Daria Gosek

AUTOR

Daria Gosek-Popiołek

Urodzona w 1985 w Sosnowcu. Absolwentka teatrologii UJ, doktorantka na Wydziale Filozoficznym UJ. Kierowniczka (nie menedżerka) klubu kultury działającego w Nowej Hucie. Współzałożycielka stowarzyszenia Zakład Usług Miejskich. Najczęściej czyta autobiografie, dzienniki, pamiętniki i listy.

Historia skandalu w Starym Teatrze trzyma w napięciu niczym dobry thriller. Rozpoczęło się podobno od pogłoski – już od kilku dni chodzić miały po Krakowie słuchy o starannie zaplanowanej akcji skierowanej przeciwko dyrektorowi Janowi Klacie. Wiedzieć o nich miała także dyrekcja teatru i poinformowane przez nią służby porządkowe.  Mimo to, czwartkowy spektakl „Do Damaszku” rozpoczął się zgodnie z planem. I zgodnie z planem (tym razem planem grupki protestujących) został przerwany okrzykami: „Wstyd! Hańba! Dość! To jest Teatr Narodowy!”. Wszystko to – protest, bezradność aktorów, wreszcie dyrektor i reżyser Jan Klata krzyczący „wynoście się” zostało sfilmowane i zamieszczone w mediach społecznościowych. Po opuszczeniu widowni przez protestujących spektakl wznowiono.

Początkowo personalia sprawców nie były znane – podobnie jak ich intencje. Szybko jednak pojawiły się różne domysły. Witold Mrozek w „Dwutygodniku” sugerował, że za protestem stało „skrajnie prawicowe bojówkarstwo”. Niektórzy sugerowali, że przerwanie spektaklu było prowokacją samego Jana Klaty. Dość szybko na tej specyficznej „giełdzie nazwisk” pojawili się (związani z prawicą) Zuzanna Kurtyka, Stanisław Markowski, Ewa Stankiewicz i Ryszard Majdzik.

Dopiero następnego dnia „sprawcy zajść” przestali być anonimowi, a w ich imieniu wypowiedzieli się Adam Kalita (krakowski radny) i Stanisław Markowski wyjaśniając, że protestowali oni nie przeciw politycznej linii teatru, lecz przeciw estetyce, jaką operuje Jan Klata, wskazując na „kulturotwórczą” rolę teatru narodowego.
Niemal natychmiast od razu dziennikarze i krytycy teatralni wpisali jednak ten protest w kontekst sporu  prawica – lewica (podkręconego jeszcze w ostatnich tygodniach choćby wydarzeniami w Zachęcie) i w kulturowy schemat przeciwników i zwolenników sztuki współczesnej (a więc i postępu). Protestujący obsadzeni zostali w roli tych, którzy nie dość, że do teatrów nie chodzą, to jeszcze nie rozumieją istoty współczesnej sztuki. Ba! Nie rozumieją także otaczającego ich świata – [p]rawicowi aktywiści cały czas nie mogą przywyknąć do tego, że zarówno sztuka, jak i cała rzeczywistość jest zupełnie inna niż sto lat temu.”

Prasa nie szczędziła kontestatorom ostrych słów – podobnie jak twórcy spektaklu i poproszeni o skomentowanie protestu artyści. Jego forma – brutalne przerwanie spektaklu, brak szacunku, jaki protestujący okazali nie tylko reżyserowi, ale także aktorom, pracownikom technicznym teatru i, przede wszystkim, innym widzom, musi obudzić niepokój i oburzenie. Są przecież inne, bardziej cywilizowane formy okazywania niezadowolenia – a jednak wybrano tę najbardziej ekstremalną, w swojej istocie niszczącą jakiekolwiek szanse na dyskusję. Niewiele lepsi okazali się też być zresztą komentatorzy i dziennikarze, których wypowiedzi zachęcały w zasadzie do eskalacji konfliktu, a w najlepszym razie – były pełne pogardy i lekceważenia.

Niemalże nikt (może z wyjątkiem redaktora „Frondy” Jakuba Moroza) nie zastanowił się nad głębszymi przyczynami zaistniałego konfliktu, nie zadał pytania, dlaczego część widzów odrzuca teatr Jana Klaty i dlaczego wszelka dyskusja na temat linii programowej Starego Teatru zastaje dziennikarzy i komentatorów (zarówno publikujących w mediach mainstremowych jak i w prasie kulturalnej) w defensywie, gotowych bronić tym razem nie różnorodności lecz jedynego prawdziwego i prawidłowego teatru – nawet kosztem marginalizacji części odbiorców.

Po latach zarządzania sceną narodową przez Mikołaja Grabowskiego Jan Klata miał być powiewem świeżości. Wszyscy oczekiwali rewolucji. Rozpoczęło się od odświeżenia wizerunku (pojawiła się nowa identyfikacja wizualna, sceny teatru zyskały nowe nazwy). Trudno po raptem pół roku dyrektorowania Klaty ocenić jego działalność. Można już jednak zauważyć pewne tendencje, które budzą niepokój.

Po pierwsze silne upolitycznienie sceny narodowej i wystawianych tam treści, jego niemalże bezrefleksyjne zanurzenie się w dyskursie lewicowo-liberalnym. Widać było to już w jednym z pierwszych „nowych” (to znaczy powstałych za dyrekcji Jana Klaty) spektakli – w „Poczcie Królów Polski” Krzysztofa Garbaczewskiego. Była tam i krytyka kościoła katolickiego (powtórzona za Marią Janion), i odrzucenie idei narodu (jako źródła wszelkiego zła i zacofania). Nie zabrakło oczywiście prób powołania nowego panteonu, na którego czele stanąć miał Władysław Warneńczyk, jedyny w pełni „nowoczesny” król polski. Zabrakło w tym (i w kolejnych spektaklach) prób wyjścia poza pewne mody intelektualne, zabrakło niezależności i krytycznego spojrzenia na otaczającą nas rzeczywistość. Przykładem takiej połowiczności jest spektakl „Być jak Steve Jobs. Bohaterowie polskiej transformacji. Ballada o lekkim zabarwieniu heroicznym”, w którym twórcy, rozliczając się z polską transformacją, jak ognia unikają pytań na temat roli i odpowiedzialności polskich elit intelektualnych.

Kolejnym problemem jest język teatralny, jakim posługują się twórcy nowych spektakli w Teatrze Starym  – sprzyjający uproszczeniom, niemalże plakatowy, hermetyczny. Bo cóż z tego, że w swoich przedstawieniach upominają się ofiary transformacji, skoro robią to niemalże za plecami samych zainteresowanych, bez ich udziału i świadomości. I w języku teatralnym, którego ci nie są w stanie zrozumieć – i którego nikt nie chce lub nie potrafi im przybliżyć.

To właśnie – nowa estetyka spektakli powstających w Starym Teatrze, nastawienie na młodą publiczność, rezygnacja z działań edukacyjnych i popularyzatorskich, brak chęci dyskusji z widownią reprezentującą inny światopogląd – sprawiło, że od Starego Teatru odwróciła się część widzów. Czwartkowy protest wydaje się być tego konsekwencją, a reakcje zarówno dyrektora jak i mediów (sprowadzenie istniejącego napięcia do prostej alternatywy „albo my, albo oni”) nie zdają się wróżyć zmian. Nie chodzi tu o to, by Stary Teatr stał się teatrem środka, teatrem bezpiecznym, łatwym i przyjemnym w odbiorze. Ale na tej instytucji – scenie narodowej spoczywa szczególny obowiązek stworzenia przestrzeni do dyskusji, włączenia się do debaty na temat polskiej kultury, polskości i tradycji.

W konflikcie narosłym wokół działalności Jana Klaty i wokół czwartkowego protestu jak w soczewce skupiają się tak naprawdę wszystkie problemy polskiego teatru i środowisk opiniotwórczych (także teatralnych): zamknięcie się na widzów, ideowa „hermetyczność”, nieumiejętność podejmowania dialogu, wreszcie paternalizm wobec części społeczeństwa. Spektakle, które można oglądać w Starym Teatrze nie mają na celu rozpoczęcia dyskusji, nie chcą być wyzwaniem dla publiczności postrzeganej w kategoriach pewnej zbiorowości, a nie grupy docelowej o określonych poglądach i światopoglądzie.

drukuj

KOMENTARZE

  1. Szanowna Pani!
    Z uwagą przeczytałem Pani tekst, w którym jak w soczewce odbija się małe zorientowanie w temacie różnorodnych pól działalności Narodowego Starego Teatru po 2 stycznia 2013, oraz jego nowego repertuaru. Niewiedza (bo chyba nie brak dobrej woli) połączone z apodyktycznością sądów tworzą mało konstruktywną i wiarygodną mieszankę. Polecam kontakt ze mną lub z Sebastisnem Majewskim, lub po prostu wizytę na Do Damaszku bądź Edypie.

  2. Szanowni Panie Dyrektorze.
    Chciałabym zapewnić, że nowy i stary repertuar Narodowego Starego Teatru znam doskonale. Proponowane przez Pana spektakle również widziałam. I w żaden sposób nie zmienia to mojego zdania. Szczególnie, że uważam, że są one jednymi z gorszych spektakli, jakie Pan zrealizował.
    Uprzedzając jednocześnie Pana dalsze zarzuty – znam także Pana wcześniejsze spektakle i doceniam robotę, jaką Sebastian Majewski wykonał w Wałbrzychu. Mój tekst nie jest więc, jak Pan sugeruje, wynikiem mojej niewiedzy. Czy uprzedzeń. Jest po prostu tekstem krytycznym.

    Pozdrawiam
    Daria Gosek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *