Marta Kudelska

Kiełkujące centra sztuki: Tarnów, Katowice, Cieszyn

AUTOR

Marta Kudelska

Marta Kudelska - kuratorka, autorka tekstów o sztuce. Pracuje jako rzeczniczka prasowa w Galerii Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki oraz współpracuje z Galerią Dwie Lewe Ręce. Absolwentka kulturoznawstwa - kultury współczesnej i historii sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Prywatnie miłośniczka dobrej kuchni i długich spacerów.

Czy mniejsze instytucje, domy kultury, inicjatywy oddolne są już na zawsze skazane na peryferyjność? Moim zdaniem nie. Jeśli spojrzymy na ich działalność, wówczas okaże się, że ich peryferyjność jest jedynie geograficzna.

Do Biura Wystaw Artystycznych w Tarnowie docieram przez park. Piękny, lekko dziki, pełen nie tylko drzew, ale i ukrytych w ich cieniu niezwykłości. To właśnie dla tego miejsca Adolf Szyszko-Bohusz zaprojektował niezwykłe mauzoleum Józefa Bema, wzniesione w 1927 roku. Nad wodą, na sześciu kolumnach wznosi się sarkofag generała, który przeszedł na islam, więc nie można było go pochować na cmentarzu katolickim. Kilka metrów dalej błyszczący obelisk, „Melancholia” Maurycego Gomulickiego, gdzie indziej rzeźba Kamy Sokolnickiej. W końcu zza koron drzew wyłania się biała bryła XIX-wiecznego Pałacyku Strzeleckiego, w którym od kilku lat działa BWA.  Tarnów ma dla mnie dobrą skalę do życia. Nie jest ani wielką aglomeracją, ani małym, ciasnym miejscem. Ma renesansową starówkę, jasno wytyczone centrum z siatką bardzo pięknych ulic, ciekawe dzielnice. Miasto miało mądrych włodarzy, którzy w nie inwestowali – podkreśla Ewa Łączyńska-Widz, obecna dyrektorka galerii.

Gdy kilka lat temu kończyła historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim, czuła, że Kraków to nie jest miasto dla niej. Jak sama podkreśla, miała dużo szczęścia, gdyż po jej powrocie w rodzinne strony tarnowskie BWA poszukiwało edukatora. Z czasem została najmłodszą dyrektorką publicznej instytucji sztuki w kraju. Tarnów jest pełen kontrastów. Z jednej strony piękne, renesansowe stare miasto, z drugiej – modernistyczne Mościce, gdzie do tej pory działa Grupa Azoty S.A. To właśnie inspiracja tą przemysłową dzielnicą doprowadziła do realizacji jednego z pierwszych ogólnopolskich projektów tutejszego BWA. W tej wystawie sztuka współczesna w bezpośredni sposób odnosiła się do historii Tarnowa, a konkretnie Mościc, gdzie wychował się Wilhelm Sasnal. Wystawa bardzo otworzyła galerię, zyskaliśmy nową publiczność. Okazało się, że można robić wystawy na światowym poziomie, które zyskują uznanie krytyki i środowiska branżowego, a jednocześnie są atrakcyjne i komunikatywne dla mieszkańców miasta. Kontynuujemy ten wątek, starając się przynajmniej raz w roku realizować wystawy z podobnego klucza; w tym roku jest to „Wykrój. Miasto. Tarnów”, przygotowana dla nas przez kuratora Marcina Różyca – podkreśla Ewa. Nieco ponad miesiąc temu w Pałacyku Strzeleckim miał miejsce wernisaż nowej wystawy. Na kolorowych leżakach przed galerią siedzą starsze panie, obok miejscowe nastolatki, zaś koło nich grupa studentów Katedry Mody, działającej na stołecznej ASP. Po chwili świergotanie ptaków zagłusza set DJ-ski.

W środowisku artystycznym często mówi się, że Tarnów dokonał „niemożliwego” – połączył lokalność ze sznytem ogólnopolskim, ba: międzynarodowym. Dziś nikogo nie trzeba przekonywać, że warto wpaść do tutejszego BWA, ludzie sami przyjeżdżają z Warszawy, Krakowa, Wrocławia, ale często przychodzą tu i mieszkańcy – na spotkania, wykłady, także na wernisaże. – Szanujemy się nawzajem i staramy się wspierać, wymyślając formy współpracy, które przynoszą korzyści dla obu stron. Takim przykładem jest wystawa „Salon wiosenny”, będąca zarazem formą konkursu. Nagrodą jest wystawa indywidualna w BWA w następnym roku. Poza tym „lokalne środowisko” to żywy organizm, ciągle się zmienia, formuje, przypływają nowe osoby, inne odpływają albo przestają być aktywne. Bardzo cenię tarnowskie Liceum Plastyczne oraz Instytut Sztuki działający od kilku lat przy Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej – odpowiada Ewa, gdy pytam o relacje z lokalną społecznością. I faktycznie, każda z kolejnych dużych wystaw odnosi się jakoś do historii miasta. Wystarczy tu wspomnieć projekt „Jak się staje, kim się jest?” „Róża jest różą”, czy właśnie najnowszą „Wykrój. Miasto. Tarnów”. Absolwenci miejscowego liceum plastycznego, zanim obronią dyplomy i wyruszą w świat, mają tu szansę zobaczyć sztukę, której chcą być częścią. Później wracają, zresztą nie tylko oni.

PSR_8914

Biuro Wystaw Artystycznych w Tarnowie jest galerią miejską – służy mieszkańcom, którzy wracając z pracy do domu przez park często zahaczają o wystawy, albo przyprowadzają dzieci na warsztaty. Dla Ewy ta bezpośrednia relacja jest bardzo ważna. Wiesz, dla kogo pracujesz, masz szybkie echo swoich działań – albo jego brak. Są jednak i niebezpieczeństwa. W związku z tym, że wszystko dzieje się bardziej bezpośrednio, może okazać się, że twoja propozycja nie trafia do publiczności. Bezpośrednia krytyka boli bardziej. Trzeba nauczyć się przystępnie opowiadać o często abstrakcyjnej dziedzinie, którą się zajmujemy, co nie zawsze jest łatwe – podkreśla Ewa.

W ciekawej sytuacji znalazła się Marta Lisok, która podobnie jak Ewa Łączyńska po studiach w Krakowie na historii sztuki wróciła na Śląsk. Dostałam pracę w dwóch miejscach jednocześnie, w BWA w Katowicach i w Kronice w Bytomiu. Ostatecznie zdecydowałam się zostać w BWA, miałam tu znacznie więcej wolności w przygotowywaniu nowych wystaw. Dyrektor Marek Kuś umożliwił mi samodzielną pracę – wspomina.

Trzeba przyznać, że swoją pracę kuratorską w Katowicach Lisok zaczęła w dość ciekawym momencie „pomiędzy”. Do tej pory Śląsk nie był kojarzony ze sztuką współczesną, no może z wyjątkiem wspomnianej Kroniki, twórczości Jerzego Lewczyńskiego, Zofii Rydet oraz Oneironu, czy związanej z nurtem sztuki naiwnej Grupy Janowskiej. Dopiero niedawno alternatywy dla upadającego przemysłu ciężkiego zaczęto upatrywać w tzw. przemyśle kreatywnym. Impulsem do tego były starania Katowic o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 r. Dziś w zasadzie bez przerwy odbywają się tu koncerty, festiwale filmowe. Pojawiają się także prywatne inicjatywy związane ze sztuką współczesną, jak chociażby Galeria Dwie Lewe Ręce Maćka Skobla. Jednak zanim się to stało, Marta Lisok musiała w pewnym sensie wymyślić BWA w Katowicach na nowo. Wpuścić do niego młodych artystów, których nie trzeba było szukać daleko. W Katowicach działała przecież Akademia Sztuk Pięknych. Zapraszałam twórców spoza Śląska i jednocześnie promowałam lokalnych młodych artystów – wylicza. To właśnie w tzw. Małej Przestrzeni swoje wystawy mieli Bartek Buczek, Michał Smandek, Adam Laska, Mateusz Hajman i Natalia Bażowska. – Studenci i absolwenci często zaglądają do BWA, żeby podyskutować o swoich projektach. W zeszłym roku udało mi się we współpracy z ASP wydać książkę „Dzikusy. Nowa sztuka ze Śląska”, którą zaprojektowali Daria Malicka i Maciej Wodniak.

Życie artystyczne Górnego Śląska to jednak swoisty paradoks. Zdołano wykreować wizerunek nowoczesnej, kreatywnej aglomeracji, jednak działający tu artyści wciąż pozostają na uboczu. Na palcach można policzyć, kto z nich regularnie pojawia się na wystawach w Warszawie, która wciąż wiedzie prym w liczbie prywatnych galerii i dostępie do kolekcjonerów.  Krytykom nie jest do naszych galerii po drodze, dlatego rzadko ukazują się recenzje z wystaw organizowanych na, jak to mówisz, „peryferiach”. Chociaż dla nas to ścisłe centrum – podkreśla Marta. Jednocześnie nie ukrywa, że dzięki funkcjonowaniu poza ośrodkami artystycznymi uznawanymi za „główne”, może pozwolić sobie na więcej. – Większy luz, tym samym jest tu większa skłonność do eksperymentowania. Jest bardziej amerykańsko – więcej powietrza i przestrzeni do pracy. To widać w realizowanych przez nią projektach, które od kilku lat odkrywają przed mieszkańcami bardziej zmysłową stronę sztuki współczesnej.

Kilka dni temu Marta otworzyła wystawę „Widmo” o Katowicach, ale nie tych nowoczesnych, ale właśnie lekko nierealnych – zagubionych w swoich marzeniach, zaplątanych w gęstwinie nierozwikłanych do końca historii. W zeszłym roku wciągnęła mieszkańców w „Nocne aktywności”: serię performansów w mieście, które odbywały się pod osłoną nocy. Wydawać by się mogło, że są to projekty zbyt efemeryczne, delikatne w stosunku do ogólnej tendencji w sztuce „anektującej” miasto. Przez te lata udało się Marcie wypracować własny kuratorski styl, język, którym posługuje się pisząc nie tylko o sztuce.

Na Górny Śląsk nie tak dawno przeniosła się także Joanna Rzepka-Dziedzic, która wraz ze swoim mężem Łukaszem przez wiele lat animowała Galerię Szarą w Cieszynie. W przeciwieństwie do BWA w Katowicach i Tarnowie, Szara u swojej podstawy miała fundację. W Cieszynie studiowałam, a potem przeniosłam się do Poznania. W międzyczasie grupa moich znajomych, studentów i artystów, założyła Szarą. Wydaje mi się jednak, że potrzeba takiej galerii powstała równolegle w kilku miejscach, czyli w głowach założycieli, ale też właśnie na uniwersytecie czy w Urzędzie Miasta – wspomina Joasia. Na początku wpadała co jakiś czas do Cieszyna: a to pomagała przy wernisażu, a to przy festiwalu, innym razem przy akcji artystycznej. Wszystko zmieniło się w 2004 r. Miała pojechać na kilka dni, jednak została na dużo dłużej. Cieszyn na przełomie wieków przeżywał wyjątkowy boom kulturalny i trudno byłoby go porównywać z jakimkolwiek miastem o podobnej liczbie mieszkańców. Był absolutną kulturalną stolicą regionu. Na początku wieku imprezy i festiwale zostały zasilone sporą kasą unijną z programów rozwoju współpracy transgranicznej.  Podobnie jak Ewa i Marta, Joasia wskazuje, jak ważni w tym wszystkim byli mieszkańcy, a także wsparcie ze strony władz miasta.

Co spowodowało sukces Szarej? Nigdy nie było jednej koncepcji czy linii programowej. A może właśnie była – ciągła dynamiczna zmiana, dostosowywanie się do zmieniających się warunków i oczekiwań, oraz reagowanie na to, co aktualne. Byliśmy jedyną tego typu galerią w mieście i regionie. Czuliśmy dużą odpowiedzialność nie tylko za prezentowane u nas wystawy, ale przede wszystkim za szeroko pojętą edukację i oswajanie ludzi ze sztuką współczesną. A musieliśmy sprostać wysokim wymaganiom mieszkańców, także  studentów kierunków artystycznych oraz artystów, którzy wybrali to miejsce do życia. Ważne było, aby w Szarej prezentować to, co aktualne w kraju i za granicą, a nie ograniczać się do prezentowania sztuki regionu – wymienia Rzepka-Dziedzic. Od samego początku dużą wagę przywiązywali do wydawnictw oraz do… muzyki. To właśnie Joasia i Łukasz byli jednymi z pierwszych kuratorów, którzy do swoich działań zapraszali artystów łączących sztuki wizualne z dźwiękiem. Przeglądając internetowe archiwum Szarej można natrafić na wzmianki m.in. o płycie Johna Lake’a, czy kompilacje muzyczne Exterritory. Dużo uwagi poświęcali oprawie wystaw – wykładów, spotkań, warsztatów. Udało im się też prowadzić czytelnię. Robiliśmy wszystko, co mogliśmy w ramach naszych możliwości czasowych i finansowych, aby Szara była dla Cieszyna. To zostało docenione, galerię odwiedzały tłumy, stała się kulturalną i promocyjną wizytówką miasta. Przez wiele, wiele lat panowała naprawdę bardzo przychylna atmosfera wokół niej i tego, co robiliśmy.

Niestety w pewnym momencie wszystko się zmieniło – galeria straciła przychylność samorządu obecnej kadencji.  Razem z Łukaszem i dwójką dzieci Joasia przeniosła się do Katowic. Za kilka dni otwierają nową Galerię Szarą. Od miasta w ramach programu „Lokal na kulturę” dostali siedzibę w coraz popularniejszej dzielnicy Koszutka. Przed nimi nowe wyzwania, ale ze starą, dobrze wypracowaną nazwą i doświadczeniem. Gdy do mediów przedarła się informacja o zmianach w Szarej, wszyscy byli zaskoczeni. Joasia i Łukasz spotkali się z ciepłym przyjęciem w nowym mieście, może z tą samą energią, którą rozdmuchali kilka lat temu w Cieszynie?

07_K_Bregula_THE_TOWER_Still_021

W Polsce do transformacji ustrojowej istniała sieć Biur Wystaw Artystycznych, po 1989 r. większość tych instytucji zostało przemienionych w galerie miejskie, spotkało to m.in. Tarnów i Katowice. Obecnie praktycznie w każdym regionie działają miejsca związane ze sztuką współczesną – Zielona Góra, Poznań, Białystok, Bielsko-Biała, Lublin i Nowy Sącz to tylko niektóre przykłady. Gdyby je wszystkie podliczyć, okazałoby się, że stanowią mocną przeciwwagę dla tzw. większych ośrodków. Czy mniejsze instytucje, domy kultury, inicjatywy oddolne są już na zawsze skazane na peryferyjność? Moim zdaniem nie. Jeśli spojrzymy na ich działalność, wówczas okaże się, że ich peryferyjność jest jedynie geograficzna. Głupotą byłoby marginalizowanie znaczenia dla rozwoju sztuki współczesnej takich miejsc jak Biuro Wystaw Artystycznych w Tarnowie, Galeria Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach czy Galeria Szara. To właśnie tam myślenie o kulturze w kategoriach ekonomicznych schodzi na dalszy plan. Sztuka nie jest tylko inwestycją, a jej dostępność jest większa niż w największych miastach. Wynika to głównie z tego, o czym wspominały moje rozmówczynie – bezpośredniego kontaktu z różnymi grupami odbiorców. Niebezpieczeństwo czai się gdzie indziej i paradoksalnie być może szczególnie dotyka instytucji kultury w większych miastach. Brakuje nam wciąż zarówno świadomości, jak i strategii w zakresie wspierania edukacji kulturalnej.  Coś, co nazywamy polityką kulturalną, jest niestety wciąż uzależnione od działalności i wizji konkretnych osób.

Zdjęcia autorstwa Przemka Sroki dzięki uprzejmości BWA Tarnów.
Zdjęcia autorstwa Karoliny Berguły i Magdaleny Angulskiej dzięki uprzejmości Galerii Szara.

drukuj

KOMENTARZE

  1. Pragnę nieśmiało skomentować zdanie… Marta Lisok musiała w pewnym sensie wymyślić BWA w Katowicach na nowo…. oraz ideą , że coś kiełkuje i się przebija. Myślę, że na ideę pracy tej galerii ma wpływ wiele wyjątkowych osób, które na stałe współpracują z instytucją oraz zespół jaki ją tworzy. Pragnę przytoczyć też zupełnie inne podejście do pracy tejże instytucji, co być może będzie punktem wyjścia do dalszej dyskusji. Piotr Sarzyński w rankingu galerii 2015 tygodnika Polityka pisze… Siedziba galerii jest jak wyjęta z filmów Barei, ale program ciekawy. Godna uznania wystawa przypominająca klasyków śląskiej awangardy oraz bardzo interesujące wystawy tematyczne, a to o roli kobiet we współczesnym społeczeństwie („Nie Ja”), a to o historii sztuki wideo na przestrzeni ostatnich 50 lat („Głośno!/Loud!”). Czasami jednak wystawy są tak wyrafinowane intelektualnie („Mleczne zęby”, „O powstawaniu i ginięciu”), że aż trudne do przebrnięcia… 11 pozycja, BWA Katowice (awans na listę).
    Poza tym w BWA Katowice odbyły się wystawy wielu artystów współczesnych między innymi: C. Benzaken, K. Shinoyama, J. Lizène J. Cohen, J. Fernandez, A.Saura, R. Ballen, M. Chlanda, I. Czwartos, K. Kamoji, K. Klimek, P. Lutyński. Odbyły się też wystawy przeglądowe takiego formatu jak „Kilkanaście Koanów na (Nie)Istnienie”, „Polska — Niemcy 4:6” oraz sześć edycji Międzynarodowych Spotkań Sztuki. Myślę, że ogromnym zasobem są tu dwie przestrzenie wystawiennicze. Nie sposób myśleć o instytucji tylko w kontekście jednego wątku.

    Ślę serdeczności ze Śląska.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *