Imitacyjna modernizacja i korporacyjne ideały miały wnieść na uniwersytety nowe wartości – merytokrację, jasne ścieżki awansu, podłączenie się pod realnie uprawianą naukę „w szerokim świecie”. Obietnica ta jednak dla szerokich rzesz pracowników naukowych pozostała nieziszczona. Strumień tłustych grantów, wypasionych stypendiów i lukratywnych kontraktów z biznesem okazuje się dość cienki i nawet ciężka praca nie gwarantuje sukcesu w coraz bardziej intensywnym wyścigu szczurów.
Czytaj dalej »Cel emerytalnej „reformy” (której „sukces”, po farsie „negocjacji koalicyjnych” oraz skandalu, jakim było odrzucenie projektu referendum, wydaje się przesądzony) jest prosty – zmniejszyć ilość pieniędzy wydawanych na emerytury. Kropka. Uzasadnieniem dla tego rozwiązania ma być, jak to zwykle w takich przypadkach bywa, brak pieniędzy.
Tak właśnie postąpił Thrun. Nie rozpoczął serii debat uniwersyteckich, na których ludzie w praktyce zgadzający się na obecny system będą podawać kolejne argumenty wskazujące na jego słabości, dzięki czemu będą mogli zdobyć wewnątrz niego lepszą pozycję. Nie, Thrun po prostu stworzył nowy model studiowania
Aby odbudować siłę zarówno na własnym podwórku, jak i w polityce europejskiej, polska lewica powinna stać na czele działań na rzecz prawdziwej alternatywy: integracji (i federalizacji) europejskiej, która oparta jest na rzeczywistej demokracji uczestniczącej, wspólnym programie inwestycyjnym, wyrównywaniu poziomu życia Europejczyków i zwiększaniu dostępności usług publicznych.
Obietnica, że strefy przyniosą pracę i poprawę jakości życia w regionie, okazała się być jedną wielką iluzją. O ile w oficjalnych statystykach wszyscy mówią, ile strefy przyniosły nam miejsc pracy, to nikt nie patrzy, ile miejsc pracy wcześniej zlikwidowano i nikt nie patrzy na jakość tej pracy i warunki zatrudnienia – umowy, zarobki, koszty życia i zdrowia tych ludzi, którzy muszą pracować w fabrykach. Pod tym względem, strefa wysysa z regionu życie. W zamian buduje się kontener i po kilku latach, kiedy kończą się ulgi, przenosi się ten kontener w zupełnie inną część świata.
Trzeba skończyć z myśleniem – którego łatwo się działając w środowiskach zaangażowanych nabawić – że jak kryzys w Polskę porządnie łupnie, to się społeczeństwo „ocknie” i przekona do lewicowości. Po pierwsze, jest to naturalnie wpadanie w pułapkę „imgorzejtymlepsizmu”, który rzadko – co zrozumiałe – cieszy się popularnością wśród potencjalnych ofiar gospodarczego tąpnięcia. Po drugie, jest to zwyczajne złudzenie. Owoce społecznego niezadowolenia zbierze bowiem wyłącznie ten, kto masy rozumie, albo chociaż umie stworzyć pozory, że rozumie. A to oznacza, że ewentualne polityczne możliwości przejdą wszystkim nieprzygotowanym koło nosa.
