To tylko kilka przykładów metod, z których korzystały nasze babcie.

Modne w dzisiejszych czasach staje się określenie allelopatia. Pojęcie to wprowadzono do fachowej literatury w 1937 r., choć już kilkaset lat wcześniej powszechna była wiedza na temat dobroczynnej współzależności i współdziałania różnych gatunków roślin. Jest to po prostu część składowa naszej rodzimej ekologii. Allelopatię definiuje się jako szkodliwy lub korzystny wpływ substancji chemicznych wydzielanych przez rośliny lub grzyby danego gatunku lub pochodzących z ich rozkładu. Chodzi przede wszystkim o substancje chemiczne wydzielane do podłoża, które wpływają na inne organizmy w bezpośrednim otoczeniu, głównie rośliny i bakterie. W ten sposób jedne rośliny mogą pobudzać lub hamować kiełkowanie, a także wzrost i rozwój gatunków żyjących w bliskim sąsiedztwie lub zajmujących bezpośrednio po nich to samo miejsce. Jednym słowem chodzi o to, że rośliny mogą reagować między sobą w korzystny lub niekorzystny sposób lub stanowić np. swoistą tarczę ochronną przeciwko szkodnikom i chorobom grzybowym. Właśnie takie powiązania opisałam powyżej.

Nasiona warto zbierać samemu, można je też „przefermentować”, aby były mocniejsze, i nie tylko po to. Pokażę to na przykładzie pomidorów. Przejrzałe pomidory należy zebrać i wyjąć ze środka miąższ z pestkami. Włożyć do słoika, zalać ok. 1/3 szklanki wody w temperaturze pokojowej i odstawić do sfermentowania. Mieszać co najmniej dwa razy dziennie. Wskutek fermentacji miąższ zmieni się w płyn, a zdrowe nasiona opadną na dno. Do zniszczenia tzw. raka pomidora potrzebne są przynajmniej trzy dni takiej fermentacji. Wszystko, co pływa na górze, wylewamy (mogą tam być też nasionka, zazwyczaj puste). Resztę nasion należy opłukać i wysuszyć, a następnie przechować do wiosennego wysiewu. W zimowe, długie wieczory można pociąć ręcznik papierowy na paski, namoczyć, rozłożyć na nim nasionka, wysuszyć, po czym zwinąć – mamy gotowe taśmy z nasionami. Stosuję taki sposób do robienia rozsad pomidorów i papryki.

Rośliny wegetują swoją porą, we własnym tempie i są zasilane nawozami organicznymi. Zmiany występujące w przyrodzie wyznaczają nam czas prac, przez co każdego roku terminy siewu, zbioru i zasilania ulegają przesunięciu. Wielowiekowa tradycja dotycząca prac w polu i ogrodzie, zbioru ziół itd. opiera się prawie wyłącznie na rytmie księżyca, wyznaczonym nowiem, pełnią i kwadrami. Być może zetknęliście się z kalendarzami księżycowymi – biodynamicznymi. Jest tam dokładnie rozpisane, w jakie dni wysiewać rośliny, z których pozyskujemy odpowiednio korzeń, owoc i nasiona, łodygę i liść czy kwiat. Każdemu, kto chce zadbać o urodzaj, polecam zakup takiego kalendarza – to tak, jakby nam ktoś podpowiadał, kiedy i co posiać, kiedy kosić trawę, aby wolniej odrastała, kiedy ryby bardziej biorą, a pszczoły są wydajniejsze. To samo dotyczy zbiorów – np. kiedy wykopać ziemniaki i marchewkę, aby lepiej się przechowywały.

Na portalu Poradnik Ogrodniczy można zapoznać się z tabelą, która objaśnia, jakie warzywa najlepiej sadzić obok siebie

Zdjęcia: Renata Płoskoń

drukuj

KOMENTARZE

    1. Jest wiele możliwości upraw polowych – zmianowanie często jest stosowane w rolnictwie zrównoważonym i integrowanym, zaś współrzędne w ekologii. W zrównoważonym problemem może wydawać się struktura zasiewów – co roku muszą być zasiane cztery grupy upraw gdzie jest narzucony odgórnie udział procentowy. Uprawa główna maksymalnie 65 % i pozostałych nie mniejszy niż 10% powierzchni gruntów ornych każda. Na polu nie ma problemów jeśli … odpowiada rolnikowi dobór warzyw. Wielu rolników ekologicznych sadzi w ten sposób warzywa dobierając swoje uprawy pod kątem sadzenia ( wysiewu) choćby na redlinach. Problemem nie jest wysianie jednego -dwóch rzędów marchwi i czterech czy sześciu cebuli, oraz naprzemiennie na przykład pora z selerem. Kwestia do rozpatrzenia brzmi – czy odpowiednia dla nas i opłacalna będzie dana uprawa, co ze zbytem na naszym terenie – ponieważ jest opcja mieszania na działce roślin gdy należą do tej samej grupy uprawowej np. warzyw, więc z dopłatami też nie ma problemów. Organizacje ekologiczne wniosły postulaty dotyczące upraw mieszanych i współrzędnych w szczególności w ramach pakietów upraw warzywnych i zielarskich. Chodzi o rozszerzenie definicji „uprawy mieszanej” gdzie będzie możliwość deklarowanie do płatności upraw mniejszych niż 0,1 ha jeśli będą przylegać do działek rolnych o powierzchni minimum 0,1 ha. Będzie więc możliwość zastosowania większej różnorodności, ważne aby działo się to w ramach takiego samego pakietu.
      Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *